A Discovery of Witches to serial o czarownicach, ale także wampirach i innych potworach z ciemnych zakątków ludzkiej psychiki. Spotykamy się tu z seksem, śmiercią, ogniem i krwią!
O tyle, o ile pierwszy sezon A Discovery of Witches można by określić jako nieco doroślejszą, seksowniejszą wersje Zmierzchu. To sezon drugi można porównać do późniejszych, mniej seksownych fragmentów tej sagi. Wątek miłosny wciąż intryguje, jednak w 2. sezonie często ustępuje miejsca klasycznej przygodówce. Matthew i Diana mają zadanie do wykonania, a po jej pierwszych zachwytach dosłownie wszystkim, co ją otacza, zabierają się do roboty.
Jeśli ominęła cię pierwsza zajawka — seria rozpoczęła się na uniwersytecie w Oxfordzie, gdy Diana Bishop wywołała niepokój w społecznościach wampirów, czarownic i demonów. Otwierając magiczną księgę w bibliotece Bodleian, której dotychczasowa lokalizacja była tajemnicą. Rozmaite starania w celu uzyskania wiedzy z owej księgi doprowadziły do wybuchu zimnej wojny pomiędzy dobrymi i złymi istotami nadprzyrodzonymi. Dzięki swojemu ukochanemu — wampirowi o imieniu Matthew. Diana nie tylko zaakceptowała to, że jest czarownicą, ale również dowidziała się, jak bardzo jest potężna. Gdy ostatni raz ich widzieliśmy, nasi bohaterowie byli przebrani w luźne tuniki i trzymali się mocno za ręce. Przygotowując się do ucieczki, do XVI wieku za sprawą niedawno opanowanej umiejętności Diany w zakresie poruszania się w czasie.
Podróż do przeszłości
Obecnie, zgodnie z drugą częścią bestsellerowej trylogii All Souls, autorstwa amerykańskiej powieściopisarki Debory Harkness — nasi bohaterowie znajdują się w Londynie w 1590 roku. Mimo tego, że elżbietański Londyn to nie do końca Malediwy (mniej kokosów, mniej więcej tyle samo pijawek). Dla historyka takiego jak doktor Diana Bishop to prawdziwy raj. Dla takiej miłośniczki historii jak ona, perspektywa znalezienia się w XVI wieku musiała być czymś niesamowitym. Możliwość spotkania się z sir Walterem Raleighem, zobaczenia katedry świętego Pawła, zanim Christopher Wren dostał ją w swoje ręce oraz noszenie sukien tak obszernych, że spokojnie można by zmieścić pod nimi małą rodzinę i kilka zwierząt domowych to spełnienie jej najskrytszych marzeń.
Może byłoby tak, gdyby po jej przybyciu wszyscy w elżbietańskim Londynie, w tym jej ukochany, nie zachowywali się jak nadęte bufony. Diana zapewne wyobrażała sobie, że spędzi czas, jedząc marszpan, zwiedzając historyczne lokacje i uczestnicząc w królewskich balach. Pewnie ani przez sekundę nie pomyślała, że jej nowoczesny krwiopijca powróci do dawnych społecznych obyczajów i swojej starej pracy, polegającej na wybijaniu katolików.
Wątek miłosny…
Podczas, gdy w pierwszym sezonie ich historia miłosna wydawała się nieco płytka. Przystojny wampir zakochuje się w śmiertelniczce – to teraz, gdy ich wzajemne zaangażowanie stało się jasne. Ich związek staje się o wiele bardziej dojrzały i autentyczny. Podczas seansu jesteśmy świadkami ich wzajemnego docierania się, a tak zwany efekt miesiąca miodowego odchodzi w zapomnienie. Dzięki temu para jest znacznie bardziej interesująca; zarówno razem, jak i indywidualnie. Mimo tego, że Diana i Matthew w początkowych odcinkach nie są jeszcze małżeństwem, nie powstrzymało go to przed traktowaniem jej jak swojej własności. To on ustanawiał prawo i potępiał ją za każdym razem, gdy korzystała z własnego rozumu.
Czy dwuletnia przerwa między pierwszym a drugim sezonem sprawiła, że zapomniał, iż około dwa tygodnie temu „panna Roydon” nie tylko uratowała mu życie, ale także była w stanie samodzielnie stanąć w swojej obronie? Frustrująco pozbawiona sojuszników, Diana była zmuszona do cierpliwego i nieustannego przypominania wszystkim, że ma swój własny umysł.
Matthew w starciu z przeszłością
Jednak nie możemy zapomnieć, że obawy Matthew i jego zachowanie mają swoje źródło i nie są, aż tak bezpodstawne, jak mogłoby się wydawać. Magiczny repertuar Diany nie jest czymś, co można by nazwać wiarygodnym. Ponadto wylądowała w czasie, gdzie kobiety były rutynowo ścigane za to, że wiedziały, które zioła są w stanie uleczyć chorego. To pokazuje, że jego strach jest uzasadniony. Co więcej, boryka się ze świadomością, że elżbietańska Anglia jest pełna szpiegów – w końcu sam jest jednym z nich.
Bycie z powrotem w dawnych czasach nie służy Matthew. Jego stare otoczenie zmusza go do wcielenia się w postać przepełnioną przemocą, którą trudno podziwiać (nawet jeśli Matthew Goode jest doskonały w tej roli). Wraz z mężczyzną powracamy bowiem do bolesnych wspomnień z jego przeszłości. Robiąc swego rodzaju rachunek sumienia i próbując zrozumieć go trochę lepiej. Na szczęście ta dynamika przeplatana jest humorem, jakiego wcześniej nie widzieliśmy ze strony naszego wampira. Zdecydowanie przyjemnie jest z odcinka na odcinek poznawać nieco inną stronę, tego skomplikowanego bohatera, a także kawałek po kawałku odkrywać kolejne sekrety z jego dawnego życia.
Bogata obsada
Podróż pary w przeszłość prowadzi do pojawienia się wielu nowych postaci. W tym królowej Elżbiety I (Barbara Marten) i Christophera Marlowe’a (Tom Hughes). Najciekawszym dodatkiem jest jednak Philippe de Clermont (James Purefoy). Ojczym Matthew, który nie żyje we współczesnej linii czasu, oraz Gallowglass (Steven Cree), siostrzeniec Matthew, którego osobiście uważam za jedną z najlepszych postaci. Purefoy wykonuje mistrzowską robotę podczas swojego krótkiego występu jako Philippe, ożywiając z równym zaangażowaniem najlepsze i najgorsze strony tej postaci. Mimo iż, nie ma żadnej wspólnej sceny ze swoją ukochaną, która boryka się z jego brakiem w przyszłości. Oglądając serial, jesteśmy w stanie poczuć zarówno ból, jak i miłość, jaką pałają do siebie te dwie postacie.
Nie możemy również zapomnieć o wprowadzeniu kowenu, dzięki któremu nasza Diana mogła rozwinąć swój niesamowity talent. Diana w nowym sezonie poszukuje mentorki, która pomogłaby udoskonalić jej moce (jest to konieczne, aby ona i jej ukochany mogli powrócić do swoich czasów). Sceny z udziałem innych czarownic to zdecydowanie jedna z mocniejszych stron tej historii, ponieważ to właśnie ta grupa kobiet (z Dame Sheilą Hancock na czele) uświadamia Dianie, do czego tak naprawdę jest zdolna.
Dwie przeplatające się wzajemnie historie…
Choć główną osią akcji jest wątek z przeszłości, w tym samym czasie ważne wydarzenia rozgrywają się także w teraźniejszości. Podczas gdy w latach 90. XVI wieku toczą się gorączkowe poszukiwania potężnego manuskryptu. Współcześnie również zostajemy zderzeni z kilkoma kryzysami – między innymi pojawieniem się nowego tajemniczego wampira. Na prowadzenie wysuwa się tu przede wszystkim wątek Marcusa (Edward Bluemel) „syna” Matthew, który zaczyna kwestionować poglądy swojego otoczenia i wplątuję się w romans z człowiekiem. W związku z tym, że atmosfera tego sezonu ma tendencje do bycia zbyt poważną. Jego wątek daje nam chwilę wytchnienia i poczucie świeżości.
Inne postacie takie jak Ysabeau (Lindsay Duncan), Sophie i Nathaniel z dzieckiem (Aisling Loftus, Daniel Ezra), ciotki Diany (Alex Kingston i Valarie Pettiford) oraz Dominico Michele (Gregg Chillin), również posiadają swoje własne wątki i momenty, w których mogą się wykazać. Poświęcenie wystarczającej uwagi każdemu członkowi tak rozbudowanej obsady jest kwestią, z którą pierwszy sezon sobie nie poradził. Na szczęście tym razem widać znaczną poprawę.
Podsumowanie i scenografia
Oczywiście, sezon drugi nie byłby kompletny bez swoich bujnych strojów i niesamowitego planu. Bez względu na to, gdzie odbywa się dana scena, kostiumy i scenografia są pieczołowicie dopracowane. Dzięki czemu jesteśmy w stanie niemal uwierzyć w ich autentyczność. To samo tyczy się efektów specjalnych, które nie raz zachwyciły mnie pod względem wizualnym. Sceny, gdzie Diana uczy się panować nad magią, wywołały we mnie niemały zachwyt.
Wszystko to razem sprawia, że drugi sezon Discovery of Witches to fascynująca, eskapistyczna zabawa, która wciągnie nawet najbardziej przypadkowego widza. Podróż ścieżkami przeszłość to coś, co zdecydowanie wyróżnia ten serial na tle innych historii miłosnych o wampirach. Jest barwny, szczegółowy, pełen wspaniałych kostiumów i efektów wizualnych. Zabierze Cię daleko od bałaganu współczesności. Zapewniając rozrywkę na wiele godzin, a może i nawet obudzi w tobie miłość do dawnych czasów.
Odpowiedz