Panie Adamie, nie tęskni pan, aby za medycyną?– recenzja „Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny”

Będzie bolało, czyli słodko-gorzki, ironiczny dziennik lekarza-stażysty poruszył we mnie naprawdę czułe struny i obudził apetyt na więcej takich pozycji. Czy  Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny powtórzy ten sukces? 

Cienie przeszłości

Jak wiadomo z pierwszej książki o przeżyciach autora z medycyną, nie pracuje on już w tym systemie, ale wciąż się to za nim ciągnie. Dobitnie o tym świadczy początek, w którym czytamy o doświadczeniu Kaya z zajęciami w prosektorium. Miałam już do czynienia z takimi sytuacjami (o ile oglądanie seriali kryminalnych można do tego zaliczyć). Ale, o ile nie jest się częścią tego środowiska, albo nie zaliczamy się do studentów medycyny, to raczej nie mamy pełnego obrazu. A tu? Mamy wszystko, i to bez znieczulenia. Praktycznie czuć ten zapach, wydobywający się z rozkładających się ciał, mimo że książka nie miała najmniejszych szans nim przesiąknąć.

Jak nie skręcisz, i tak wrócisz na start

Prawdopodobnie każdy ma taki etap w swoim życiu. U Adama Kaya jest to z oczywistych względów okres studiów medycznych i praktyki w różnych szpitalach. Mimo całkowitego odcięcia się od tego środowiska ono i tak wraca do niego, jak bumerang w najróżniejszych sytuacjach. Od takich łagodnych, jak delikatne sugestie mamy autora, że może by wrócił do pracy położnika, po poważniejsze przekonanie, że skoro się było w tym zawodzie, to najlepiej wiemy, jak dbać o nasze zdrowie. To ostatnie jest szczególnie szkodliwe, bo może doprowadzić do jakiejś tragedii lub trwałego uszczerbku zdrowotnego. Dlatego tak ważne jest, by mieć kogoś obok, kto pomoże nam się otrząsnąć i podjąć właściwą decyzję, nim stanie się coś nieodwracalnego.

Podsumowanie

Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny autorstwa Adama Kaya zabiera czytelników w kontynuację historii człowieka, który próbuje poukładać sobie życie na nowo, jednocześnie walcząc z demonami przeszłości. Wychodzi mu lepiej lub gorzej, ale widać, że wreszcie robi to, co lubi i nie musi się do tego zmuszać. Humor w niej zawarty określiłabym jako ostrzejszy niż najostrzejszy skalpel, a szczerość wyznań wzruszyła mnie do łez. A nazywanie osób „drugoplanowych” imionami postaci z Uniwersum Marvela pozwalało co nieco rozładować napięcie.

 

Książka udostępniona do recenzji dzięki uprzejmości Wydawnictwa Insignis.

Cześć, tu Ola. Zgodnie ze swoim pseudonimem zaczytuję się głównie w fantastyce, ale nie pogardzę też dobrym kryminałem. Wciąż odkrywam nowe, ciekawe dla mnie gatunki książek. Gram też w gry( zazwyczaj przygodowe typu Tomb Raider czy ASC) Jestem szczęśliwa, że mogę Cię poznać!
0
Would love your thoughts, please comment.x