„Przy naszej piosence”, gdy słychać muzykę przy czytaniu — recenzja

0

Klaudia Bianek — polska autorka, zwyciężczyni konkursu na najlepszą powieść, po głośnym debiucie Jedyne takie miejsce.

Ironia losu… Sama piszę, ale nie przepadam za czytaniem książek polskich autorów. Mimo że opisy bardzo mnie zachęcają, nie umiem doczytać do końca. Do tego Przy naszej piosence to typowy romans, za którymi również nie przepadam. Nie wiem sama, co spowodowało, że skusiłam się na książkę.

Nie wyznaję zasady „nie oceniaj książki po okładce”, więc to chyba był powód. Jest zwykła, prosta, minimalistyczna a przy tym… przyciągająca. Właśnie takie uwielbiam.

Kiedy pierwszy raz chwyciłam ją w ręce, patrzyłam i myślałam, czy dam radę przebrnąć przez romans, który napisała Polka. Czy zadanie mnie przerośnie? Będę gotowa przeczytać więcej niż rozdział dziennie?

Co jest dość zabawne… Okazało się, że to 3 tom! Nie odczułam tego jakoś szczególnie, ale faktycznie tak jest, a jednak zaczęłam historię od końca. Zdarzyło się to pierwszy raz w moim życiu, a tylko przypadek uświadomił mnie, że tak jest.

Na samym początku poznajemy Antka, który prowadzi kawiarnię „U Zegarka”. Dlaczego taka nazwa? Proste. Tak brzmi jego nazwisko. Antoni jest baristą, który świetnie odnajduje się w swoim zawodzie. To jego największa pasja i spełnienie marzeń. Do tego główny bohater jest zwyczajnie przystojny! Czyli typowy schemat… Młody, cudowny mężczyzna, któremu wszystkie marzenia się spełniają. Dobra, same tego nie robią, on ciężko na to pracuje.

Wkrótce poznaje Kornelię, która… włamuje się do jego ukochanej kawiarni. Zapominalski Antek zwyczajnie nie włączył alarmu podczas zamknięcia. O włamaniu informuje go starszy pan, który prowadzi blisko sklep. Przyjaźń między prowadzącymi dwie różne działalności w ogóle nie jest dziwna, ale… co ten staruszek ciągle robi w tym sklepie? Odnosiłam wrażenie, że on jest tam wiecznie.

Nie będę ukrywać, że przez pierwsze strony czułam się tak, jakbym czytała opowiadanie na Wattpadzie, z tym że napisane poprawnie, bez błędów. Trochę mnie to zniechęciło, ale przecież nie można się poddać po pierwszych stronach, czytałam więc dalej i coraz bardziej się wciągałam. Z każdą przewijaną kartką czułam, jak pragnę więcej.

Kornelia włamuje się i kradnie jedzenie. Żadnych pieniędzy, zamiast tego bierze kanapki. Dla siebie i młodszego brata. Jest przerażona, szczególnie tym, że została złapana. Antek postanawia jej pomóc, widząc, że sytuacja dla tego rodzeństwa nie jest łatwa.

Ich relacja rozwija się wolno tak samo jak żółw. I właśnie to stawia przede mną książkowy romans w nowym świetle. Główni bohaterowie nie zakochali się w sobie w ciągu kilku rozdziałów, tylko to trwało i trwało. Było czuć między nimi chemię, ale oni jej nie rozumieli. W 99% przypadków, gdzie pojawiał się romans w książce, był on strasznie schematyczny i szybki. Bohaterowie zwyczajnie się poznawali i od razu zakochiwali. Tutaj tego nie było.

Czułam muzykę

Gdyby nie to, że każdy akapit wciągał mnie kolejnymi słowami, pewnie sprawdziłabym każdą wymienioną piosenkę. Byłam tak zahipnotyzowana, że o tym nie myślałam. Na całe szczęście na samym końcu znajduje się playlista, więc po skończeniu mogłam w łatwy sposób do wszystkiego wrócić.

Wielu piosenek nie znałam, kilka uwielbiałam zanim zaczęłam czytać. Ba! Kochałam je zanim autorka wydała książkę. Samo wspomnienie Chestera z Linkin Park przyprawiło mnie o dreszcze, bo on hipnotyzował głosem. Bennington robił to śpiewając, a Klaudia Bianek zrobiła to słowami na papierze.

Nie znałam wielu piosenek, ale je czułam, tak samo jak Kornelia. Antek właśnie tak do niej docierał…

Muzyka. Ona dotrze do każdego, ale do protagonistki przede wszystkim. Nie było to pokazane w płytki sposób, tylko bardzo dokładny i to nie od razu, a stopniowo. Krok po kroczku.

Tak samo jak Kornelia, dzięki opisowej otoczce, czułam muzykę. Wiem, że mogłabym włączyć swój ukochany utwór i czuć to co ona, mimo że w książce opisany był inny.

Sztuka sama w sobie. Czytając, nie znasz wspomnianego utworu, mimo to słyszysz muzykę. To nie jest ta piosenka, która jest wymieniona. Ta muzyka jest w Tobie, nie znasz jej, bo słyszysz swój ukochany utwór, kiedy to czytasz. Czy pasuje? Oczywiście!

Miałam wrażenie, że autorka dobierała piosenki, aby je czuć, a w razie potrzeby zmienić pod siebie. Lekkość w pisaniu i przemyślenie danych wątków jest wspaniałe.

Czytałam i słyszałam muzykę, chociaż było cicho wokół mnie. Dobierałam utwór pod sytuację. Dwóch nie zmieniłam. To moment z Linkin Park, do którego zawsze będę miała sentyment. Druga sytuacja, a właściwie jedna z kilku, to Dmuchawce, latawce, wiatr.  Piosenka Urszuli, którą kiedyś nagrała Ewa Farna. Znałam obie wersje, są piękne i tak cudownie tu pasują. Kiedy skończyłam czytać, zwyczajnie odpaliłam piosenki i słuchałam.

Nie spodziewałam się, że aż tak wrócę do dawnych lat przez książkę. Linkin Park, Urszula, myśl, że Ewa Farna to nagrała. Właśnie tę piosenkę!

Nie jestem pewna

Sama nie jestem pewna czy to dobry romans, czy raczej taki przeciętniak. Nie były mi potrzebne opisy tego, co oni jedzą na śniadanie podczas normalnego dnia.

Uwielbiam jakieś tam obicie sobie twarzy, wiem jak jest ciężkie to do opisania, ale szybkie znikanie ran, wręcz zapomnienie o nich — szczególnie co do Antka — nie było naturalne. Odniosłam wrażenie, że ta walka była włączona na siłę.

Odpowiem

Przeszłam od początku do końca książki, która jest napisana przez polską autorkę. Uważam, że to zadanie mnie nie przerosło. Rozdział dziennie? Gdybym rano nie musiała wstać, to czytałabym do upadłego!

Podsumuję i… przeproszę!

Pierwsze strony wydawały mi się typowo Wattpadowe, ale teraz wiem, że to było przygotowanie. Cała historia jest piękna. Denerwowałam się, że to wszystko dzieje się tak wolno, bo przecież ile mogę czekać na pocałunek idealnej dla siebie pary?!

Kiedy w końcu się pojawił, ja słyszałam muzykę, której wtedy tam nie było. Z automatu dobrałam utwór pasujący do nich, do ich miłości.

Uśmiechałam się, dziwiłam i byłam smutna. Dokładnie tak jak bohaterowie.

Ponad 200 stron przeczytałam w jeden dzień, resztę skończyłam jak tylko mogłam, następnego dnia.

To jednak mi nie pasuje

Mimo pięknej historii i cudownego zakończenia, nie stanę po stronie wizji wybrakowanej kobiety, tylko dlatego, że nie może mieć dzieci. Pustej i, jakby można to odebrać, nijakiej.

Mimo że trzy ostatnie rozdziały rozdarły mi serce przez opis sytuacji, mówię głośne NIE!

0 0 vote
Article Rating

Dodaj komentarz

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments