Czasem to dzieci krzyczą najgłośniej. Nawet jeśli milczą…– recenzja „Krzyku ciszy”

by: Private

Zaginięcie dziecka to zawsze wielka tragedia. I tu najczęściej matka się załamuje. Szczególnie, gdy wciąż ma nadzieję, że się odnajdzie…

Matka wie, zawsze…

Rozpoczynając lekturę Krzyku ciszy, spodziewałam się dość typowej fabuły. Powrót dziedziczki po latach do zagrabionego majątku, zaginięcie dziecka z okolicy, podejrzenia automatycznie padające na repartiankę. Historia, jakich wiele, prawda? Jednak, jak się okazuje, nie do końca.

Z początku sama uwierzyłam w ciąg zdarzeń, narzuconych przez autorkę i taki był myślę zamysł. Podążyłam za tokiem rozumowania mieszkańców okolicy i uwierzyłam w oskarżenia, jakie wykrzykiwali. W końcu najprościej obwiniać kogoś, kogo się nie zna. Zwłaszcza, jeśl tej osobie powodzi się lepiej niż nam. Nagły wyjazd kobiety także wzbudził podejrzenia. Wszak nikt nie wiedział, że dostała bardzo korzystną ofertę stażu za granicą, z której nie mogła nie skorzystać. 

A  powrót, lata później z chłopcem, który matce zaginionego obsesyjnie przypomina jej syna również nie przysporzył jej przyjaciół. Zwłaszcza, że tamta próbuje przekonać do tego swojego męża, ale on jednak nie bierze jej na poważnie. I nic dziwnego, w końcu niedawno stracili też córkę. Mało kto utrzymałby się po takiej stracie. Kobieta coraz bardziej pogrąża się w paranoi. Jest przekonana, że dziedziczka porwała jej dziecko i zrobiła mu pranie mózgu, by młody zapomniał kto jest jego rodziną. Sama się nawet nad tym zastanawiałam, mimo, że jako czytelnik znałam kulisy życia tego chłopca. Zdawałam sobie sprawę, jak to naprawdę wygląda, mimo to wciąż brałam pod uwagę intuicję matki. W końcu często okazuje się, że ma ona dobre przeczucia, prawda? 

Następnie książka schodzi nieco na grunty paranormalne – okazuje się. że syn dziedziczki widzi ducha zaginionego chłopca. Rozmawia z nim, jak z normalnym dzieckiem. Nie jest to częsty motyw w takich powieściach kryminalnych, zwłaszcza polskich, przynajmniej nie miałam okazji się z tym spotkać. I dlatego mnie to tak zaskoczyło,ale pozytywnie. Sama jestem przekonana, że jest po śmierci coś, czego nie pojmujemy, a dzieci są dobrym „magnesem” na wszelkie zjawy. Ale dotyczy to zazwyczaj tych przed 5 rokiem życia, gdzie wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, więc maluch może zwyczajnie wymyślić sobie przyjaciela. Tu jednak mamy zupełnie inny przypadek. 

Krzyk ciszy to naprawdę dobrze napisany kryminał z elementami paranormalnymi. Fabuła utrzymuje w napięciu, rozwija się w lekko przyspieszonym tempie, ale mi to odpowiada. Zbiór podejrzeń, zarzutów oraz  oskarżeń plącze się niczym w najlepszym zagranicznym filmie kryminalnym. Jeśli szukasz emocji na nadchodzące jesienne wieczory, przy kubku herbaty i cieple kominka, to ta książka jest właśnie dla Ciebie.

Książka udostępniona do recenzji dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Cześć, tu Ola. Zgodnie ze swoim pseudonimem zaczytuję się głównie w fantastyce, ale nie pogardzę też dobrym kryminałem. Wciąż odkrywam nowe, ciekawe dla mnie gatunki książek. Gram też w gry( zazwyczaj przygodowe typu Tomb Raider czy ASC) Jestem szczęśliwa, że mogę Cię poznać!
0
Would love your thoughts, please comment.x