Tony Stark został uwięziony w Epoce Lodowcowej, a tymczasem we współczesności Avengersi muszą zmagać się z nowym zagrożeniem – egipskim Bogiem Khonshu.
Autor opowieści to Jason Aaron, który zdobył nagrodę Eisnera i znany jest z takich komiksów jak Thor Gromowładny, czy Punisher Max. Rysunki do tej pozycji stworzyli: Javier Garron, Ed McGuinness oraz Francesco Manna. Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w zeszytach #31–38 serii Avengers.
Na samym początku otrzymujemy solową przygodę Tony’ego Starka. Pokazuje nam ona urywki z jego wspomnień, które będą kluczowe w dalszej części. Podoba mi się użycie samego bohatera jako narratora. Cieszę się również, że otrzymujemy wyjaśnienie, co się stało z nim po zaginięciu w poprzednim tomie. Choć moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby dodanie tej historii do wcześniejszej części.
Akcja została skonstruowana tak, aby powoli budować napięcie — uważam to za udany zabieg. Otrzymujemy intrygi i knucia. Wrogowie Avengers jednoczą się, co dodaje poczucie wielkiego nadchodzącego niebezpieczeństwa. Natomiast po przeczytaniu całego komiksu nie rozumiem, dlaczego pokazano nam owo jednoczenie się takich postaci jak: Namor, Wampiry, czy Zimowa Gwardia z Rosji. Rozpoczęto ich wątek, jakby mieli odegrać istotną rolę w opowiadaniu, a tymczasem kompletnie o nich zapomniano. Stali się tylko bezsensownym elementem fabuły. Nawet jeśli mieliby być zapowiedzią kolejnego wydania, to powinni pojawić się w ostatnim zeszycie, a nie w drugim.
W moim komiksowym doświadczeniu nie miałem do czynienia z Moon Knightem. Oglądałem serial, który mocno przypadł mi do gustu i byłem ciekawy, jak będzie prezentował się w komiksach. W trzecim zeszycie nareszcie doczekałem się księżycowego rycerza. Nie zawiodłem się! Świetnie wyglądają przemiany osobowości ze Stevena na Marca oraz Jake’a. W tym wydaniu widzimy go chyba znacznie potężniejszego niż w MCU. Jest w stanie pokonać nawet samego Thora, czy Doktora Strange’a.
Głównym złoczyńcą z początku mógł się wydawać długo wyczekiwany w MCU – Mephisto, którego możemy ujrzeć w tym komiksie jako bezwzględnego diabła. Jednak spotkał na swojej drodze groźniejszego przeciwnika – Khonshu, który jest jeszcze bardziej okrutny od niego. Standardowo jak większość znanych antagonistów próbuje podporządkować sobie świat. To na nim oraz na Moon Knightcie w większości skupia się fabuła. Nie podoba mi się fakt, że opowieść kładzie większy nacisk na złoczyńców, niż bohaterów.
Sceny akcji w tym albumie są po prostu znakomite. Cieszy mnie fakt, że nie otrzymujemy ich na wyrost. Najbardziej przypadła mi do gustu walka Moon Knighta z Czarną Panterą, której poświęcono niemal cały jeden zeszyt. Również zabieg nazywania każdego ciosu i stylu walki podczas pojedynków wyszedł tu nie najgorzej.
Grafiki w tym komiksie są prawdziwą perełką. Niekiedy wyglądają, jakby to były kadry z filmu, a nie rysunki. Najbardziej epicko wygląda scena Iron Mana w kosmosie, gdy na granatowo-czarnym tle prezentuje cały arsenał swojego skafandra. Niekiedy pojawiał się również wulgarny język, czy nieco bardziej krwawe sceny, co nadało większej brutalności temu dziełu.
Podsumowując, jest to pozycja godna polecenia. Szybka akcja gwarantuje przyjemne czytanie. Ponadto aspekt graficzny jest fenomenalny, więc zapewne ucieszy oko niejednego czytelnika.
Dziękuję wydawnictwu Egmont za otrzymanie egzemplarza do recenzji.
Odpowiedz