Piąty tom serii Magowie, wchodzący w skład rozbudowanego uniwersum Świata Akwilonu, to pozycja, która wyróżnia się na tle pozostałych albumów. Historia Shannon to nie tylko kolejna opowieść o zaklęciach i politycznych intrygach, ale przede wszystkim wciągające studium dojrzewania i determinacji. To komiks, który udowadnia, że w świecie zdominowanym często przez surowych wojowników, jest miejsce na zupełnie inną, świeżą energię.
Kobieca siła w centrum wydarzeń
Tym, co najbardziej urzeka w tym tomie, jest obsadzenie w głównej roli kobiety, a właściwie młodej dziewczyny. Stanowi miłą odmianę. Do tej pory Świat Akwilonu (włączając w to serie o Elfach czy Krasnoludach) często stawiał na męskich, brutalnych protagonistów. Shannon jest inna. To bohaterka z krwi i kości, której siła nie wynika wyłącznie z potężnej magii, ale z jej charakteru, sprytu i emocjonalnej głębi.
Obserwowanie wydarzeń z jej perspektywy nadaje narracji unikalną wrażliwość, nie pozbawiając jej jednak dynamiki. Tytułowa postać nie jest bierną obserwatorką; to kobieta, która bierze los w swoje ręce, a jej perspektywa wnosi do serii potrzebny balans i autentyczność.
Ewolucja bohaterki na tle klasycznej historii
Choć fabuła piątego tomu może wydawać się momentami wtórna, opierając się na „ultraklasycznych” schematach opętania i walki z mackowatymi istotami, to ewolucja Shannon stanowi jej najmocniejszy punkt. Widać tu wyraźną przemianę: z młodego, energicznego maga dziewczyna staje się zdeterminowaną, doświadczoną obrończynią, świadomą ciężaru odpowiedzialności. To właśnie ta psychologiczna głębia i relacje z postaciami drugoplanowymi, zwłaszcza świetnie napisanym Tyromem – ratują historię, gdy historia trochę przynudza. Shannon pokazuje tu nie tylko siłę, ale i rozwagę, co jest niezwykle odświeżające.
Mistrzowska oprawa graficzna
Jeśli scenariusz miewa słabsze momenty, to warstwa wizualna jest absolutnie bezbłędna. Duet Kyko Duarte i Ornella Savarese stworzył produkt satysfakcjonujący pod każdym względem. Z nienaganną precyzją oddali majestat krajobrazów Arran oraz detale architektury Castlelek. Każda plansza przyciąga wzrok, a wisienką na torcie jest praca kolorysty Nanjana. Jego gra barwami, zwłaszcza w scenach mgły, pożarów czy wybuchów magii – genialnie podsyca ponury klimat opowieści i buduje napięcie tam, gdzie tekst czasem nie domaga.
Czy warto czekać na ciąg dalszy?
Mimo że Shannon nie jest może najbardziej oryginalnym tytułem w serii i momentami brakuje mu świeżości, to jako połączenie przygody z elementami horroru sprawdza się naprawdę dobrze. To wciągająca rozrywka, która stoi przede wszystkim silną protagonistką i genialnymi rysunkami. Nawet jeśli fabuła nie zapada w pamięć, to chętnie sięgnę po kolejny tom, by zobaczyć, jej dalsze losy.
Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.






Odpowiedz