Uwielbiam uniwersum Wiedźmina i mogłabym czytać oraz grać w nie godzinami. Z tego powodu też sięgnęłam po komiks. Czy było warto?
Ballada o dwóch wilkach to historia braci Grimm, Czerwonego Kapturka oraz kolejna przygoda Jaskra i Geralta. Nie jest kłamstwem, że Sapkowski nawiązywał do znanych baśni, wierzeń i legend słowiańskich. Zatem kolejne dzieła innych autorów przedstawiające Białego Wilka również do nich się odnoszą.
Geralt tradycyjnie jest na szlaku i ubija potwory, a Jaskier zamiast mu pomóc to śpiewa. Podczas jednej akcji, dowiadują się, że w Grimmwaldzie grasuje wilkołak. Wiedźmin nie byłby sobą, gdyby tego nie sprawdził. Tam masz poczciwy Jaskier snuje balladę i wynajduje zlecenie. Jednak nie wszystko jest takie oczywiste, jak się wydaje. Dziewczyna o imieniu Czerwona mówi im, że jej babcia dziwnie się zachowuje, a poczciwa staruszka poza tym, że sprawia wrażenie lekko szalonej, nie wydaje się podejrzana. No może poza tym, że pochowała srebrną zastawę, a przecież grasuje tam wilkołak.
W jego sprawie też zachodzi do sióstr Schwinke, które uważane są za złe. Wykupują ziemię za bezcen i sprowadzają turystów. Nie wszystkim to się podoba. One jednak też chcą śmierci wilkołaka, co jest dziwne, bo każdy myśli, że to one nasłały go na miasto.
Sprawa jest podejrzana, nie wiadomo kto mówi prawdę. Jedno jest pewne, Geralta będzie chciał sprawiedliwości. Choć nie obejdzie się bez ofiar, awantur i konfliktów interesów. A Jaskier jak to on, będzie śpiewał i tworzył nową balladę o Geralcie z Rivi. Niekoniecznie prawdziwą. Wiadomo, słuchacze nie chcą mrocznych pieśni, a nasz trubadur umie ubarwiać historię.
Zauważyłam jeszcze w tym komiksie, że historia Kurta Grimma jest łudząco podobna do tej znanej z opowiadania Ziarno Prawdy, gdzie Geralta spotyka przeklętego Nivellena. Taki mały ukłon w kierunku dzieł Sapkowskiego.
Nie da się ukryć, bawiłam się świetnie. Podobało mi się to, że w przeciwieństwie do niektórych komiksów, w tym nie było chaosu. Od początku do końca wiedziałam, co się dzieje i kto mówi. A zakończenie mnie zaskoczyło. W sumie nie przyjęłam, że taki obrót sprawy faktycznie mógłby mieć miejsce. Kolejny plus dla twórców. Dodatkowo podoba mi się to, że na zakończenie możemy podziwiać cudowne bonusowe grafiki, które robią spore wrażenie. Jednym słowem brawo dla Bartłomieja Sztybora oraz Mikiego Montlló za świetnie opracowany komiks. Szczególne uznanie należy się grafikowi, który sprawił, że historia ożyła.
Jak dla mnie 10/10. Jest naprawdę zachwycający.
Dziękuję wydawnictwu Egmont za cudowny komiks.
Odpowiedz