Młodzi mutanci ruszają w kosmos – recenzja komiksu „Świt X. New Mutants”

Superbohaterowie, próbując odszukać dawnego przyjaciela, znajdują jedynie same kłopoty. Ponadto wpadają w sam środek zaciekłej rywalizacji na cesarskim dworze.

Scenariuszem zajął się Jonathan Hickman – znany między innymi z Fantastycznej Czwórki i sagi o Avengers zakończonej Tajnymi wojnami. Charakterystyczne rysunki namalował Rod Reis (Doktor Strange, Tajne imperium). W tej pozycji zawarto materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach New Mutants #1–2, #5 i #7.

W pierwszym rozdziale akcja jest dosyć powolna, otrzymujemy wiele ekspozycji, przez co komiks może wydawać się nudny. Wraz z kolejnymi częściami fabuła nabiera już szybszego tempa i staje się wciągająca. Wszystko wydaje się zrozumiałe, jednak brakowało mi dobrych zwrotów akcji, jak również kreatywnych rozwiązań. Większość rzeczy zdaje się być przewidywalna i oparta na typowych historiach z science fiction. Niektóre wątki są wręcz wyolbrzymione, jak te gdzie postać mówi, że naraża swoje życie, a sytuacja wydaje się błaha. Za to plusem z pewnością było wyłapywanie nawiązań do popkultury. Twórcy chcieli chyba dać trochę takiego fan serwisu, który można interpretować w zależności od własnych upodobań.

Przykro patrzeć, że postacie zostały tak kiepsko przedstawione. Seria o mutantach jest jedną z najpopularniejszych w dziejach. Warto byłoby dać im jakieś wyraźne motywacje i dominujące cechy charakteru. Czułem się trochę, jakby każdy z nich miał tę samą osobowość, która nie odznacza się niczym wyjątkowym. Natomiast jeśli chodzi o relacje między bohaterami, to jest rewelacyjna.

Czego mi jeszcze zabrakło? Myślę, że przede wszystkim ekscytujących scen walk. Komiksy Marvela związane są z superbohaterami, a oni kojarzą się czytelnikowi z epickimi pojedynkami stawiającymi na szali ich własne życie. Szczerze powiedziawszy, nie przypominam sobie żadnego dobrego pojedynku z tej publikacji.

Grafiki nie są złe, ale nie są też zachwycające, powiedziałbym, że prezentują się raczej przeciętnie, zwyczajne. W innych wydaniach widziałem zdecydowanie lepsze. Liczyłem, że będę miał przyjemność nacieszyć oko wieloma wspaniałymi ujęciami ze strony Roda Reisa.

Być może inni będą się lepiej bawić niż ja. Oczekiwałem od tego wydania czegoś więcej. Nie jest to zła pozycja, czyta się ją całkiem przyjemnie. Tylko wydaje mi się, że w każdym elemencie można byłoby coś poprawić, dopracować, dzięki czemu powstałoby epickie arcydzieło. W gruncie rzeczy czytelnik nie powinien żałować spędzenia ponad godziny z tą 120-stronicową lekturą.

Dziękuję wydawnictwu Egmont za otrzymanie egzemplarza do recenzji.

0
Would love your thoughts, please comment.x