Jak zabić wampira? – „Moon Knight Tom 2”.

Drugi tom przygód Moon Knighta pokaże nam, jak bohater radzi sobie z wyznaczonym dla siebie zadaniem. Oprócz tego pojawią się nowe problemy do rozwiązania.

Część pierwsza zapowiedziała świetną historię. Czy poziom utrzyma się w kolejnym tomie?

Jak poradzi sobie główny bohater?

Moon Knight musi rozwiązać problem wampirów, a raczej ich lidera, który przemienia ludzi w krwiopijców. Po swojej stronie ma przyjaciół i wiernych sojuszników, więc nie jest sam. Ale czy na pewno? Z czym jeszcze musi mierzyć się Pięść Khonshu?

W komiksie znajdziemy kilka walk, jakie stoczy główny bohater z różnymi przeciwnikami. Każdy z nich jest inny, choć bitwy przebiegają podobnie. To ciekawy zabieg, aby nie zanudzić czytelnika wątkiem głównym, który będzie miał finał w tym tomie. Nikczemny wampir, chcący przejąć władzę nad całym wampirzym światem i rzucić wyzwanie samemu Drakuli, sprawia nie lada kłopot. Trzeba go ustawić do pionu.

Scenarzysta Jed MacKay wyciągnął z historii, ile się dało i stworzył przyjemną do czytania pozycję. Dramaty wewnętrzne głównego bohatera oczywiście wprowadziły mrok i powagę do całości. Nie mam zarzutów. Fabuła jest ciekawa, ale nie oszałamiająca.

Moon Knight, a w zasadzie Marc Spector postanowił dogadać się ze swoimi pozostałymi osobowościami: Stevenem Grantem i Jakiem Lockleyem. Czy panowie doszli do konsensusu? Sami sprawdźcie.
Bardzo podoba mi się relacja Reese i Spectora. Dziewczyna jest dla niego silnym wsparciem i dobrą przyjaciółką, co mężczyzna również docenia.
Tigra to również dobra postać, jednak jako silna kobieca bohaterka za szybko zmienia zdanie. Najpierw prawie wydrapuje Marcowi oczy, a potem rzuca mu się w objęcia. A może to po prostu typowa baba, której charakter jest wzmocniony przez kocie instynkty?
Złoczyńcy to również ciekawe persony z dużym wachlarzem przeróżnych umiejętności. Cieszy mnie fakt, że Moon Knight potrafi dawać innym drugą szansę, jeśli oczywiście na nią zasługują.
Hunter’s Moon to sprzymierzeniec, choć podąża swoimi drogami. Jako Pięść Khonshu, przynosi od samego boga księżyca, niezbyt dobre wieści.

Wizualnie komiks wypada świetnie. Kreska w niektórych zeszytach jest trochę odbiegająca od reszty, jednak nie sprawia to problemu. Przyjemnie patrzy się na ilustracje.

Pierwsza, jak i druga część Moon Knighta są godne polecenia. Fabularnie i wizualnie współgrają oraz zapewniają emocje. Czytelnik może wczuć się w mroczny klimat i śledzić losy bohaterów.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x