Netflix ma problem z własnymi serialami!

fot. Netflix

Netflix uśmierca swoje najciekawsze produkcje, zanim się rozwiną, co może zwiastować upadek streamingowego giganta.

Netflix z roku na rok tworzy coraz więcej produkcji. Mimo to nie są w stanie powielić sukcesu Stranger Things z 2016 roku. Wiele z jego wyjątkowych i ambitnych produkcji zostało anulowanych, zanim miały szanse osiągnąć swój pełny potencjał.

Wypowiedzi kadry zarządzającej przedstawiają rezygnacje jako wynik analizy kosztów. Świadczącej o tym, że długo trwające produkcje Netflix nie przyciągają nowych subskrybentów. Skutkiem tego było wycofanie z platformy seriali The Office i Friends oraz szereg rozczarowujących anulowań, między innymi serialu Glow. Nie trudno stwierdzić, że Netflix tym samym skazał się na katastrofę i zszarganą reputację wśród widzów.

W 2020 roku Netflix skasował, aż osiemnaście seriali. Wśród nich, czternaście miało tylko jeden sezon.

The Dark Crystal: Age of Resistance dodano do listy anulowań w zeszłym miesiącu. Pierwszy sezon był prequelem innowacyjnego filmu Jima Hensona z 1982 roku. Szkoda, że ta opowieść nie zostanie dokończona. Choć serial nie był idealny, połączenie lalkarstwa i elementów CGI sprawiło, że była to wyjątkowa produkcja, która wyróżniała się odważnym i kreatywnym podejściem.

Seriale często potrzebują czasu, zanim staną się naprawdę świetne – wystarczy spojrzeć na Grę o Tron lub Schitt’s Creek. Gra o tron nie stała się fenomenem z dnia na dzień. Początkowo postrzegano ją jako kosztowne ryzyko. Nowi showrunnerzy David Benioff i D.B. Weiss wydali dziesięć milionów dolarów na swój pierwszy pilotażowy odcinek, z czego większość odcinka została zdemontowana. Jednak ówczesni współwłaściciele HBO, Richard Plepler i Michael Lombardo, podpisali się pod tą serią, uznając jej potencjał. Schitt’s Creek również na początku sezonu wymagał od kadry zarządzającej inwestycji i wiary.

Dan Levy, współtwórca i gwiazda Schitt’s Creek zaraz po Emmys 2020, gdzie serial pobił rekordy, zdobywając wszystkie siedem nagród w kategorii komedii, napisał na Twitterze:

Subtelne przypomnienie. Seriale potrzebują czasu i przestrzeni, aby stworzyć podstawy, rozwijać się i wzrastać. W nieodpowiednich rękach, wycofano by go z anteny już po pierwszym sezonie z powodu „słabych wyników”.

Gdyby to był serial Netflixa, Schitt’s Creek prawdopodobnie nie dotarłby do drugiego sezonu. Jak na ironię, jego popularność wzrosła, gdy pierwsze trzy sezony pojawiły się na Netflixie w 2017 roku.

Netflix nie bierze pod uwagę mniejszych, ale potężnych fandomów. Gdzie ludzie mimo anulowania serialu dalej o niego walczą.

Ludzie zakochani w serialach Netflix są coraz bardziej zniechęceni, ponieważ ich ulubieńcy coraz częściej zostają anulowani. Ostatniego lata fani OA przez kilka dni protestowali przed siedzibą Netflix w Los Angeles, a jedna z kobiet prowadziła nawet strajk głodowy.

Dzień po tym, jak Glow anulowano, gwiazda serialu, Marc Maron, oświadczył na Instagramie, że chce, aby Netflix pozwolił jego twórcom nakręcić film, dzięki któremu będą mogli opowiedzieć zakończenie tej historii na własnych warunkach. Fani rozpowszechnili petycję Change.org w nadziei na zwrócenie uwagi firmy.

Lista ciągnie się i ciągnie…

Do prawie każdego anulowanego serialu Netflix przypisany jest hashtag. Fani masowo reagują na każdy tweet czy post na Instagramie, błagając Netflix o wznowienie jego produkcji. Miłośnicy serialów też mają swoje granice. Dlaczego subskrybenci mieliby spędzać dziesięć godzin na oglądaniu nowego serialu, skoro istnieje spora szansa, że nigdy nie ujrzą jego zakończenia?

Nie pomaga fakt, że Netflix nadal daje twórcom wielomilionowe kontrakty. Jedynie dolewając oliwy do ognia.

W 2018 roku twórca Hollywood Ryan Murphy podpisał z Netflixem kontrakt o wartości trzystu milionów dolarów. A Benioff i Weiss w zeszłym roku rzekomo sfinalizowali transakcję na dwieście milionów dolarów. Wiadomość o tym kontrakcie pojawiła się dwa dni po anulowaniu The OA. Shonda Rhimes i Kenya Barris również należą do tego sześciocyfrowego klubu.

Sposób, w jaki Netflix się rozlicza jest skomplikowany. Przeciętny widz prawdopodobnie nie siedzi i nie robi badań nad finansami firmy. Jednak z zewnątrz wygląda to tak, jakby Netflix kasował ukochane seriale z powodów finansowych, jednocześnie wydając setki milionów dolarów na nowe produkcje kończące się na jednym sezonie.

Netflix nie chce publikować statystyk oglądalności, ale oczywiste jest, że jego strategia polega na przedkładaniu ilości nad jakość.

Jednym z najbardziej frustrujących aspektów modelu biznesowego Netflix jest brak przejrzystości, jeśli chodzi o statystyki oglądalności. Nie wiemy na pewno, ile osób obejrzało wszystkie odcinki – nie mówiąc już o całych sezonach.

Prowadzi to do wypaczonego zrozumienia, czym dla Netflix charakteryzuje się „udany” serial. Co to oznacza, gdy firma anuluje serial z powodu niskiej oglądalności? Jak niska jest w porównaniu z na przykład Stranger Things? Jakim cudem ten serial wydaje sezon za sezonem i dlaczego pojawia się coraz więcej nowości?

Bez jasnych odpowiedzi, jedyne co nam zostaje to przyjrzenie się ogólnej strategii. Teoria funkcjonowania Netflix wydaje się polegać na dawaniu subskrybentom niekończących się opcji i oczekiwaniu, że mimo wszystko dalej będą opłacać swoje konto. Przymykając oko na fakt, że więkoszść nowych seriali nie dostaje drugiego sezonu. W 2020 roku firma wypuściła ponad sto trzynaście nowych produkcji.

Jednak takie podejście sprawia, że katalog Netflix jest o wiele mniej angażujący w dłuższej perspektywie czasowej.

Nawet jeśli Netflix nie traci masowo abonentów, to i tak szkodzi to jego reputacji.

Problemem Netflix jest widoczna niechęć do długoterminowego angażowania się w ekscytujące produkcje z niszową publicznością.

Format binge był kiedyś porywający. House of Cards i Orange is the New Black zdominowały pop-kulturowe rozmowy, ponieważ widzowie byli zachwyceni możliwością maratonu nowego sezonu w jeden weekend (lub nawet dzień, dla tych ambitnych widzów). Jednak nowość, jaką jest binge-watching, zanika wraz ze wzrostem ilości nowych seriali.

Netflix nie tylko nie angażuje się w nowe ekscytujące, wciągające seriale, ale także traci syndykalne sitcomy do których fani wracaliby, gdyby nic nowego nie przyciągało ich uwagi.

Do końca 2020 roku Netflix straci The Office, Friends oraz Parks and Recreation. Po zakończeniu poprzednich serii, takich jak House of Cards i Orange is the New Black, Netflix pozostanie jedynie ze Stranger Things (i być może The Witcher), które staną się jego jedynymi masowo popularnymi produkcjami.

Ponieważ COVID-19 prowadzi do kolejnych kasacji, przyszły rok będzie poważnym testem wytrzymałości dla Netflix. Biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję możliwe, że firma skazuje się na porażkę.

0
Would love your thoughts, please comment.x