Prey to najnowsza odsłona serii Predator, zapoczątkowanej słynnym filmem z Arnoldem Scharzeneggerem z 1987 roku. Po dobrej drugiej części, w której w rolę głównego protagonisty wcielił się Danny Glover, a akcja przeniosła się z dżungli do miasta, było już tylko gorzej. Dwie odsłony crossoveru Aliens versus Predator, mimo kilku ciekawych pomysłów, rozczarowały i nie spełniły oczekiwań fanów. Pewnym powiewem świeżości był film Predators z 2010 roku w reżyserii Nimroda Antala. Na temat odsłony z 2018 wypada spuścić zasłonę milczenia. Jak na tle tego wszystkiego wypada Prey?
Akcja filmu przenosi widzów do 1719 roku na teren Wielkich Równin. Obserwujemy Naru, młodą dziewczynę z plemienia Komanczów. Ta, zamiast wykonywać typowo kobiece obowiązki, woli polować. Nie jest to akceptowane przez resztę współplemieńców, z matką oraz bratem bohaterki na czele. W okolicy pojawia się nieznany wcześniej łowca, którym okazuje się być Predator. Rozpoczynają się krwawe łowy, podczas których Naru musi wykazać się sprytem, siłą i uporem.
Początkowo akcja Prey rozwija się bardzo powoli. Reżyser, Dan Trachtenberg, zadbał o dobre wprowadzenie, dał czas, aby widz mógł polubić główną bohaterkę i kibicować jej w staraniach o staniu się jednym z plemiennych myśliwych. Potem do akcji wkracza Predator, tempo przyspiesza i nie zwalnia do samego końca. Robi się krwawo, brutalnie, a trup ściele się gęsto.
Trzeba przyznać, że duże wrażenie robią krajobrazy i ujęcia przyrody. Film kręcony był w Kanadzie i doskonale oddaje klimat nieistniejącego już, pierwotnego świata. Poszczególne kadry, często przywodziły mi na myśl niesamowitą Zjawę z Leonardo di Caprio. Świetna jest scena walki z francuskimi traperami w spalonym lesie, jak i cała końcowa sekwencja starcia z Predatorem. Twórcy pozwalają sobie na wizualną różnorodność, która jednak wspaniale wpisuje się w charakter otoczenia. Pod względem wizualiów film stoi na naprawdę wysokim poziomie, może nie licząc CGI zwierząt, których jakość mogłaby być o wiele lepsza.
Choć fabuła, jest raczej pretekstowa i prosta, to skonstruowana została w taki sposób, aby ciągle trzymać w napięciu. Nie mamy tu spektakularnych zwrotów akcji, ale starania Naru, aby przetrwać i pokonać kosmicznego łowcę, mogą się podobać. Scenarzyści nie pogłębiają mitologii Predatorów, raczej czerpią z poprzednich odsłon. Ale nie o skomplikowaną fabułę w Prey chodziło. Film spełnia swoją rolę. To solidny, dobrze nakręcony akcyjniak, który dostarcza widzom rozrywki. Zdecydowanie najlepsza odsłona serii od lat. Na pewno nie rewelacyjna, ale sprawiająca przyjemność i przede wszystkim nie nudząca widza.
Odpowiedz