Oppenheimer jeszcze przed premierą cieszył się sporą popularnością, zupełnie jak film Barbie. Czy rzeczywiście warto na niego iść?
Jestem świeżo po seansie produkcji Christophera Nolana i powiem wam, że wciąż trzymają mnie emocje. I nawet zażarta dyskusja z osobami, które miały okazję zobaczyć ekranizację, ich nie ostudziła. Świetny scenariusz, boska obsada oraz napięcie budowane w każdej scenie sprawiły, że naprawdę się wciągnęłam. Na co dzień nie jestem fanką historycznych filmów, ale ten był naprawdę dobry.
Produkcja Nolana składała się z 3 etapów, przesłuchania Straussa przed komisją oraz nieformalnego sądu nad Oppenheimerem w sprawie odzyskania poświadczenia bezpieczeństwa i z produkcji bomby atomowej. W tych przeskokach czasowych można było się pogubić, ale ten zabieg miał jakiś cel. Bardzo podobało mi się to, że oddzielili kolorystycznie sceny, dziejące się w różnych liniach czasowych. Jednakże nie tylko obraz mnie zachwycił, ale również muzyka i efekty dźwiękowe. Co prawda ja nie zarejestrowałam momentu, w którym podskoczyłam, gdy doszło do wybuchu, natomiast mój partner już tak. Świadczy to o tym, jak bardzo ten film był wciągający i emocjonalny.
Nie mówiąc o ujęciach odzwierciedlających uczucia bohatera, które były kluczowe dla późniejszych wydarzeń. Gołym okiem można było dostrzec, że Oppenheimer zaczął kwestionować słuszność idei zbudowania bomby. Dociera do niego, jak wpłynie to na świat i mimo że wygrali wojnę, to tak naprawdę ona się nie skończyła, bo właśnie zaczął się prawdziwy wyścig zbrojeń pomiędzy Stanami a Związkiem Radzieckim.
Kraj go pogrążył, jednak nasz bohater nie przestał kochać swojego państwa. Nie zdradził go, choć miał ku temu okazję… Oppenheimer był naiwny w tej kwestii, wierzył rządowi i temu, że ludzie mu wybaczą, a sława go uratuje. Nie raz się na tym przejechał. Szczerze mówiąc, nawet go rozumiem. Mógł mieć wyrzuty sumienia po zbudowaniu swojego dzieła, które przyczyniło się do śmierci wielu ludzi w Hiroszimie i Nagasaki, ale on był tylko twórcą. Truman miał racje, mówiąc mu, iż jest tylko wynalazcą, a odpowiedzialność za zrzucenie broni ponosi sam prezydent.
Jedynie, czym można go obarczać, to to, że poddał się popularnej iluzji, jaką jest uznawanie Związku Radzieckiego za normalne państwo. Ponadto, z pewnością każdy, kto obejrzał film, uzna go za hipokrytę. Swoimi działaniami jak i słowami, nie raz pokazywał, że mówi jedno a myśli drugie. Niby nie należał do partii, a jednak sympatyzował z komunistami. Świetnie, że bomba zadziała, a jednak nie fajnie, że zabiła ludzi. Nie da się ukryć, że miał jakąś wizję i był obecny przy wszystkich działaniach, a nie tylko siedział za biurkiem, jednakże sympatyczną osobą to on nie był.
Sam bohater, grany przez Cilliana Murphy`ego, został świetnie wykreowany, ale jeśli chodzi o postać historyczną, to definitywnie nie da się jej lubić. Aktor stanął na wysokości zadania i naprawdę się spisał. Ta mimika, kreacja, to wszystko sprawiło, że jest czym się zachwycać. Jednak nie tylko on wpłynął na to, że widowisko było naprawdę interesujące. Robert Downey Jr. jako Strauss też się wykazał, genialnie odegrał rolę polityka, który nie cofnie się przed niczym, by się zemścić. Scena z jego przesłuchania była zaskakująca i do samego końca wynik rozprawy wcale nie był tak oczywisty.
W filmie zobaczymy także, Matta Damona, Emily Blunt, Davida Dastmalchiana, Garego Oldmana, Rami Maleka czy Florence Pugh. Nie ukrywam, że dobór obsady był świetny. Miło było zobaczyć znane i jednocześnie lubiane twarze. Nawiasem mówiąc, sporo aktorów kojarzyłam z uwielbianych produkcji, m.in. Iron Man, Czarna Wdowa, Ocean’s Eleven czy Batman.
Szczerze mówiąc, dawno nie oglądałam tak świetnego filmu i to jeszcze historycznego. Twórcy idealnie odwzorowali fakty z życia Oppenheimera, nie pomijając żadnych istotnych szczegółów. Do tego reżyser świetnie przedstawił środowisko naukowe jak i politykę panującą w tamtych czasach. Te intrygi, gra i wyścig z czasem naprawdę mnie wciągnęły.
Szczerze, gorąco polecam pójść do kina, aby przekonać się na własne oczy, co tam się zadziało. Poznacie nie tylko ojca bomby atomowej, ale będziecie świadkami tego jak rozwijała się nauka, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Trochę tych fizyków czy genialnych teoretyków wam się przewinie. A Einstein zagrany jest tutaj fenomenalnie. Odświeżycie też sobie lekcje historii, w tym imiona prezydentów Stanów Zjednoczonych, Zimną Wojnę czy sama II Wojnę Światową.
Uwierzcie mi na słowo, nawet jeśli nie jesteście fanami takich produkcji, to myślę, że genialna obsada oraz nietuzinkowy scenariusz was przekonają. Jak dla mnie film zasługuje na mocne 9/10, trochę za mało tych wybuchów było oraz jedna scena była niepotrzebna i nie na miejscu. Jednak to jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, bo całokształt był fenomenalny.
Dajcie znać czy zamierzacie obejrzeć lub czy już to zrobiliście? Poniżej zostawiam wam zwiastun filmu.
Odpowiedz