Wes Anderson przyzwyczaił nas do pewnego wyjątkowego stylu, który konsekwentnie przez wiele lat praktykuje. Niestety, nie jest to wyjątkowo płodny reżyser, lecz jego druga animacja Wyspa Psów tylko potwierdza, że Wes nie musi co roku udawadniać, że jest mistrzem. Wypuści coś raz na kilka lat, ale jak już to zrobi, to czapki z głów!
Do Wyspy Psów zbierałem się od dłuższego czasu. Z doświadczenia wiem, że filmy, w których występują psiaki czy inne zwierzęta, zwykle kończą się ich śmiercią lub innym złem. Nie jestem miłośnikiem czworonogów, ale motyw utraty psiego przyjaciela zawsze mnie wzruszał. Serio, ledwo przeżyłem Mojego przyjaciela Hachiko. Jednak o tym, jak bardzo się pomyliłem zwlekając z obejrzeniem przedostatniej produkcji Wesa Andersona, przekonałem się już po około 10 minutach tej pięknej animacji. Reżyser już nie raz pokazał, że jest mistrzem łączenia dobrego stylu i humoru. Wszystko to, a nawet więcej, udowodnił w Wyspie psów.
Każdy, kto chociaż trochę kojarzy twórczość Andersona, wie, czego może oczekiwać. Wyspa to istny popis reżysera i potwierdzenie jego umiejętności. Mimo że poprzedni film Grand Budapest Hotel jest z 2014 roku (Wyspa psów z 2018 roku), Anderson ani na milimetr nie cofnął się w rozwoju, a nawet można powiedzieć, że zyskał jakąś taką ciekawą pewność siebie, która dobrze robi jego produkcjom.
Trudno jest pisać o tym filmie w samych superlatywach, ale tutaj naprawdę nie ma się do czego przyczepić. No może do jego długości – jest zdecydowanie za krótki! W pewnym momencie fabuła mocno przyśpiesza i ani się obejrzymy, a już jest po finałowej sekwencji. Mimo tej jednej wady, Wyspa Psów to wizualne dzieło. Każdy kadr animacji można byłoby ładnie oprawić i powiesić w galerii sztuki.
Na uwagę i uznanie zasługuje bardzo skomplikowana technika, na jaką zdecydował się Wes. Fantastyczny Pan Lis i Wyspa Psów zostały nagrane metodą animacji poklatkowej. Animatorzy za pomoca specjalnie przygotowanej scenografii i lalek, ustawiają je pod odpowiednim kątem i nachyleniem. Każda taka sekwencja kończy się wykonaniem zdjęcia. Często jedna krótka scena wymaga wykonania kilkudziesięciu fotografii. Finalnie wszystkie te zdjęcia składa się w całość i powstaje film w ciekawej i wyjątkowej formie. Dubbing również zasługuje na najwyzsza notę! Aktorzy podkładający głos to prawdziwi profesjonaliści – Bryan Cranston, Edward Norton, Tilda Swinton, Scarlett Johansson, Jeff Goldblum, Bill Muray i wiele innych. Prawdziwa śmietanka!
Wes filmem oddaje również hołd Japonii – jej tradycji i historii. Samo to, że ludzcy bohaterowie posługują się ojczystym językiem jest niezwykłym zabiegiem. Zadbano o każdy szczegół, także proces przygotowania sushi pokazano w wyjątkowy i niezwykle dopracowany sposób.
Do filmu warto wracać kilkukrotnie, aby wyłapać wszystkie elementy, których nie udało mi się dojrzeć podczas pierwszego seansu. Wyspa Psów to niezwykle dopracowany i piękny, pod względem technologii i opowieści, film. Z niecierpliwością czekam na kolejne animacje spod ręki Wesa Andersona.
Odpowiedz