Panie Andrzeju, jak to jest być pisarzem, dobrze? – recenzja ,,Po drugiej stronie książki”

Andrzeja Pilipiuka, Wielkiego Grafomana Narodu i ojca bimbrownika-egzorcysty, nikomu, kto choć trochę mocniej zagłębił się w polską fantastykę, przedstawiać nie trzeba.

Ten twórca jedynego, rdzennie polskiego superbohatera, który przez lata wyciskał z oczu łzy śmiechu, dorobił się własnego festiwalu oraz od wielu lat stoi na podium ścisłej czołówki najpoczytniejszych pisarzy w Polsce. Czterokrotny laureat prestiżowej nagrody Nautiliusa oraz dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Innymi słowy – nie znać go to zbrodnia. 

Po drugiej stronie książki" - fragment

Jednakże nie martw się nieszczęśniku! Już nie musisz czytać pokaźnego zbioru jego książek, by lepiej go poznać – teraz wystarczy ci tylko jedna. Po drugiej stronie książki to błyskotliwie przeprowadzony, a jeszcze bardziej znakomicie napisany wywiad z Andrzejem Pilipiukiem spisany przez Jacka Skrzypaca. Tym razem nie będzie przygód Jakuba Wędrowycza, są ślady przeszłości pozostawione w wojsławickiej szopie. Zamiast kolejnej zagadki dla Roberta Storma są wspomnienia Michaela Jacksona na warszawskim Kole. Doktor Skórzewski ustąpił miejsca opowieści o Muminku, który poszedł do pracy w fabryce luster.


Ten wywiad, a raczej szczera rozmowa, przepełniona jest wspomnieniami z młodości autora, przemyśleniami i historiami związanymi z życiem pisarza. Oczywiście całość została okraszona znamiennym humorem autora i opatrzona zdjęciami z takich miejsc, jak choćby gospodarstwo ciotki, które posłużyło za pierwowzór domostwa Wędrowycza. 

W tym miejscu warto zaznaczyć kilka faktów. Pierwsze z nich jest to, że ja z reguły tego gatunku nie czytam, zniechęcają mnie autobiografie czy wywiady. Drugi z nich jest taki, że ja targ w Wojsławicach znam. Wiem jak wiodą pola od Krasnegostawu po Zamość i dlaczego na Baranicę nie jeździ policja – to są moje strony. Dlatego te informacje nie były dla mnie odkrywcze. I mimo tego, zabijcie mnie jeśli kłamię, bawiłam się przy tej książce doskonale. Nie raz uśmiechałam się pod nosem, przyznając w duchu rację opisom pana Andrzeja, który z przymrużeniem oka opowiada o stronach, w których oboje się wychowywaliśmy. Jestem przekonana, że tak samo dobrze (ba, a może nawet lepiej!) bawić się przy niej będą osoby, które albo nie znają tych stron, albo nigdy wcześniej nie miały do czynienia z tym autorem. Ponadto wydawnictwo zadbało o oprawę wizualną, więc zarówno obwoluta, jak i zdjęcia wewnątrz książki prezentują się w doskonałej jakości i ostrości. 

Jest to pozycja, po którą powinien sięgnąć każdy fan polskiej fantastyki lub ten, który tak jak ja uważa pana Pilipiuka za autora, którego książki kupuje się w ciemno. Zwłaszcza że właśnie przez wydanie jej Fabryka Słów świętuje swoje 20-lecie istnienia. Warto tu wspomnieć, że pan Andrzej jest jednym z najdłużej współpracujących z nimi pisarzy. Nie pozostaje wam więc nic innego jak zaopatrzyć się w herbatę, dobre ciasteczko i czas. Choć zaręczam Wam, że książka wciągnie Was na tyle, by to ostatnie pojawiło się samo…

A jeżeli wciąż nie jesteście przekonani, to wystarczy kliknąć umieszczone u góry strony zdjęcie, by uzyskać dostęp do fragmentu książki.

Książkę można zakupić na stronie SwiatKsiazki.pl – Link.

Patrzyłam na ludzi zupełnie na wylot. Widziałam żebra, jelita, nawet całe gałki oczne. Tylko serce trafiało się jakoś rzadko...
0
Would love your thoughts, please comment.x