Prequel Legend i Latte zabiera nas 20 lat wstecz, opisując pierwszą wyprawę Viv i jej skutki. Jak orczyca poradziła sobie w spokojnym, nadmorskim miasteczku?
Bohaterka zaczęła karierę w drużynie Kruków podczas polowania na nekromantkę, Varine Bladą. W trakcie walki z kościotrupami odniosła poważne rany, co zmusiło ją do rehabilitacji w Murk, pobliskiej miejscowości nad morzem. Viv nie byłaby sobą, gdyby siedziała grzecznie w pokoiku w gospodzie. Poznała miejscowych, w tym właścicielkę podupadającej księgarni, Paprotkę – szczurołaczkę o języku godnym szewców. Ponadto zgłębiła problemy miasteczka, nieumyślnie mu ich dokładając.
Uwielbiam styl pisania Travisa. Pobudza wyobraźnię, jest obrazowy, z pięknymi porównaniami, czy dialogami prosto w punkt. To ten typ, dzięki któremu patrzę na słowa wydrukowane na papierze, a obrazy przesuwają mi się przed oczami: nabrzeże, księgarnia Paprotki, karczma Okoń. Z bardziej zapadających w pamięć opisów, wskazałabym ten o stosach książek, opierających się o siebie „niczym pijacy o północy”. Przez słownictwo oraz kilka scen raczej poleciłabym ten tytuł osobom, które ukończyły już 16 rok życia.
Sama narracja stylizowane jest na starodawną mowę (akcja dzieje się w roku 1393). Dzięki temu miałam okazję poznać kilka słówek, których już się nie używa lub są bardziej specjalistyczne – jak bandolier czy szprosy. Szanuję też bardzo autora za stworzenie fragmentów książek czytanych przez orczycę. Z kolei przy rozwiązaniu jednego wątku byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, w życiu nie wpadłabym na tak ryzykowny i jednocześnie genialny pomysł!
A propos bohaterów – już dawno tak dobrze nie rozumiałam położenia Viv. Zawsze gdy jestem chora i nie mogę wyściubić nosa z domu, zakopuję się w książkach. Czułam się trochę, jakby ktoś w pewnym momencie podsunął mi lusterko pod nos. Postaci są świetnie napisane, nie są sztuczne, mają swoje przywary i nawyki. Szczególnie przypadł mi do gustu Skowron, mimo niewielkiego udziału w fabule oraz Tornister (pomysł na imię poznacie z fabuły!). Jeden z nich to chirurg, leczący Viv po odniesionych obrażeniach, a drugi został pomocnikiem w księgarni Paprotki (którą też polubiłam).
Wydanie recenzenckie znowu przebiło moje oczekiwania. Egzemplarz posiada już skrzydełka i ponownie mamy malutkie ilustracje na początku każdego rozdziału! Wspaniale prezentuje się także ogłoszenie widniejące na drzwiach Księgarni Ostorzepy. Jestem przeszczęśliwa widząc dbałość o takie szczegóły. Okładka jest świetnie zaadaptowana na język polski, wszystko do siebie pasuje i jest w finalnym rezultacie przyjemna dla oka.
W porównaniu do Legend i Latte, prequel wypada odrobinę blado, jest inny nastrojowo. Jednak myśląc nad tym głębiej, doszłam do wniosku, że to zrozumiałe. Przecież Klejnot Skalwetrów, który trochę dopomógł Viv, odnalazła 22 lata później! Powiało też trochę chłodem od morza, albo nekromantki i jej sługusów. Plusem jest fakt, że można te tytuły czytać niezależnie od siebie. Jednak mimo tego, że książka mi się podobała, preferuję pierwszą część. Cóż, jak to sam autor przyznał w podziękowaniach, z drugą książką jest najtrudniej. Trzymam za niego kciuki!
Książka miała swoją premierę 8 października. Napisał ją Travis Baldree, a przekład na język polski zawdzięczamy Patrycji Zarawskiej. Leo Nickolls stworzył projekt okładki, jej polską adaptacją zajął się Piotr Sokołowski. Publikacji podjęło się wydawnictwo Insignis, któremu serdecznie dziękuję za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.
Odpowiedz