Zmiennokształtni przybysze z kosmosu przeniknęli do najpotężniejszych organizacji chroniących Ziemię. Czy przez to superbohaterowie i świat, jaki znamy, skazani są na porażkę?
Autorem tej jednej z najpopularniejszych opowieści komiksowych Marvela jest Brian Michael Bendis, który dał poznać się fanom w takich dziełach jak Daredevil: Nieustraszony!, czy Ultimate Spider-Man. Za rysunki odpowiada Leinil Francis Yu (Avengers, Świt X: X-Men). Album zawiera materiały, które zostały opublikowane pierwotnie w zeszytach Secret Invasion #1–8. Na podstawie tej historii powstał serial Tajna Inwazja, którego premiera już 21 czerwca na platformie Disney+.
Rasa Skrulli naznaczona jest masą cierpienia, choćby przez utratę rodzimej planety, za co odpowiada pożeracz planet – Galactus. Ich nowym miejscem zamieszkania stała się Ziemia. Znaleźli się na niej po wojnie domowej wśród superbohaterów. Świat nie jest już tak chroniony, jak przedtem. Ludzie nie wiedzą, co obca rasa może zrobić z planetą i jej mieszkańcami.
Na ulicach panuje strach! Bohaterowie stoją przed bardzo trudnymi wyborami. Skrulle zasiali w głowach herosów niepewność, co sprawia, że nikt nikomu nie może zaufać, bo każdy podejrzewany jest o bycie zmiennokształtnym przeciwnikiem. To prowadzi do tarć między superbohaterami. Już w drugim zeszycie otrzymujemy wielką walkę, do której doszło w ich skutek. Wow! Co to było za starcie. Pojedynek pomiędzy kilkudziesięcioma superbohaterami. Na tamten moment była to moja ulubiona walka w całej przygodzie z komiksami. Była nią, dopóki nie doszedłem do ostatniej, finałowej potyczki, która jest wielkim majstersztykiem. To po prostu trzeba zobaczyć!
Z uwagi na powagę wydarzeń ukazanych w komiksie, nie skupiamy się na postaciach i ich motywacjach, a na samym działaniu. Jednak przy okazji poznajemy Mighty Avengers, Młodych Avengers, Tajnych Avengers, Thunderbolts oraz Fantastyczną Czwórkę. Pełen fan serwis ku uciesze czytelnika. Choć zazwyczaj ciężko poradzić sobie z nagromadzeniem tak wielu postaci, to w tym wypadku wyszło genialnie. Każdy z bohaterów miał własne zadanie, swoje pięć minut, przez co nie można powiedzieć, że ktoś został wepchnięty do tej historii niepotrzebnie.
Z całego serca mogę polecić tę pozycję każdemu fanowi komiksów i Marvela. Przy tej opowieści nie sposób się nudzić, nieustannie coś się dzieje, a fabuła mknie do przodu, jak Porsche. Mimo iż komiks ma 228 stron, to czyta się go całkiem szybko.
Dziękuję wydawnictwu Egmont za otrzymanie egzemplarza do recenzji.
Odpowiedz