Krwawa krucjata Franka Castle – recenzja komiksu „Punisher Max tom 1”

Ja po okresie fascynacji komiksem superbohaterskim pod koniec lat dziewięćdziesiątych

(kiedy masowo kupowałem zeszyty wydawane przez nieistniejące już wydawnictwo TM-Semic), na jakiś czas przestałem interesować się tym medium. Niedawno postanowiłem powrócić do czytania.

Na pierwszy ogień poszedł komiks Punisher Max #1 wydany przez Egmont. Frank Castle nigdy nie był moją ulubioną postacią, jednak po świetnym serialu Netflixa o jego przygodach poszperałem w Internecie i wśród licznych polecanek, wybrałem serię stworzoną przez Gartha Ennisa.

Na pierwszy tom serii Punisher Max składają się dwie historie. Pierwsza zatytułowana Od początku jak sama nazwa wskazuje, opowiada o tym, w jaki sposób Frank stał się Punisherem. Castle jest weteranem wojny w Wietnamie, po powrocie poświęca życie dla rodziny. Jednak pewnego dnia jego żona oraz dwójka dzieci zostaje zastrzelona, podczas strzelaniny toczonej przez dwie nowojorskie mafie. Po tej tragedii Frank postanawia każdego dnia uzdrawiać świat z przestępczości. Wyrusza na krwawą krucjatę.

Kilkanaście lat później Punisher z hukiem wkracza na setne urodziny bossa mafii, wybijając członków kilku przestępczych rodzin. Jego poczynania obserwuje CIA, pragnące wykorzystać go do własnych celów. Kapitalnie napisane postaci, krwawa, brutalna, dosadna fabuła oraz świetne, mroczne, klimatyczne rysunki autorstwa Lewisa Larosy, składają się na bardzo dobrą historię, pełną krwawej rozwałki, wulgaryzmów oraz czarnego humoru.

Druga historia nosi tytuł Mała Irlandia. Umierający gangster zostawia w testamencie fragmenty kodu, prowadzące do zgromadzonej przez niego fortuny. Cztery grupy przestępcze rywalizują o spadek, pragnąc zdobyć cały skarb dla siebie i wybić przeciwników. A w sam środek tej sytuacji wkracza Frank Castle.

Garth Ennis stworzył galerię zapadających w pamięć i charakterystycznych postaci, z których każda ma swoje motywacje i powody, by zgarnąć fortunę. Tym razem za rysunki odpowiada Leandro Fernandez. Jego kreska spodobała mi się mniej niż Larosy, jednak również ma swój urok i wielu powinna przypaść do gustu.

Podsumowując Punisher Max #1 to kawał świetnego komiksu. Jest mrocznie, brutalnie, krwawo, do tego z ciekawą fabułą i dobrze wykreowanymi postaciami. Jestem przyjemnie zaskoczony i na pewno sięgnę po następne tomy z tej serii.

Od lat zainteresowany fantastyką i historią. Z czasem z czytelnika stałem się również twórcą. Pisuję szeroką pojętą fantastykę i horror, a także dzielę się z recenzjami obejrzanych filmów, przeczytanych książek i komiksów.
0
Would love your thoughts, please comment.x