Czy w tym świecie kiedykolwiek będzie spokojnie? – recenzja „Czarodzieje i ich dzieje, Tom 2”

Tom pierwszy o przygodach Mikiego i Magów zakończył się dość… tragicznie. Ciąg przyczynowo-skutkowy spowodował obudzenie się starożytnych smoków, które chcą podbić cały świat. Czy i tym razem naszym bohaterom uda się zapobiec apokalipsie?

Wróg mojego wroga jest mym przyjacielem (chwilowo)

Istotnym elementem w pokonaniu bestii jest mityczna zbroja, której części porozrzucano po całym świecie, utrudniając tym samym jej skompletowanie. Dowiadujemy się o jej istnieniu w poprzednim albumie. Naszym magom jednak udało się zdobyć już dwa elementy, i to już w tomie pierwszym. Przy kolejnym spotykają dobrze znanego Czarnego Piotrusia i jego drużynę Mrocznych Widm. Jakimś sposobem pojawia się tam również Magika i jej przyjaciółki wiedźmy. Pomimo tego, że magicy ze sobą rywalizują, łączą swe siły w starciu z jednym z wielkich jaszczurów, strzegących labiryntu z fragmentem poszukiwanego uzbrojenia. Oczywiście, po bitwie wszystko wraca do normy, ale miło było zobaczyć, że nawet czarne charaktery mają jakieś uczucia.

Wieczna wojna

Tu nawet nie ma chwili spokoju! Pojawia się kolejne zagrożenie – konflikt pomiędzy magami a zwykłymi ludźmi. Ci drudzy podnoszą bunt, że to niesprawiedliwie, iż czarodzieje są niby „lepsi” i nie muszą wcale pracować na swoje utrzymanie. Oni odpowiadają ogniem… i tak to się ciągnie. Miki próbuje oczywiście jakoś zażegnać ten spór, ale nie bardzo mu to wychodzi. Każda ze stron uważa, że należy jej się więcej od tych drugich. Ale tak się nie da, niestety. Nie ma opcji dać czegoś ponad 100%. Co prawda, ostatecznie dochodzi do rozejmu, miesięcznego, bo na więcej nikt by się chyba nie zgodził. Myślę jednak, że prędzej czy później konflikt znów się zaogni. Nie słyszymy jednak o nim ponownie w tym tomie, więc albo naprawdę wygasł, albo pojawiły się znacznie istotniejsze wydarzenia.

Podsumowanie 

Czarodzieje i ich dzieje. Tom 2 to album zawierający 3 kolejne części o przygodach Mikiego i spółki w świecie magii. Tak jak w tomie pierwszym, mamy tu mnóstwo zwrotów akcji, tych mniej i bardziej spodziewanych, momentów wywołujących salwy śmiechu, ale i potoki łez. Książka jest idealna do czytania w zimne grudniowe wieczory, z kocem i kubkiem gorącej czekolady. Ale uważajcie, żeby Fafnir Was nie spalił! Do zobaczenia na szlaku!

 

Komiks udostępniony do recenzji dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Cześć, tu Ola. Zgodnie ze swoim pseudonimem zaczytuję się głównie w fantastyce, ale nie pogardzę też dobrym kryminałem. Wciąż odkrywam nowe, ciekawe dla mnie gatunki książek. Gram też w gry( zazwyczaj przygodowe typu Tomb Raider czy ASC) Jestem szczęśliwa, że mogę Cię poznać!
0
Would love your thoughts, please comment.x