Recenzja POKÉMON: ZEMSTA MEWTWO – EWOLUCJA

Film animowany przedstawia zmagania uwielbianych przez pokaźną widownię i kultowych wręcz już trenerów Pokemonów ze starożytnym, najpotężniejszym Pokemonem posiadającym kryzys egzystencjalny głównie przez to, że do życia przywrócili go ludzie.

Usługiwanie człowiekowi jak zapewne się domyślacie, nie jest mu po drodze. Antagonista sprowadza, więc Asha, Misty, Brocka i innych pokemonofilów, najlepszych w fachu na swoją owianą grozą wyspę bólu przeplatanego cierpieniem za sprawą listu. Po co zapytacie? Chce manifestować swoją wolność, jak i umiejętności niszcząc wszystko, co mu przeszkadza. Mewtwo bawi się bohaterami, przeciąga swoją zemstę do granic możliwości, tłumacząc gromadce, dlaczego tak, a nie inaczej postępuje. Jak wiemy to nie dziesięciominutowy film. W animacji przewija się również pytanie: po co jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Mewtwo jest twórcą wątpliwości dotyczących życia, jak już wcześniej wspomniałem, nie wie, po co został stworzony, a więc nic się dla niego nie liczy, ale to do czasu. To gdzie się teraz znajduje jest dla niego niezrozumiałe. Zniszczyć pokemony? Spoko. Unicestwić ludzi? Da się zrobić. Doprowadzić do zagłady planety? Okej, dlaczego nie? Chce zakończyć wszystko, co dobre, ponieważ nie zaznał w swoim życiu żadnej dobroci, miłości od kogokolwiek i jest to jego głównym elementem napędowym do zemsty na ludziach, którzy tchnęli życie w jego istotę, która miała tylko i wyłącznie służyć do ich celów zapewne po to, aby pieniądze się zgadzały. Według mnie główny zły jest ciekawą postacią jako tako dodającą filmowi uroku tylko, że niestety jego: „HAHA JESTEM SILNY, ZROBIĘ Z WAMI CO CHCĘ”, w kilku momentach irytuje. Mimo to bez niego widowisko to byłoby jeszcze nijakie. Mewtwo to ten dodatek do każdego produktu bez, którego się on nie obejdzie, a spożywanie go nie będzie sprawiać przyjemności. Poza tym jest to produkcja skierowana dla młodszych odbiorców. Antagonista w takiej formie jest akceptowalną postacią dla dziecka, które rozpoczyna przygodę z Pokemonami. Nie posiada specjalnie kontrowersyjnych poglądów. Po prostu chłop nie wie, czemu żyje.

Biorąc pod uwagę to, że film w moim odczuciu miał oddziaływać na widzu w głównej mierze poprzez nostalgię, pod tym aspektem spisuje się nieźle. Nie wybitnie, ponieważ nie jest to oryginalny film, tylko czerpiący ile wlezie z „oryginału“. Obejrzenie pierwszej pełnometrażowej produkcji Pokemonów przynajmniej na mnie wywołałoby raczej większe ciarki od tego odgrzewanego pod względem fabularnym kotleta, ale mogę się mylić.

Powiedzmy sobie szczerze, w kwestii animacji jest o wiele lepiej niż pod względem opowiadania historii. Gdybym miał wypowiadać się o tym dziele tylko i wyłącznie pod względem wizualnym jest to majstersztyk, który z każdą pokonaną przez nas sekundą seansu wprowadza w stan błogiego zauroczenia otaczającym światem. Przelanie znanych już nam postaci i otoczenia w nową szatę graficzną spisuje się na medal, pozwalając nam na ponowne wsiąknięcie w magiczny świat w nowy sposób za sprawą zdobyczy techniki, pięknemu wyglądowi animacji. Tylko że właśnie jeden z aspektów przykuł moją uwagę: efekty poruszania się postaci są miłe w odbiorze, mimo że czasami są wręcz w pewnym stopniu „drętwe” to nadal dla mnie akceptowalne, ale bohaterowie w wielu sytuacjach stoją w miejscu, wymawiając swoje kwestie tylko i wyłącznie poruszając dłońmi czy też głową lub resztą ciała, aby przesunąć się o parę kroków. Nie jest to anime 2D i twórcy wydaje mi się, że o tym zapomnieli. W filmie z animacją 3D dynamika powinna być wszechobecna. Możliwe, że niepotrzebnie się czepiam lub nie znam się dostatecznie w tych sprawach, ale strasznie mnie to irytowało. Być może niepotrzebnie. Statyka w wielu momentach jest tutaj na porządku dziennym. Przydałoby się więcej dynamizmu trenerów podczas walk między potworkami. Do tych drugich natomiast nie mam się co doczepić, są to nadal słodkie stworzenia, zdobywające serca swoim urokiem osobistym. Kto z nas nie lubi słyszeć „Pika, pika” z ust Pikachu? No właśnie, pod względem pokemonowym to dobre Pokemony pokazujące przyjaźń, oddanie, pomoc w niedoli i trochę komizmu wynikającego z zespołu R, który jest tymi złymi mającymi sprawiać uśmiech na twojej twarzy poprzez to, że nie do końca są tacy złowrodzy. Po raz kolejny: nostalgia.

W sumie to tyle. Jest to niczym wyróżniająca się produkcja, ot można puścić swojemu dziecku i obejrzeć w jego towarzystwie lub samemu leżąc na kanapie i wspominać stare Pokemonowe lata. Fani Pokemonów lub tacy jak ja co z tymi stworkami nie mieli za dużo wspólnego znajdą tu coś dla siebie, przyjemna przygoda w towarzystwie grona przyjaciół. A Wy jesteście już po seansie? Podobało się Wam bardziej niż mnie? Dajcie znać w komentarzach.

0
Would love your thoughts, please comment.x