Autorka serii „Niezgodna” powraca z nową książką „Wybrańcy”. Czy jest równie dobra?

Akcja książki zaczyna się tam, gdzie w innych powieściach występuje happy end. Piętnaście lat wcześniej piątka zwykłych nastolatków pokonała Mrocznego, który przyniósł zniszczenie Ameryce.

Zginęło wiele milionów, jak nie miliardów, ludzi. Tylko oni – Wybrańcy – mogli go pokonać. Teraz superbohaterowie nie mają co ze sobą zrobić. Nikt już nie potrzebuje ich pomocy. Wybrańcy są tylko wspomnieniem tych mrocznych dni dla Ameryki.

Od razu mogę Was uspokoić, że cała książka nie będzie o tym jak się żyje Wybrańcom po wojnie. Przez jakiś czas śledzimy ich codzienność, ale jest to tylko wprowadzenie. Uważam, że rozpoczęcie fabuły, jakie napisała Veronica Roth jest bardzo dobre. Szczególnie że oprócz ciągłego śledzenia losów Sloane Andrews są dodatki, które przyczyniają się do tajemniczości i uroku powieści. Mam na myśli strony jakichś akt tajnych, dokumentów, rozmów.

Zgadzam się ze słowami z tyłu okładki, że Veronica Roth przyjęła bardzo nowatorski i wciągający sposób pisania. Bardzo dobrze się to czytało. Szczególnie jak wspomniałem wyżej o dodatkach specjalnych. Cała powieść jest podzielona na trzy części. Każda partia jeszcze bardziej wciąga czytelnika w swoją historię.

Część pierwsza skupia się na codziennym, „dorosłym” życiu Wybrańców, szczególnie Sloane. Pokazuje, w jaki sposób radzą sobie po walce z Mrocznym. Najgorsze jest to, że sam przebieg, jak i sposób wygranej nie jest jasny. Jedynie w dodatkach specjalnych zostało coś zdradzone lub we wspomnieniu któregoś z Wybrańców. Ta partia była nudna. Nic takiego się nie działo.

Część druga zdecydowanie zaintrygowała mnie. Początkowo miałem odczucie, że czegoś nie rozumiem. Wydawało się takie szalone i chaotyczne. Z biegiem kolejnych stron wszystko zaczęło się układać i nabierać sensu. Partia środkowa dała nadzieję, że będzie lepiej.

Ostatnia trzecia część była lepsza od pozostałych. Zdecydowanie działo się najwięcej i było wiele scen, które mnie zaskoczyły. Wszystko zaczyna nabierać sensu. Główna bohaterka Sloane w końcu czuje się potrzeba i ma cel. Jak dla mnie jest to najlepsza część.

Sloane Adrews jest główną bohaterką i to jej losy śledzimy przez cały czas. Chociaż to postać bardzo kluczowa dla całej powieści, to niezbyt ją polubiłem. Kobieta ma trochę taki syndrom męczennika. Nie potrafi ruszyć do przodu. Ciągle wspomina swoją walkę z Mrocznym a najbardziej spotkanie z nim. Z biegiem czasu, szczególnie w drugiej i trzeciej części, można ją bardziej polubić niż na początku.

Pozostali Wybrańcy: Matt, Ines, Esther i Albie są tylko dodatkami. Jedynie Matt i czasami Esther próbują przebić się na drugi plan. Nie zawsze im to wychodzi. Również w pierwszej części mamy pokazane, w jaki sposób zaadoptowali się w świecie, w którym ich pomoc nie jest już nikomu potrzebna. Inni poradzili sobie świetnie, a niektórzy wciąż próbują.

Moim zdaniem wszyscy Wybrańcy z pierwszej części są postaciami niedojrzałymi. Zachowują się jak dzieci we mgle. Minęło już tyle lat i wciąż nie potrafią się z tym pogodzić. Szczególnie że niektórzy desperacko pragną uwagi lub uciekają. Nie jest to typowe dla ludzi, którzy przez tyle lat chodzili do terapeutów. Albo mieli słabe wsparcie, które nie potrafiło im pomóc poradzić sobie z traumą, albo ten wątek został słabo rozwinięty.

W tej książce magia jest przedstawiona w dość dziwny sposób. Nie jest ona pokazana w sposób, jaki wiele osób myśli; jakieś wymawianie zaklęć czy strzelanie z rąk. Veronica Roth wymyśliła trochę inny sposób na pokazanie magii. Przyznam szczerze, że to ciekawy wybór. Przy okazji wspomnę, że magia nie jest głównym elementem powieści. Jest dodatkiem, jest jej zdecydowanie za mało, ale za to została bardzo ciekawie ukazana.

Duży plus dla osoby robiącej okładkę. Jeśli myślicie, że ona nic nie znaczy, to jesteście w błędzie. Właściwie ona zdradza bardzo wiele odnośnie powieści. Jeśli natomiast nie rozumiecie to spokojnie. W drugiej części wszystko stanie się jasne. Przy okazji okładka jest bardzo ładna. Górna połowa jest matowa a druga błyszcząca. Niestety widać na niej odciski palców, co nie jest dobrze przemyślane.

W drugiej i trzeciej części pojawi się więcej nowych bohaterów. Wspomnę tylko, że oni ratują tę powieść. Właściwie to są jedynymi bohaterami, których polubiłem najbardziej. Co do samych Wybrańców to zabrakło im charyzmy. Dopiero po jakimś czasie postać Sloane zaczyna się rozwijać, zamiast stać w jednym miejscu od piętnastu lat.

Uważam, że świat zbudowany przez Veronicę Roth ma szansę na stworzenie świetnego uniwersum. Tę pozycję czyta się bardzo płynnie. Dodatki specjalne zachęcają do czytania. Historia zmierza we właściwym kierunku. Jestem pozytywnie zaskoczony pomimo wyżej opisanych minusów. Jako całość wypada bardzo dobrze, mogłoby być odrobinę lepiej, ale i tak z niecierpliwością czekam na drugi tom.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x