Nie spodziewałabym się, że piątkowy wieczór będę spędzać, czekając na rozwój historii heretyczki czy Boga, ale jednak tak się stało.
W tym odcinku na pewno na wielki plus zasługuje ciekawa interakcja pomiędzy Hope (Danielle Rose Russell) oraz świeżo upieczoną heretyczką – Lizzie (Jenny Boyd). Przygoda rozpoczyna się w wesołym miasteczku, gdzie główna bohaterka ma za zadanie sprawdzić, jak bliźniaczka radzi sobie ze swoimi nowymi mocami. Niestety nie wychodzi jej to zbyt dobrze, ponieważ nie jest jeszcze nauczona kontroli, ale spokojnie, to wszystko zmienia się z biegiem czasu.
Drugą ważną kwestią poruszoną w Follow The Sound of My Voice z pewnością będzie nowa dyrektorka. Czekaliśmy na ten moment bardzo długo, ale czy właśnie o to nam chodziło? Według mnie – zdecydowanie nie. Liczyłam tutaj na powrót Emmy (Karen David – aktorka znana z poprzednich sezonów) lub coś o wiele mniej prawdopodobnego, czyli Caroline Forbes (Candice King – znana z Pamiętników Wampirów czy The Originals).
Niestety to stanowisko objęła Aurora De Martel (Rebecca Breeds), która mimo wysokiej pozycji w szkole w głowie ma tylko jedno – dopaść trybrydę. Robi to kosztem dosłownie każdego ucznia, a szczególnie okrutnie potraktowała Cleo (Omono Okojie) i Bena (Zane Phillips). Co prawda, jak by nie patrzeć, dzięki tej sytuacji dowiadujemy się o uczuciach Jeda (Ben Levin), ale to też wątek na kolejne odcinki.
Podsumowując: epizod nawet interesujący, ale moim zdaniem niewiele wnoszący do fabuły, chyba że mowa o Ethanie (Leo Howard), który postanowił wyjawić sekret o jego mocy rodzinie, co było naprawdę miłą częścią odcinka. Polecam zobaczyć choćby tylko po to, by nie zgubić wątku.
Odpowiedz