Za przygodę! – Recenzja książki „Strażnik Miecza”

Cassandra Clare dała się poznać większości czytelników jako twórczyni uniwersum o Nocnych Łowcach. Nic dziwnego, większość jej publikacji jest właśnie o Nefilim. 

Strażnik miecza to nowy świat fantasy, który autorka zamierza rozbudowywać. Powieść skierowana jest (przynajmniej w założeniu) do nieco starszego grona odbiorców oraz fanów starożytnej magii i intryg na dworze królewskim. 

Chłopiec o imieniu Kel, mieszkający w sierocińcu, otrzymuje możliwość udania się do królestwa Castellane, aby pomóc przy pewnym wydarzeniu. Dość szybko odkrywa, że nie to było prawdziwym celem jego wizyty. Otrzymuje bowiem propozycję objęcia bardzo ważnej roli – Strażnika Miecza. 

Tytuł ten jest nadawany sobowtórowi królewskiego następcy tronu. Kel ma więc za zadanie chronić i dbać o bezpieczeństwo Conora Aureliana. 

Strażnik Miecza ma obowiązek noszenia magicznego amuletu, który sprawia, że użytkownik wygląda niemal identycznie jak królewski dziedzic. Pozwala mu to zająć miejsce księcia podczas wydarzeń stanowiących potencjalną okazję do zamachu na jego życie. Z biegiem czasu bohaterowie stają się nierozłączni, a ich relacja przypomina prawdziwą przyjaźń. W końcu od małego byli tak samo wychowywani. 

Tymczasem Lin Caster, Ashakra z pochodzenia, a z zawodu uzdrowicielką, marzy jedynie o kontynuowaniu studiów medycznych. Jednak to nie jest takie proste. Jej społeczność ma zakaz czytania niektórych książek oraz ograniczony dostęp do zasobów ze względu na przeszłość. Medycyna to zawód męski, więc Lin zmaga się także z dyskryminacją płciową. 

Bohaterka się nie poddaje i próbuje poszerzać swoją wiedzę, aby pomagać osobom, których nie stać na lekarza. Podczas śledztwa związanego z zakazaną magią, jej drogi przecinają się z Kelem, badającym zagrożenia mogące podsycić ruch antymonarchijny i doprowadzić do zniszczenia całego królestwa. 

Nie jest to moja pierwsza książka od Cassandry Clare, więc mniej więcej wiedziałem, co znajdę w środku. Jej serie, takie jak Mroczne Intrygi czy Łańcuch z cierni, są rozbudowane i zawierają sporo opisów świata przedstawionego. Mimo że dotyczy to również Strażnika Miecza, lekturę czytało się dobrze. Uważam, że niektóre wątki można by skrócić, ale to drobiazg. 

Książka liczy ponad 700 stron, jednak Clare tak sprawnie ożywiła ten świat, że trudno było mi się od niego oderwać. Autorka doskonale opisuje zarówno architekturę, jak i atmosferę Castellane. Zamek od pierwszej chwili zachwyca Kela. Miejsca, po których przechodził, były bardzo szczegółowo opisane. Miasto tętni życiem, a jego główne i ciemne uliczki są niemal na wyciągnięcie ręki. Clare uwydatnia hierarchię społeczną, jaka panuje w Castellane, a także różnice między osobami, mieszkających bliżej zamku, a tymi dalej.

Strażnik Miecza porusza wiele poważnych tematów, takich jak: śmierć, przeznaczenie, miłość, przyjaźń, a nawet dyskryminacja. Choć w książce znajdziemy wiele trudnych zagadnień, nie wrzucałbym jej na półkę tylko dla starszych odbiorców. Uważam, że nastolatkowie również odnajdą coś dla siebie. W końcu jest tam sporo przygód, niespodziewanych zwrotów akcji i tego, co najistotniejsze – poszukiwania własnej tożsamości. 

George R. R. Martin wspomniał, że najnowsza książka Cassandry Clare nie jest łatwa. Zalecał rozłożenie jej na kilka dni. Również się pod tym podpisuję. Od samego początku mamy mnogość opisów, imion, pseudonimów… ich przytłaczająca ilość może zniechęcić niektórych czytelników. Dlatego Strażnika miecza polecam czytać osobom wytrwałym, nie jest to lekka lektura. Porównałbym ją trochę pod tym względem do Gry o Tron. Autorka dostarcza czytelnikowi już na start wiele informacji, jednak to wszystko ma jakiś cel.

Strażnik Miecza to powieść, która skupia się przede wszystkim na losach dwóch postaci: Kela i Lin. Ich relacja, a także walka z przeznaczeniem, stanowią centralny punkt fabuły. Pozostali bohaterowie, tacy jak rodzina Lin czy Król Szmaciarz, otrzymują znacznie mniej uwagi. Clare jest znana z tego, że lubi przywracać starych bohaterów w kolejnych częściach serii. 

Najnowsza książka autorki uniwersum Nocnych Łowców jest na pewno ciekawą pozycją. Czytało mi się ją w większości bardzo dobrze, jednak wydaje mi się, że po pierwszym tomie trudno mi wyrobić o Strażniku Miecza zdanie. Zbyt dużo niewiadomych, a zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało. Na pewno powrócę do tej serii, dam jej szansę. Jestem przekonany, że powieść ma potencjał. Wszystko zależy od kolejnej części. 

Dziękuje Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x