Detektywi znów na tropie? – recenzja filmu „Zabójcze wesele”

Fot: Netflix

Zabójcze wesele to druga część filmu Zabójczy Rejs dostępna na platformie Netflix. Poprzednio dostaliśmy  przyjemną komedię z wątkami rodem z powieści Agathy Christie. Czy druga część jest równie ciekawa?

Zabójczy rejs kończy się w momencie, gdy para głównych bohaterów wsiada do Orient Expressu. Fani popularnej pisarki kryminałów z pewnością zauważyli ten smaczek. Dlatego też pojawiło się wiele spekulacji, że kolejna produkcja będzie nawiązywać do tego zakończenia. Niestety, albo stety, tak się nie stało. Uważam, że gdyby tak było, to porównywano by produkcję do oryginalnej fabuły stworzonej przez Christie, co niekorzystnie wpłynęłoby na ocenę filmu. Szczególnie że kilka lat temu wydany został remake Morderstwa w Orient Expressie.

W ostatniej części mieliśmy do czynienia z morderstwem. Tym razem pojawia się motyw porwania. I to nie byle kogo. Dobrego znajomego głównego bohatera. Osoby, które obejrzały poprzednią część, bez trudu odgadną, kto został oskarżony o całe zajście.

Muszę przyznać, że schemat zaprezentowany w filmie powoli coraz bardziej mnie nudzi. Obecna fabuła jest jeszcze w miarę interesująca. Jednak, jeśli w kolejnych częściach twórcy będą się znowu trzymać tego samego szablonu, znacznie obniży to moje zainteresowanie tymi filmami. Wszystkie produkcje opierają się na podobnym scenariuszu – początkowy spokój przerywa morderstwo albo zaginięcie, w które bohaterowie zostają wplątani i oczywiście stają się głównymi podejrzanymi. Zaczyna to być przewidywalne i przestaje budzić we mnie pozytywne emocje. 

Podobnie jak w pierwszej części, tutaj także zupełnie nie spodziewałam się zakończenia. Muszę przyznać, że byłam jeszcze bardziej zaskoczona rozwiązaniem całej intrygi. Chociaż pierwotny podejrzany, oczywiście nie mówimy tutaj o głównych bohaterach, wydawał mi się nietrafiony. Nie mogłam pojąć, w jaki sposób wszystko miało się ze sobą łączyć i po prostu coś mi w tym nie pasowało. Myślę, że to spory plus, bo skłoniło mnie to do dalszych rozmyśleń i zagłębienia się w sprawę, dzięki czemu bardziej oddałam się filmowi.

Produkcja określana jest jako komedia. Warto, więc poruszyć wątek humoru. Szczerze, do mnie zupełnie nie przemówił. Trochę to wyglądało, jakby scenarzyści na siłę chcieli wpasować klasyczne żarty w konkretne sytuacje. Nie będę ukrywać, ze zupełnie im się nie udało. Ten sam żart powtarzany milion razy nie jest już po prostu śmieszny. Było to już nawet miejscami żenujące.

Produkcję oglądało mi się w miarę przyjemnie, jednak nie mogę ocenić tego filmu za wybitne dzieło. 

 

Miłośniczka kotów, książek i dobrej herbaty! Najbardziej preferuję fantastykę i romanse, ale innymi gatunkami nie pogardzę. Dodatkowo w moim sercu gości jeszcze teatr i taniec.
0
Would love your thoughts, please comment.x