Strona główna Seriale/Filmy Recenzje Japończycy wiedzą co robić! – recenzja „Dragon Ball Super Heroes”!

Japończycy wiedzą co robić! – recenzja „Dragon Ball Super Heroes”!

1

Dragon Ball Heroes nie można zaliczyć do kanonu, ponieważ jest to promocja do gry. Dodatkowo odcinki pojawiają się co jakiś czas, więc wszystko wydarzyć się może. Co istotne – nie odbiega aż tak bardzo.

Jest walka, wrogowie, każdy silniejszy, do tego są oryginalne postacie. Więc klimat anime zostaje zachowany, z dodatkiem ulepszonej kreski.
Przede wszystkim odcinki są bardzo krótkie. Mają nieco ponad osiem minut, z czego sam opening to kwestia około minuty. Chociaż zdarzają się dłuższe o dosłownie chwilę. Jednak to nie blokuje potencjału.

Już na początku mamy właśnie postać uwielbianą, jednak nie kanoniczną, czyli Son Goku w formie SSJ4. Oryginalnie „należy” ona do GT, które fani bardzo piętnują za to, że Akira nie brał udziału w produkcji. Twórca oryginalnej serii jednak miło wypowiadał się o niej, a taka prawda, że każdy fan kilka lat temu z chęcią oglądał przygody Goku, Trunksa i Pan. Swoją drogą sama jestem ogromną fanką wnuczki głównego bohatera.

Podoba mi się, że twórcy w dość logiczny sposób postawili koło siebie Goku z Super i tego z GT. Przede wszystkim to wyjaśnili, a jak wiadomo w kwestii Dragon Balla nie zawsze to się dzieje. Dużym plusem jest też pojawienie się Vegety w tej formie. Od razu przypomina mi się, że on sam tego poziomu nie osiągnął, tylko uzyskał to dzięki sztuczkom swojej żony. Najważniejsze jednak, że jest i chociaż zupełnie nie pasuje mi jego rola obrońcy, to wyszło dość ciekawie. Cudownie było zobaczyć, jak on sam nalega na fuzję, a sam efekt to jedno wielkie wow!

Zresztą od sagi Buu fuzje odgrywają ważną rolę w wielu walkach z tego uniwersum. Co ciekawe każda jest lepsza od poprzedniej. Nie tylko pod względem siły, ale też wizualnie.
Twórcy Heroes powinni dać korepetycje osobom odpowiedzialnym za Super. Pod względem antagonistów. Pokazali klasę, tworząc tajemniczego Saiyana. Tego właśnie mi brakowało. Ktoś niesamowicie silny, ale nie tylko. Przecież Goku został zawładnięty jego złą energią po zwykłym ataku. Wizualnie wróg bardzo pasował mi do Raditza — brata Goku — jednak ostatecznie oprócz długich włosów i ogona nic ich nie łączyło.

Jednak wracamy do Super i Zamasu. Jeden z ważniejszych przeciwników naszych bohaterów musiał się pojawić. Wygląda odrobine inaczej i trzymałam kciuki, aby obok niego nie pojawił się Black. Kolejny Goku to byłoby za dużo. Na całe szczęście pojawiają się postacie z szóstego wszechświata, między innymi Hit i młode Saiyanki. Dodatkowo ich wrogowie to dziwne rodzeństwo. Już od początku przypominają mi Tsufuli, czyli kolejne nawiązanie do GT. Pokazuje to, że niekanoniczna seria ma ogromny wpływ na twórców promocji i gry. Nie dziwne, że przewinęło się tam dużo niesamowitych wątków.
Pojawienie się szóstego wszechświata tylko zachęciło mnie do dalszego oglądania. Chociaż Kale w oryginalnej wersji wprawiała mnie w złość, tak tutaj jest ogromny plus. Walczy, panuje nad transformacją i ma w sobie coś. Kolejna lekcja dla twórców Super — zadbać o potencjał Saiyanek! Obie walczą, a nie tylko rzucają byle jakie ataki, czyli jest progres.
Pojawia się typowe przejęcie ciał przez Tsufuli, jednak teraz,żna moje słabo pokazane. Rozumiem, że odcinki mają być krótkie, ale ucinać czas, żeby z tego zrobić krótką wstawkę daje mierny efekt. Rodzeństwo rozpłynęło się i weszło w ciała Saiyanek. Każdy fan wie, że ta rasa szczyci się niesamowitą dumą, więc ten wątek zdecydowanie powinien być bardziej rozwinięty. Może chociaż minimalna próba walki z tym?

Po ósmym odcinku mam niemały dylemat… Bardziej czekam na Goku po treningu z Arcykapłanem, czy na Jirena? Sama nie wiem, ale obie wizje są dla mnie potężne.
Jeśli chodzi o samą kreskę, to jest świetna. Sama akcja dzieje się szybko i przyzwyczajona tempem Dragon Balla lekko mi nie pasuje. Dużo się dzieje, jest ogrom scen walki. Pojawiają się różne postacie, o których nawet nie pamiętałam. Przykładem jest Cooler, który osiągając złotą formę, właściwie nic nie wniósł. Pokazane zostało tylko to, że oprócz Freezy inni przedstawiciele tej rasy mogą to osiągnąć. Chociaż tego można było się domyślić. Myśląc, że to promocja gry czekam na powrót jego ojca. Zdecydowanie ciesze się, że powstało Dragon Ball Heroes. Postacie z GT są tu pokazane jak najlepiej, tak samo, jak z Super. Ogląda się szybko, ponieważ odcinki są maksymalnie skrócone. Skupiają się na walce, nie na tematach pobocznych. Szkoda, że tak wiele jest zminimalizowane.

3.5 2 votes
Article Rating

Leave a Reply

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Zdaś

Zarąbista recenzja. Aż chce się czytać. Mnie też Kale denerwowała w oryginalnej serii haha. Pozdrawiam serdecznie!!!