Zachwycona książkową serią Wielkiej Republiki, skusiłam się na komiks dotyczący właśnie tamtych wydarzeń. Prawdę mówiąc, nie byłam do niego zbyt przekonana.
Jednak fakt, że Cavan Scott jest odpowiedzialny za scenariusz, nakłonił mnie do sprawdzenia, co się dzieje w tym zeszycie. Zachwycił mnie swoją książką Burza Nadciąga, która również wchodzi w skład The High Republic.
Jednak tutaj trochę się zawiodłam. Historia opowiada o tym, co wydarzyło się w innej części galaktyki, w czasie wyżej wspomnianej powieści. Mianowicie Avar Kriss walczy z przerażającą rasą Drengirów. Ma u swojego boku Huttów. Niecodziennych sprzymierzeńców Jedi. Jednak główną rolę gra tu młoda rycerka, Keeve Trennis. Dziewczyna szuka przywódczyni roślinopodobnych przeciwników, mając ciągle z tyłu głowy chorego mistrza i mroczne wizje. To by była pierwsza część komiksu. Nie przypadła mi do gustu. Zaczynając od postaci Avar Kriss, której nie mogę polubić od początku serii, a kończąc na głównej bohaterce. Jest to mistrzyni Jedi. Ale jest tak nieskazitelna, piękna i idealna, a do tego najpotężniejsza chyba w całym zakonie. Oczywiście musiała ruszyć sama na największego bossa wśród Drengirów, a potem szok i niedowierzanie… przegrała. I tu na pomoc rusza jej Trennis, nasza protagonistka. Jeszcze przed chwilą przeżywała kryzys wiary w siebie. Jak to ona nie daje rady, zawodzi wszystkich. Niesamowite, że po rozmowie z Orlą Jareni (uwielbiam ją w książce W ciemność) natychmiast się podnosi i – ba – ratuje najpotężniejszą mistrzynię z pnączy Wielkiej Protoplastki.
Druga część o wiele bardziej mi się spodobała. Trennis zostaje wysłana jako szpieg w szeregi nihilów. Musi porzucić zakonny strój i udawać jedną z najgroźniejszych piratów w galaktyce. Pomaga jej Terec, który razem z Ceretm tworzy jeden umysł (ten drugi pozostał w bazie jako łącznik). Na początku wszystko idzie zgodnie z planem. Wróg niczego nie podejrzewa. Do czasu, gdy dziewczyna musi odebrać życie. Nihilowie sięgają po najgorszą broń, jaka nie śniła się żadnemu z Jedi. Mimo iż zbyt wiele się tu nie działo, podobał mi się mroczny klimat, motyw udawania przeciwnika i – oczywiście – zakończenie, które mocno nawiązuje do tego, co stało się pod koniec książki Burza Nadciąga. Główna bohaterka nie była tak irytująca jak w pierwszej części.
Komiks nie najgorszy, ale również nie wybitny. Twarda kreska z mocnym lineartem nie wpisała się w moje gusta, zwłaszcza w małych kadrach. Kolorystyka natomiast wszystko nadrabiała. Była wręcz kosmiczna!
Jeśli lubicie serię Star Wars Wielka Republika, warto wziąć tę pozycję pod uwagę. Serce Drengirów pokazuje wydarzenia, które są tylko wspomniane w wiele razy wymienionej przeze mnie książce Burza Nadciąga. Będzie świetnym uzupełnieniem całego cyklu. Mimo lekkiego zawiedzenia, czekam na kolejną część.
Odpowiedz