Kota w butach chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. A już na pewno nie fanom Shreka, gdzie poznaliśmy go jako płatnego zabójcę, który miał pozbyć się zielonego ogra.
Puszek Okruszek to nikt inny, jak sławny heros, który co rusz ratuje ludzi z opresji, odbywa fenomenalne pojedynki na szable i odkrywa nowe tajemnice. Uwielbia być w centrum uwagi. Można wręcz rzec, że amant to jego drugie imię. Swój styl życia nieustannie opiera głównie na ryzyku i dobrej zabawie. Wszystko jednak się zmienia przez jeden incydent. Orientuje się, że umarł już osiem razy i zostało mu tylko jedno życie, bo jak wiadomo, koty mają ich aż dziewięć, przez co śmierć ich tak nie lubi. Ma do wyboru albo się ustatkować, przejść na emeryturę i wieść spokojny żywot bez żadnych ryzykownych sytuacji, albo odnaleźć mityczną Gwiazdkę z Nieba, która przywróci mu życia. Wyprawa jest niestety ogromnie ryzykowna ze względu na to, że obecnie kota łatwo zabić i to tak permanentnie. Dodatkowo śledzi go przerażający łowca nagród – Wilk. Puszek musi poprosić o pomoc swoją dawną partnerkę – Kitty Kociłapkę. Pojawi się także nieoczekiwany pomocnik w postaci radosnego kundelka Perrito.
Kiedy w Internecie pojawił się zwiastun filmu Kot w Butach: Ostatnie życzenie wiedziałam, że będzie to dla mnie seans obowiązkowy. Wychowałam się na filmach o Shreku. To miał być cudowny powrót do czasów dzieciństwa i przywrócenie we mnie wewnętrznego dziecka. Spodziewałam się filmu animowanego skierowanego bardziej do młodszych odbiorców. Okazało się jednak inaczej. Dzieciaki prawie w ogóle nie śmiały się na sali, za to rodzice jak najbardziej. Humor był skierowany przede wszystkim do starszych widzów. Myślę, że miało to wpływ na to, że fani Shreka są już dorośli i w większości to oni zachęceni nostalgią dawnych lat przyjdą na seans. Nie spodziewałam się zupełnie tego, co tam zastałam. W szczególności czarnego humoru i przekleństw (oczywiście ocenzurowanych). Muszę przyznać, że byłam na seansie z osobą, która nie przepada za bajkami, a na tej bawiła się wyśmienicie (oczywiście ja też, ale ja animacje uwielbiam).
Scenarzyści zaskoczyli mnie też nawiązaniami do innych wspaniałych produkcji. Pojawili się: Złotowłosa i trzy misie, którzy tutaj byli rodziną przestępczą, Jacek Placek – jako mogę rzec antagonista oraz piekielni kucharze (wiadomo tutaj nawiązanie do Hell’s Kitchen).
Nie mogłam także nie dostrzec pięknego nawiązania do Wiedźmina w tytule – Ostatnie życzenie. Nie jestem tego pewna, czy było to celowe, ale ja od razu to dostrzegłam. Jako fanka białowłosego mutanta, postawiłam przed sobą dodatkowe zadanie odnaleźć inne nawiązania do tej serii. Zauważyłam, że Puszek pelerynę ma spiętą srebrnym łbem kota, który przypomina wiedźmiński medalion cechu kota.
Na seansie byłam w dniu premiery (to jest 06.01.2022) w kinie Helios i pozytywnie zostałam zaskoczona. Przed wejściem na salę dostałam plakat Kota w butach. Było to naprawdę miłe rozpoczęcie pokazu.
Podsumowując, bawiłam się wyśmienicie. Dawno nie widziałam tak dobrej animacji i tak dobrego humoru. Morał bajki był naprawdę piękny. W tej całej pogoni za różnymi rzeczami w życiu zapominamy o tym, co już w nim mamy. Na zakończenie przytoczę cytat Kitty, który naprawdę mnie urzekł i dodam, że gorąco zachęcam was do obejrzenia tej produkcji!
Jak coś jest tylko jedno, to jest wyjątkowe.
PS Polecam także obejrzeć zwiastun!
Komentarz