O tym jak kobiety wspierają się mimo upływu czasu – recenzja „Zaginionej Apteki”.

Gdy dostałam Zaginioną Aptekę autorstwa Sarah Penner, nie mogłam się doczekać, aż mnie pochłonie. Jednak nie zadowoliła mnie ta książka tak, jak tego oczekiwałam, równocześnie nie mogę stwierdzić, że mnie całkowicie rozczarowała.

Sarah Penner pochodzi z Kansas. Swoją przygodę z pisaniem zaczęła w 2015 roku. Zaginiona Apteka jest jej debiutancką książką, uznaną za bestseller przez The New York Times.

W powieści występuje podział na historie z perspektywy trzech bohaterek. Nella Clavinger – aptekarka, Eliza Fanning – dwunastoletnia dziewczynka, klientka, oraz Caroline Parcewell – studentka historii.

Pierwsza z nich prowadzi aptekę wyłącznie dla płci pięknej. Dzięki wiedzy zdobytej od matki sprzedaje nie tylko lekarstwa, ale również trucizny dla zdradzonych, porzuconych z dziećmi żon czy innych żądnych zemsty kobiet. W pewnym momencie do cichej zabójczyni przychodzi młode dziewczę imieniem Eliza. Pewne siebie dziecko, niezrażone tym, co ma nadejść, odbiera toksykant od aptekarki, przy okazji się z nią zaprzyjaźniając. Wszystkie zabójstwa idą zazwyczaj zgodnie z planem, ale któregoś dnia pojawia się nowa klientka. Sprawy się wówczas komplikują. Ta historia dzieje się w XVIII-wiecznym Londynie.

Natomiast przeżycia Caroline są wydarzeniami teraźniejszymi. Zdradzona studentka przyjeżdża do Londynu na dziesiątą rocznicę ślubu, jednak pobyt spędza w samotności. Udaje się z archeologami-amatorami na poszukiwania i znajduje flakonik, który odmieni jej życie. Chcąc, choć na chwilę przestać myśleć o rozsypującym się związku, zagłębia się w historię znaleziska i próbuje rozwikłać zagadkę tytułowej apteki.

Wszystkie trzy kobiety łączy jedno: krzywda wyrządzona przez mężczyzn.

Utwór podzielono na rozdziały. Każdy z nich opisywano z perspektywy jednej z wyżej wymienionych bohaterek. Raz skaczemy do przeszłości, a innym razem wracamy do czasów obecnych. Co ciekawe, narracja jest pierwszoosobowa, więc mamy wrażenie, że czytamy pamiętnik. Nadaje to książce pewnego klimatu. Uważam, że opisy miejsc i przeżyć są za długie. Fabułę rozciągnięto, jakby autorka musiała przekroczyć dany limit słów. Nie przypadł mi ten fakt do gustu, ponieważ w pewnym momencie powieść stała się dla mnie męcząca. Napięcie budowano tak długo, że odechciewało się czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Wątek Caroline wyjątkowo mnie wynudził. Znacznie spowolnił akcję, co chwilami mnie irytowało.

Mimo wszystko nie mogę przyznać, że powieść to badziew.

Koncepcja apteki z truciznami jest niezwykle interesująca, ale jej potencjału nie wykorzystano całkowicie. Niezwykle spodobała mi się mapa Londynu zamieszczona na początku. Można uznać to za szczegół, ale wprowadza klimat pewnej tajemnicy, która za chwilę zostanie odkryta. Pozytywnie zaskoczyły mnie również opisy kilku trucizn, znajdujące się na końcu utworu. Budzą uczucie poznawania informacji wykorzystywanych przez znachorów z dawnych czasów.

Dodatkowo na ostatnich stronach książki znajduje się bonus w postaci trzech (nietrujących) przepisów, między innymi na maślane ciasteczka z rozmarynem.

Powieść jest kierowana głównie do kobiet. Porusza temat zdrady, straty dziecka czy radzenia sobie z problemem, jakim są mężczyźni.

Zaginiona Apteka nie przypadła mi do gustu, tak jak tego oczekiwałam. Książka zdecydowanie nie jest dla tych, którzy czekają na zwrot wydarzeń, czy spodziewają się eliksirów owianych fantastyką, albo zagadek rodem z Sherlocka Holmesa (A.C. Doyle).

Natomiast spokojnie mogę polecić ją osobom, które lubią spokojną lekturę z nutą intrygi.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x