Strona główna Filmy „Diuna”, tak właściwie co to takiego?

„Diuna”, tak właściwie co to takiego?

1

Diuna to powieść napisana przez Franka Herberta, która zapoczątkowała serię książkową mniej lub bardziej udanych dzieł. Ja skupię się tutaj głównie na tomie pierwszym Kronik Diuny, który odniósł komercyjny sukces na całym świecie, ale również na nadchodzącej ekranizacji w reżyserii Denisa Villeneuve.

Na samym początku muszę nadmienić, że gdybym miał wymienić najlepszą, jak i moją ulubioną książkę zarazem, to bez zastanowienia odpowiedziałbym: „Diuna”. Oczywiście, ta pozycja nie pozostaje u mnie bez kilku minimalistycznych wad, ale jej całkowity sens i przekaz będzie aktualny jeszcze przez wiele lat. Natomiast gdyby zostałoby mi zadane pytanie o mojego ulubionego reżysera również bez zawahania wskazałbym Denisa Villeneuve. Pogorzelisko, Arrival, Blade Runner 2049 to filmy wybitne, a przeniesienie Diuny na obraz kinowy to największe marzenie Denisa, które już praktycznie się ziściło. W takim razie wiecie czego możecie się spodziewać. Mam na myśli wychwalanie myśli twórczej Franka Herberta, jak i Denisa Villeneuve w celu przekonania jak największej liczby osób do sięgnięcia po książkę, a w grudniu być może na udanie się do pobliskiego kompleksu i obejrzenie ekranizacji ostatecznego science-fiction na wielkim ekranie.Arrakis znana również jako Diuna jest marzeniem każdego istniejącego rodu. Ten, kto panuje na tej planecie, ma nieograniczone możliwości ze względu na istniejącą tylko tutaj tajemniczą substancję zwaną przyprawą lub w wielu polskich tłumaczeniach melanżem. Przyprawa kontroluje wszechświat, pozwala podróżować między światami, a także działa i pomaga w wielu dziedzinach świata przedstawianego. Komputery wybito, ludzie gardzą technologią. Najmądrzejszymi istotami są ludzkie komputery, mentaci. Ród Atrydów nie pała miłością do Harkonnenów.

Akcja książki zaczyna się od nadania Diuny w lenno księciu Kaladanu Leto Atrydzie, jednak w tym uniwersum nic nie dzieje się bez celu, a zdobycie Arrakis na czas nieokreślony jest tylko elementem spisku w wyniku, którego chcąc nie chcąc wszystko zmieni się nie do poznania. Właśnie tutaj syn Leto, Paul, rozpoczyna swoją podróż w sferze mentalnej, fizycznej i psychicznej. Jego wyprawa odciśnie piętno na wszystkich bez wyjątku.

Na Arrakis od pokoleń żyje również tajemniczy lud Fremenów, ale nie w miastach planety. Ludzie ci prowadzą swoją egzystencję na pustyni, gdzie życie według wielu jest niemożliwe. Zapytacie jak? Wiem, ale nie napiszę o tym. Może to dzięki ich skafandrom filtrującym wodę? Nie, odpowiedź znajduje się o wiele głębiej niż Wam się wydaje i nie chodzi tutaj tylko o sferę fizyczną. Połączcie średniowiecze z science-fiction, a po tym dodajcie szczyptę Star Wars, po kilku poprawkach uzyskacie Diunę. Wiedza jest tutaj ważnym elementem życia, zdrady są na porządku dziennym, a przeznaczenie nieuniknione.

Myślę, że przedstawiłem najważniejsze fakty wchodzące w skład fabuły, w przypadku reszty nie zamierzam nikomu psuć zabawy wynikającej ze śledzenia losów bohaterów. Będzie cierpienie, smutek, akcja i osiągająca nawet czterysta metrów długości czerwień pustyni, czyli ogromne stworzenia żyjące na Diunie budzące strach każdego i niosące zagładę tym, którzy staną na ich drodze.

Diuna to nie tylko powieść przygodowa. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to wyłącznie tekst naukowy wytykający ludziom ich błędy dotyczące wierzeń, przekonań i traktowania własnej planety. Antagonizuje on nasze postawy, które ubiera w szatę science-fiction. Nie ma tutaj obiektywnie dobrych i złych.

A propos dbania o planetę – w książce mamy nawet syna imperialnego planetologa, Lieta Kynesa. Stara się on ratować ciało niebieskie tak jak nauczył go ojciec. Choć sam do końca nie darzył go zrozumieniem, wierzy w odrodzenie pustynnej planety wedle naukowych twierdzeń.

Książka również uczy nas jak wygląda życie w trudnych, fremeńskich warunkach. Woda tak samo jak melanż jest elementem rytuału. Dla ludzi żyjących na pustyni przyprawa równa się wartości wody. Jest ich narkotykiem i składnikiem wierzenia. Mamy tutaj przejście ze świata, gdzie przyprawa jest towarem i liczy się jej każda ilość dla środowiska, w którym unosi się ona w powietrzu przez co jest wszechobecna. Cała wiara, rytuały i zachowania Fremenów zajmują obszerną część książki, poznanie ich kultury jest kluczowe dla dalszych losów każdego, tutaj nawet nie wyolbrzymiam. Zaczynamy postrzegać ich zupełnie inaczej. Odkrywamy tajemnice, o jakich nawet nam się nie śniło.

To powieść przełomowa, którą można interpretować na wiele sposobów. Posiada wielu atrakcyjnych i bogatych bohaterów. Osobiście uwielbiam Gurneya Hallecka i myślę, że Wy również nie przejdziecie obok niego obojętnie. Trubadur na samym starcie skrada serce każdego dzięki swojemu inteligentnemu charakterowi i poczuciu humoru. To on, zaraz po Paulu, najbardziej wyróżnia się na tle wszystkich innych postaci.

Uważam, że film przez poruszane kwestie może zapoczątkować nowy nurt w Hollywood głównie przez wygląd świata, w którym obecnie żyjemy. Co należy zmienić? Co zrobić, aby nasze przyszłe pokolenia żyły w lepszych, nie pogarszających się z dnia na dzień warunkach? Jak destrukcyjne jest skrajne podążanie za wiarą? To ten film, który przez swój ogromny ogólnoświatowy zasięg i to, że może stać się arcydziełem, może dać do myślenia przywódcom państw w celu zastanowienia się nad jednym ważnym pytaniem: Jak chcemy żyć? Możliwe, że marzę i myślę sobie za wiele, ale to jeden z scenariuszy, który odpowiada mi najbardziej i szczerze liczę na to, że ten się właśnie spełni.

Denis Villeneuve jest mistrzem w swoim fachu. Niedawno został przeprowadzony wywiad z nim samym. Odpowiada na pytania dotyczące Diuny i nie tylko. Warto wspomnieć, że już w bardzo młodym wieku przeczytał Diunę i myślał o kreowaniu tego świata. Przelewał wówczas swoje wyobrażenia na papier wraz z przyjacielem. Chwali okładkę Diuny autorstwa Wojciecha Siudmaka.

Reżyser także mówi o trudnym wyborze obsady, choć łatwo przyszło mu wybranie aktora do zagrania Paula Atrydy i nie zawiódł się. Timothée Chalamet był strzałem w dziesiątkę, o czym przekonał się natychmiast na planie filmowym. Według Denisa doskonałe odwzorowuje on wszystkie cechy Paula. Podobnie chwali sobie resztę obsady, ale to na Chalametcie skupił się najbardziej. Nie dziwię się. Ten chłopak to wschodząca gwiazda.

Dowiadujemy się, że praca zdalna była dla Villeneuve czymś niemożliwym jeśli chodzi o edycję i nagrywanie muzyki do filmu. Myślał, że poradzi sobie z tymi aspektami na odległość, ale jak mówi – nic nie zastąpi pracy na miejscu, obok siebie, jeśli chodzi o tak ważne elementy produkcji dzieła filmowego.

Przedstawia swoją ścieżkę do tworzenia science-fiction. Jego pierwsze filmy doprowadziły go do perfekcji, jaką osiągnął w tym, do czego zawsze dążył i pragnął stworzyć. Stara się, aby jego filmy zawierały jak najmniej CGI czy renderowanych już w produkcji przedmiotów. Kontakt aktora z prawdziwym otoczeniem jest jedną z czołowych rzeczy, które stara się osiągnąć. Jest pewien swego, nie dorzucił ani jednego słowa o możliwym przełożeniu daty premiery.

Wymieniłem zdania z wywiadu, które zrobiły na mnie duże wrażenie bądź zachwyciły. Zachęcam do przesłuchania prawie godzinnej rozmowy z Denisem, nie zawiedziecie się. Miło posłuchać czasem kogoś, kto darzy kino tak wielką miłością jak Villeneuve.Diuna będzie filmem, który zadebiutuje już w grudniu, jeśli data premiery nie ulegnie zmianie na skutek koronawirusa. Trailer, którego oczekuję z wypiekami na twarzy, otrzymamy raczej już w tym miesiącu. W dodatku czeka nas machina promocyjna, która ujawni jeszcze trochę informacji na temat filmu i zachęci, aby niezdecydowani udali się do kin, a także ci, którzy o istnieniu czegoś takiego jak Diuna nie mają zielonego pojęcia.

Miejmy nadzieję, że Diuna nie okaże się porażką finansową jak pierwsza ekranizacja Davida Lyncha z 1984 roku i będzie o wiele lepszym filmem, który zachwyci na każdym kroku pod względem wizualnym i narracyjnym. Myślę, że o te aspekty nie musimy się obawiać, a jedną z przyczyn jest to, że historia zostanie podzielona na dwa filmy, a nie streszczona w jednym. Poza tym w końcu za sterami tego okrętu stoi Denis Villeneuve. In Denis we trust.

5 3 votes
Article Rating

Dodaj komentarz

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Agnieszka

Ale się cieszę, że „Diuna” znowu zyskuje rozgłos! Do tej pory kojarzyła się chyba głównie z elitarnym, ciężkim science fiction, ale może Denis wreszcie wprowadzi ją do mainstreamu. Oby jak najwięcej takich artykułów – zarówno książka, jak i adaptacja potrzebują sporej reklamy, tak jak zresztą napisałeś; nie będzie łatwo jej „sprzedać”. Nawiasem mówiąc, wywiad z reżyserem naprawdę świetny, miło posłuchać człowieka z taką pasją.