Steve Rogers to jeden z oryginalnych członków Avengers. Co by było, gdyby nie został rozmrożony przed filmem z 2012 roku?
Gdyby tak się stało, to nie brałby udziału w walce z Lokim. Być może zespół superbohaterów nie zdołałby pokonać brata Thora, a władzę na Ziemi objąłby bóg psot. To wydarzenie mogłoby przyczynić się do poszukiwań Rogersa jako bohatera sprzed siedemdziesięciu lat, który może im pomóc.
Innym pytaniem, jakie się nasuwa, jest to, kto w takim razie poprowadziłby Avengers do walki. Oczywistym wyborem byłby Tony Stark albo Thor. Ten pierwszy finansował całą grupę zarówno swoimi pieniędzmi, jak i technologią. Jednak jego charakter i momentami irytujące zachowanie mogłyby sprawić, że wszyscy przestaliby widzieć w nim lidera. Bóg piorunów natomiast nie jest dobrym strategiem, bardziej wojownikiem, o czym świadczy rezygnacja z korony władcy Asgardu.
Kto mógłby zastąpić Rogersa jako członek Avengers? Patrząc na wydarzenia z pierwszej fazy, najlepszą opcją wydawałby się Rhodey. Był on jedynym pokazanym wówczas superbohaterem, który w późniejszym czasie do nich dołączył. Ewentualnie mogłaby to być Kapitan Marvel. Nie radząc sobie z armią Lokiego, Nick Fury dałby sygnał Carol Danvers już w 2012 roku.
Gdyby doszło do kolejnej bitwy między superbohaterami, Stark prawdopodobnie starłby się z Thorem, a nie z Rogersem. Gdyby syn Odyna był na Ziemi podczas wydarzeń Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów, zdecydowanie dołączyłby do Steve’a. Być może w ogóle nie doszłoby do konfliktu, gdyby Thor przebywał poza naszą planetą. Ci, co stanęli po stronie Rogersa, nie mieliby silnego przywódcy, aby zmierzyć się ze Starkiem.
Gdybania fanów mogą być szerokie, wszystko i tak zależałoby od producentów. Jedno jest pewne: MCU wiele by straciło, gdyby Kapitan Ameryka nie pojawił się w tym uniwersum.
Odpowiedz