Batman. Ostatni rycerz na Ziemi to komiks autorstwa Scotta Snydera oraz Grega Capullo. Pierwotnie wydany w ramach DC Black Label, w Polsce ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont.
Badając tropy tajemniczej sprawy, Batman wpada w pułapkę i budzi się w Azylu Arkham. Okazuje się, że to odległa o dwadzieścia lat przyszłość, a Bruce Wayne jest młodszy, silniejszy, pozbawiony fizycznych i psychicznych ran i traum, których doznał jako Mroczny Rycerz. Opiekujący się nim Alfred, ciągle wmawia mu, że nie jest Batmanem, a wszystkie wydarzenia są tylko projekcją jego wyobraźni. Jednak Bruce postanawia odkryć tajemnicę swojej przeszłości. Ucieka z Azylu i trafia, do świata jakiego nie spodziewał się zastać. A jego jedynym towarzyszem jest głowa Jokera, zamknięta w słoju.
Punkt wyjścia historii jest dobrze pomyślany i sprawnie przedstawiony. Bohater, przemierzając świat po nieznanej apokalipsie, poznaje jego kolejne elementy i odkrywa tajemnice. Nic nie zostaje podane na tacy, a pewnych elementów, czytelnik będzie musiał domyślić się samodzielnie.
Muszę przyznać, że bardzo dobrze czytało mi się Ostatniego rycerza na Ziemi. Postaci nie są czarno-białe, mamy sporo nowych, oryginalnych elementów (ponieważ historia stanowi samodzielną i odrębną całość), znanych bohaterów w innych odsłonach. Świat i historia przedstawiona na kartach komiksu jest mroczna, brutalna, pełna zwrotów akcji i ciekawie poprowadzoną i zaskakującą intrygą. Czytając jesteśmy ciekawi, co stoi za tym, że świat wygląda tak, jak wygląda. Rozwiązanie może nie każdemu przypadnie do gustu i wprawny czytelnik może się go w pewnym stopniu domyślić, jednak całość jest satysfakcjonująca.
Rysunki Grega Capullo dobrze oddają klimat opowieści. Choć muszę przyznać, że o wiele bardziej podobało mi się mroczne oblicze uniwersum Mrocznego Rycerza w wykonaniu Jocka, z niedawno czytanego komiksu Batman, który się śmieje. Kreska Capullo jest solidna i różnorodna, a na szczególną uwagę zasługuję świetne kadrowanie na poszczególnych stronach. Czasami dostajemy ilustrację na całą stronę, a czasami podzieloną na kilka kadrów. Idealnie współgra to z historią, która co chwilę zwalnia i przyspiesza, ciągle utrzymując zainteresowanie czytelnika.
Myślę, że warto sięgnąć po album Ostatni rycerz na Ziemi. Tym bardziej że nie ma on większego związku z głównymi przygodami Batmana, może być czytany jako samodzielna pozycja. I ktoś niebędący na bieżącą z uniwersum Mrocznego Rycerza, jak ja, może czerpać pełną satysfakcję z lektury.
Odpowiedz