Broken Wings wywołał u mnie wiele sprzecznych emocji. Śmiałam się i płakałam na zmianę, a co najważniejsze miałam okazję poznać historię z dwóch punktów widzenia.
Zanim przeczytałam książkę, zdążyłam poznać kilka opinii na jej temat i już wtedy przeczuwałam, że bez chusteczek się nie obejdzie. Nie pomyliłam się, a opowieść, którą poznałam, jest bardzo dobra.
Liwia mieszka w Warszawie, chodzi do klasy maturalnej i ma najlepszego przyjaciela Grega. Chłopak jest dla niej ogromnym wsparciem i znają się na wylot. Dlatego Liwia jako dobra przyjaciółka próbowała go z kimś wyswatać, ale wszelkie działania kończyły się fiaskiem, więc w pewnym momencie się poddała. W sumie zrobiła to też na jego życzenie, co skłania do pytania, czy aby na pewno to tylko przyjaźń? Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, wspierają się, a nawet oglądają wspólnie filmy w kinie. Nawet był moment zazdrości z jego strony, gdy dowiedział się o nowym koledze, więc coś jest na rzeczy. Pytanie jak długo to będzie ciągnął w tajemnicy przed Liwią?
W każdym razie dziewczyna jest normalną nastolatką z dobrego domu. Uczy się dobrze i stara się nie stać własną matką. Jednocześnie próbuje spełnić marzenia, ćwicząc się w pisaniu scenariuszy. Jeden kurs sprawia, że otwierają się dla niej nowe możliwości oraz zyskuje nowych znajomych. Nie przypuszcza, do czego może doprowadzić ją taka internetowa znajomość, ale jedno jest pewne, wiele się u niej zmieni.
Perspektywa Liwi jest wesoła, ale pozostawia wiele do myślenia. Przede wszystkim odkrywamy, czemu dziewczyna zamknęła się w swojej strefie komfortu oraz dlaczego unika ludzi. I pomyśleć, że jedna tragedia może tak złamać człowieka. Co najgorsze ciężko także spełniać marzenia, kiedy własna rodzicielka je bagatelizuje. Podziwiałam Liwię za to, że potrafiła się podnieść, stopniowo przełamywała swoje bariery. Na koniec razem z nią dowiedziałam się o czymś ważnym na temat internetowych znajomości.
Część z punktu widzenia Antona była chyba najbardziej burzliwa. Pomimo że na początku nie wyróżniał się niczym specjalnym, a nawet dało się go lubić, w szczególności w części Liwi to potem niestety stracił w moich oczach. Moja niechęć do chłopaka pogłębiała się wraz z kolejnymi rozdziałami. Wyczuwałam od niego fałsz, a ta cała relacja była toksyczna. Kiedy Liwia opowiadała swoją wersję historii, to aż tak nie wyróżniało się na tle innych zachowań bohaterów. Jednak, kiedy narratorem był chłopak, nie dało się nie zauważyć, że ta relacja nie przyniesie nic dobrego. Anton pochodził z Olkusza, próbował zarobić na swoje utrzymanie, nie miał matki, bo go porzuciła i jakiś czas żył z ojcem alkoholikiem. Starał się spłacić długi staruszka i skończyć szkołę. Niestety to nie było proste, bo ta nie raz kolidowała z jego pracą. Jedyną osobą, którą tak naprawdę cenił, była Dagmara, wychowała go i mimo że sama miała niewiele, nigdy nie żałowała, że się nim zajęła.
Natomiast on, mimo że doceniał jej poświęcenie to i tak za wszelką cenę chciał się stamtąd wyrwać. Uważał, że mieszkanie w Olkuszu go pogrąży i może stać się taki jak ojciec. Ja bardzo dobrze rozumiem, że chciał stamtąd uciec, tylko jakim kosztem? Miał ciężko to fakt, każdy by się złamał, ale próba wykorzystania kogoś mija się z celem. Był trochę arogancki i dość często podkreślał fakt, że on ma źle, a Liwia nie ma co narzekać, bo mieszka w Warszawie. Tylko prawda jest taka, że on nie próbował jej zrozumieć, poznać naprawdę. Chciał tylko zrobić sesję zdjęciową, dzięki której wzbogaciłby swoje portfolio. Dosłownie, czasami był nawet grubiański i nigdy nie pisał do niej pierwszy. To ona wychodziła z inicjatywą, licząc na coś więcej.
Tę dwójkę połączył wspólny kurs i mogłoby wydawać się, że wyniknie z tego coś większego. Jeśli mam być szczera to ta relacja mogłaby się skończyć szybciej, niż się zaczęła. Nie da się ukryć, że jedna część historii Antona złamała mi serce, ale to nawet nie dotyczyło jego, tylko chłopaka, z którym się zaprzyjaźnił. Liwia i Anton to dwa różne światy. Ona starała się żyć, on umarł już dawno temu. Ich sytuacja nie wykluczała wspólnej znajomości, ale cechy charakteru już tak. I o ile ze strony Liwi to było coś pięknego i mogłoby przerodzić się w wielką przyjaźń, to z punktu widzenia Antona nie miało racji bytu. Z pewnością oboje mieli złamane skrzydła, ale tylko dziewczyna chciała je posklejać.
Z całego serca polecam tę książkę. Urzekła mnie Liwia, natomiast Anton zniechęcił, ale może wy będziecie mieli na odwrót lub pokochacie ich oboje. Czekam na wasze wrażenia. Jestem pewna, że wyniesiecie coś z tej historii. Ma ona swój morał. Jak dla mnie 10/10 bez dwóch zdań.
Dajcie znać, czy zamierzacie przeczytać lub, czy czytaliście i jakie są wasze wrażenia?
Dziękuję wydawnictwu Harper Collins za możliwość poznania tej historii.
Odpowiedz