Zostały tylko dwa odcinki do końca sezonu… Czas najwyższy je omówić, a zaczynamy od dziewiątego! Ten epizod spotkał się z różnymi opiniami fanów. Dlaczego? Powodem był przede wszystkim fakt, że odcinek skupił się głównie na wątku Ka’Kwet oraz Basha i jego matki.
Losy naszej Indianki nie potoczyły się niestety pomyślnie i ludzie ze szkoły zabrali ją ponownie w te straszne miejsce. Ta scena, która miała miejsce na początku odcinka, naprawdę mnie przeraziła… Nie wiem, jak można być tak bezdusznym, a zranienie ojca dziewczynki było już sporą przesadą ze strony tych ludzi. Cieszę się, że Mateusz oraz Ania zdecydowali się pomóc rodzicom Ka’kwet. Bardzo wzruszyła mnie scena, gdzie matka tłumaczyła Maryli, że nie może żyć bez swojego dziecka. Jak prawdziwe i piękne to jest… Niestety wizyta w szkole nie poszła pomyślnie. Nie dość, że dziewczynka nie wróciła do domu, to jej rodzicom kazali przenieść się w inne miejsce, grożąc policją. Showrunnerka programu napisała, że w przypadku takich sytuacji nie było szczęśliwych zakończeń. Jest to przykra sprawa, bo naprawdę polubiłam Ka’kwet i zdecydowanie chciałabym dla niej szczęśliwego zakończenia, ale cóż…jeszcze nie teraz.
Bash i jego matka… Ten wątek miał zdecydowanie pokazać nam, jak ludzie mogą zmienić się pod wpływem sytuacji. Na początku bardzo cieszyłam się, że Pani Lacroix zgodziła się pomóc synowi, ale po pewnym czasie zaczęła mnie nieco denerwować. Nie dziwiłam się Bashowi, że miał do niej pewien żal…całe jego dzieciństwo wychowywała inne dzieci, a do niego nie mogła się przyznać, bo „biali” ludzie by na to nie pozwolili. Wiadomo, że ojciec nie chciał dla Delphine tego samego. Mimo wszystko mam nadzieję, że ich wątek zmierza w dobrą stronę. Przeprowadzili ze sobą dużo rozmów, które w głębi duszy na pewno przeanalizowali. Avonlea nauczyło matkę Basha bardzo dużo…czy to wykorzysta? To się okaże.
Na koniec chciałabym poruszyć wątek Ani i Gilberta… W zasadzie nie mieli wspólnych scen, bo ciągle się mijali. Nasza bohaterka świadoma już swoich uczuć zostawiła dla swojej sympatii liścik w kuchni jego domu, ale cóż…to się udać nie mogło. Gilbert go ostatecznie nie zobaczył i utwierdzony w przekonaniu, że Ania go nie kocha udał się do ojca Diany, aby porozmawiać o swoich zaręczynach. Mimo wszystko zgodnie z moimi przypuszczeniami ciągle bił się z myślami i myślał o rudowłosej przyjaciółce. Był niczego nieświadomy, Diana chciała to zmienić, ale cóż…Minnie May na to nie pozwoliła, przyprowadzając matkę. Cóż, czasem młodsze siostry faktycznie nie wykazują współczucia. Bardzo podobała mi się scena, gdzie Gilbert odkrył ruiny klubu powieściowego, gdzie Ania z przyjaciółkami tworzyła różne historie. W pewnym sensie poznał trochę jej przyszłość. Widać, że dużo myślał nad tym, jak rozwiązać swoją przyszłość. Cóż… Ostatecznie pojechał do Winnifred. Co stanie się dalej? Odpowiedź da nam tylko kolejny odcinek…
Uważam, że przedostatni epizod sezonu trzeciego był naprawdę piękny i miał uświadomić nam wiele ważnych spraw. Mogę go uznać także za dobre wprowadzenie do ostatniego odcinka, który z pewnością wywoła w nas wiele emocji…recenzja już wkrótce!
Autorka: Aga Bagińska
Odpowiedz