Ginny & Georgia to jeden z nowszych seriali Netflixa. Premiera miała miejsce 24 lutego 2021 roku. Produkcja liczy dziesięć odcinków, które trwają około pięćdziesięciu pięciu minut każdy.
Po latach życia na walizkach nastoletnia Ginny i jej matka Georgia pragną wreszcie się ustatkować. Jednak tajemnice z przeszłości Georgii komplikują ich plany.
Wydarzenia z ich życia ogląda się przyjemnie. Osobiście nie mogłam się oderwać od tego serialu i skończyłam go tego samego dnia, w którym zaczęłam. Chyba nigdy w życiu żadna produkcja nie podobała mi się tak bardzo.
Fenomen jest dość podobny do tego po premierze Bridgertonów. Powstają grupy tematyczne, moje „Dla Ciebie” na TikToku jest przepełnione scenami i fragmentami wypowiedzi aktorów.
Kreacja bohaterów i dobranie osób, które odgrywały te role, również są na wysokim poziomie. Patrząc na samą Georgię − jej teraźniejsza i nastoletnia wersja naprawdę są podobne. Jeśli dostałabym zdjęcia tych aktorek, zapewne uwierzyłabym, że to jedna i ta sama osoba.
Niestety główna bohaterka, piętnastoletnia Ginny, troszeczkę mnie denerwowała. Zachowywała się, jakby chciała, a nie mogła, wirując w bipolarnych stosunkach ze swoim sąsiadem. Naprawdę nie byłam w stanie zrozumieć jej czynów. Praktycznie bez zastanowienia zdradziła swoją przyjaciółkę i chłopaka. Dziewczyna być może jest urocza, ma trudną sytuację w życiu i daje sobie radę, ale jej decyzje są co najmniej dziwne.
Jak w większości młodzieżówek, mamy tutaj trójkąt emocjonalny Ginny-Marcus-Hunter. Matka dziewczyny teoretycznie też jest w takiej sytuacji, ale w sumie się zgubiłam, z kim i o co chodzi. Zion − ojciec nastolatki, Paul − burmistrz – i nagle się okazało, że Joe również jest z nią w jakiś sposób związany, a przecież w pierwszym odcinku pochowała swojego męża… Co kto lubi.
Marcus i Hunter zostali stworzeni na swoje przeciwieństwo, przynajmniej częściowo. Tego pierwszego wykreowano na takiego niegrzecznego chłopca, który zawsze ma trawkę, jeśli tylko będziesz jej potrzebować. Miał też, lekko mówiąc, wywalone i będąc z Padmą, uganiał się za Ginny. Razem przeżyli swój pierwszy raz, ale żeby wyjść na macho, nie powiedział jej o tym. Później, gdy dziewczyna jest w związku, zaczyna się robić coraz bardziej ckliwy.
Hunter natomiast cały czas pozostaje romantyczny i troskliwy. Gra w zespole i umie stepować. Jednak im dalej w las, tym mniej kolorowo. Jak na tak zakochanego człowieka, strasznie szybko odpuszcza.
Ich cechą wspólną są żenujące sceny w tym serialu.
Niemniej jednak moja ulubiona postać to Georgia. Została wykreowana na taką stereotypową, głupiutką blondynkę, która praktycznie nie ma mózgu. Widząc ją w pierwszych odcinkach, również tak ją odebrałam. Nie, żebym miała coś do blondynek, sama jestem jedną z nich. Cały scenariusz i gra aktorska idealnie służą temu, by tak myśleć. Zaplanowane kwestie, które z jednej strony są niewinne, ale z drugiej mają kryminalny podtekst. Spryt i pomysłowość − coś niespotykanego.
Gilmore Girls na sterydach/Kochane kłopoty z cyckami − tak jest określany serial Ginny & Georgia. Właściwie bohaterki same to powiedziały. Perypetie Rory i Lorelai śledziłam, wydaje mi się, na przełomie stycznia i grudnia. Co prawda nie skończyłam, ale nie widzę jakiegoś większego podobieństwa. Ginny i Rory faktycznie mają zbliżone rozterki sercowe, obiekty ich westchnień posiadają wspólne cechy, a ich mamy też są pierwszoplanowymi postaciami. No i w obu przypadkach mamy do czynienia z niepełną rodziną. Według mnie powiedzenie, że Ginny & Georgia to mroczniejsza, współczesna i bardziej urozmaicona wersja Gilmore Girls, jest bardzo naciągane. Zostawiam to jednak Waszej ocenie.
Serial polecam wszystkim miłośnikom Kochanych kłopotów lub innych produkcji tego typu oraz każdemu, kto lubi romanse, w których znajdzie również inne wątki.
Komentarz