Ocalenie miasta nie zawsze załatwia wszystkie problemy. Ba, często tworzy nowe, które potem trzeba rozwiązywać inaczej. Zapraszam was z powrotem do Kijowa!
Tak jak deklarowałam w recenzji pierwszego tomu, sięgnęłam po kolejny, Strzał w operze. Naszym bohaterkom niedane jest odpocząć po walce z Kyłyną – podczas pobytu w wieży odwiedza je jej córka, Aknir. Podważa ich prawo do nazywania samych siebie Kijowicami. Zamierza postawić Maszę, Daszę oraz Katię przed Sądem między Niebem a Ziemią, za złamanie trzech praw. Mają bardzo mało czasu, żeby przygotować sobie dobrą obronę… a przynajmniej w teraźniejszości. Wiedźmy wyruszają w Przeszłość w poszukiwaniu wiedźmich korzeni, przy okazji próbując zapobiec rewolucji, w której zginęło 50 milionów ludzi. Czemu miasto postawiło na ich drodze Annę Achmatową i Lirę?
Autorką jest Łada Łuzina, przekład na język polski zawdzięczamy Patrycji Zarawskiej, a redakcję i korektę Joannie Rozmus oraz Markowi Stankiewiczowi. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Insignis, któremu serdecznie dziękuję za przesłanie egzemplarza do recenzji.
Czytając pierwsze strony, czułam się, jakby autorka stworzyła wprowadzenie, dla osób, które na początku sięgnęły po ten tom. Zostały wspomniane nawyki bohaterek i wydarzenia z poprzedniej części. Da się przyjemnie wbić w rytm, za co jestem Ładzie Łuzinie wdzięczna. Im dalej w las, tym więcej drzew: informacji do przetworzenia na temat Sądu, Kijowic, historii miasta i pisarzy, którzy w tym tomie odgrywają ważną rolę. Opowieść jest przeplatana wieloma cytatami, głównie z Białej Gwardii, Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa oraz wierszy Achmatowej. Zresztą, na końcu znajduje się nota bibliograficzna, co pozytywnie mnie zaskoczyło.
Nasze bohaterki prezentują się podobnie jak w poprzednim tomie: Dasza nadal jest Wstrząsająca (pisownia zamierzona), Katia skupiona na karierze i majątku, a Masza pochłonięta problemami innych. Poznajemy je trochę bliżej, a przy tym dowiadujemy się kilku rzeczy z przeszłości kobiet. Cieszę się z pogłębienia tych postaci, można bardziej wczuć się w ich sytuację i polubić. Spodobało mi się też głębsze wprowadzenie Demona, Kijewieckiego – według mnie, to jeden z ciekawszych bohaterów drugoplanowych, mający własne spojrzenie na świat i Kijowice.
Co do fabuły, w moim odczuciu jest dobra, ale strasznie zagmatwana. Nierzadko po odłożeniu książki musiałam poświęcić sporo czasu, żeby poukładać sobie to, czego się dowiedziałam. A w przeciwieństwie do Maszy, Daszy i Katii, nie mam go nieskończenie wiele. Nie rozumiem też do końca niektórych decyzji autorki, głównie co do Maszy. Ale, jak to sama napisała, w odróżnieniu od nas, czytelników, wie dokąd prowadzi bohaterkę. Podobają mi się wtrącenia bezpośrednio do osoby czytającej, takie przełamanie czwartej ściany. Końcówka wbiła mnie w siedzenie i miałam przez jakiś czas czytelniczego kaca. Całe rozwiązanie sprawy i wnioski związane z dobrem i złem, wysunięte przez Marię, ukazują historię z innej perspektywy, której się nie spodziewałam.
Niestety drugi tom nie zachwycił mnie na tyle, żeby kontynuować tę podróż. Nie do końca moje klimaty, też grubość tych książek odrobinę mnie przeraża – każda wydana do tej pory w Polsce ma ponad 600 stron (a w oryginale wyszło ich 12!). Nie mam takiego tempa, ani zacięcia. Jeśli lubicie jednak historię przeplataną z magią, poezją i Kijowem (zarówno współczesnym, jak i dawnym), myślę, że zdołacie wytrwać z Kijowicami do końca i kto wie? Może przeżyjecie świetną przygodę, na którą mi zabrakło wytrwałości.
Odpowiedz