Recenzja “W lesie dziś nie zaśnie nikt”

Kino reklamowane jako pierwszy slasher, który został wyprodukowany przez potomków Mieszka I. Na samym wstępie muszę powiedzieć, że film słusznie uzyskał takie miano. Jest czerpiącą z wielu innych dzieł opierających się na strasznych historiach, dobrze odrobioną przez twórcę pracą domową. Ba, wstawiłbym za to zadanie domowe osobie, która je wykonała piątkę z plusem, ponieważ jest to oparta na utartych schematach praca niedodająca nic od siebie, ale mimo to nadal strasznie przyjemna w odbiorze rozrywka. Wszystko to dzięki pewności autora, na co konkretnie się pisze biorąc na swoje stanowisko pracy temat, powiedzmy sobie szczerze, niełatwy do zrealizowania. Zauważmy również, że zaspokojenie oczekiwań widzów w naszym kraju nie jest prostą sztuką. Jak to? Polski slasher? Po co to komu? Plakat w stylu Stranger Things? To nie ma prawa się udać. Teraz powinienem pójść do tych wszystkich niedowiarków z kopią tego filmu w prezencie, jeśli oczywiście byłaby taka legalna możliwość, a następnie powiedzieć: A nie mówiłem. Kompletnie nieironicznie od początku miałem nadzieję, że ten film może się udać. Udał się. Dobra komedyjka z elementami horroru w typowo słowiańskim klimacie i biorąca garściami z amerykańskiej popkultury daje radę i jest przyzwoitym widowiskiem, choć oczywiście niepozbawionym wad. Odnosząc się do plakatu to oddaje zawartość „mięsa” w trafny sposób. Poniżej mogą wystąpić śladowe ilości materiału zwanego spoilerami, a więc strzeżcie się, ponieważ po ich przeczytaniu w lesie dziś nie zaśnie nikt. 

Bohaterowie filmu przyjeżdżają na obóz offline, aby odpocząć od cywilizacji i mniej więcej wokół tego kręci się fabuła. Spekuluję, że znaleźli się w tym miejscu z polecenia rodziców w wyniku rozmowy: Synek, ale granie w Ligę Legend to chleba Ci w życiu nie da. Jeden z bohaterów faktycznie traci swoją życiową szansę na zmienienie swojej egzystencji przez to, że rodzice  wysłali go na „odwyk”. O ironio, z czasem członkowie kółka dobrej zabawy bez internetu muszą zacząć dążyć do bycia online, aby uratować swoje życie przed śmiercią. Podoba mi się podejście reżysera do tematu, który zamiast faworyzować jedną ze stron odwiecznego konfliktu „telefony złe czy dobre” stara się rozłożyć winę, za to, jak wygląda życie ludzi pochłoniętych światem wirtualnym na obie grupy wiekowe, czyli osoby młodsze i już te nieco starsze. Dzieje się to głównie przez pierwszy akt filmu, gdy poznajemy naszych nowicjuszy wychodzenia na świeże powietrze i zabawienia się w skauta. Balansowanie między potrzebą użycia urządzeń elektronicznych a ich bezużytecznością jest widoczne, co szczególnie mnie uradowało. Obozowicze posiadają swój urok osobisty, historię, niektórzy nawet zwierzają się na temat bardziej prywatnych tematów, a ich działania dosyć wiarygodnie oddają charakter danej postaci, przez co jesteśmy ją nawet w jakimś stopniu polubić. Mamy stereotypowego nerda, który nieświadomie łamie czwartą ścianę odwołując się do swoich doświadczeń z popkulturą. Nastolatkę, która jest tą mającą na celu wzbudzić zainteresowanie płci przeciwnej, poprzez swoje działania w czasie filmu. Dziewczynę z trudną przeszłością, której życie nie było za bardzo kolorowe, widz powinien jej współczuć ze względu na to co ją spotkało. Postacie naprawdę działają. Przez pewien czas miałem nawet wrażenie, że oglądam amerykański shlaser przez to jak ukazane są postacie. Tylko, że rozmawiają po Polsku, to nie jest raczej las, o którym myślę, a te domy to już na pewno nie mają pochodzenia, które powinny jeśli moja koncepcja miałaby się sprawdzić. Nawet bez pretekstu, jakim jest odizolowanie się od świata dzięki porzuceniu technologii, wszystko spełniałoby swoją funkcję w tym świecie przedstawionym. Chyba nie zdziwi Was informacja, że postacie giną zabici poprzez potwory/antagonistów/przedstawicieli zła, nazywajcie ich jak chcecie. Ilość zgonów na kwadrans nie jest czymś imponującym, ale marnowanie potencjału postaci już tak. Pojawia się nowa postać, beng. Nie żyje przez swoją nierozważność czy też lepiej ujmując głupotę. Podczas ostatnich minut na ekranie pojawia się dosyć ciekawa osobistość z najlepszą według mnie sekwencją w filmie. Zasługiwało to na lepsze potraktowanie potencjału aktora. Niestety w ciągu paru minut zostaje zabita w celu większego dobra. Najważniejsze jest to, że skradła moje serce. Aktorzy oddali się kreacjom w stu procentach, aby wycisnąć z nich co najlepsze, co niezmiernie mnie cieszy. Charyzma epizodycznie pojawiających się bohaterów wydaje mi się, że przyćmiewała role tych pierwszoplanowych, którzy powinni być dla nas tymi najważniejszymi.

Powinienem również powiedzieć parę słów o antagonistach. Tak, jest ich dwóch. Są również ze sobą spokrewnieni, ale ja nie o tym. Poznajemy, co doprowadziło ich do stanu, w jakim są obecnie, ale jest to chyba największe nieporozumienie w tym filmie, w które jakimś cudem jestem w stanie uwierzyć. Kreacja dwóch wcieleń zła mającą na celu obrzydzić widza wyglądem i wzbudzić w nim przerażenie, aby natychmiast schował się pod kołdrę, niestety nie zawsze działała. Oczywiście miała swoje przebłyski, ale głównie wtedy, gdy nie wiedzieliśmy jeszcze, co grozi sielankowemu wypoczynkowi na bezludziu, czyli w tym momencie filmu gdzie musieliśmy się jeszcze, domyślać kim jest ta postać ukrywająca się w cieniu. Wielki olbrzym pojawia się na ekranie i czar w pewnym sensie pryska. Rozumiem, co chciano przez to ukazać, wystraszyć nas brzydotą ścigającą bohaterów i jest to okej tylko, że nie dla mnie. Prawda, brzydota wzbudza przerażenie, ale nic poza tym. Wyczuwałem podczas oglądania nawet nutkę kiczowatości spowodowaną ciałem stworów.

Podsumowując, film jest odpowiedzią, jak wyglądałby polski slasher. Jest przyzwoicie i nieźle biorąc pod uwagę, że miałem co do tego filmu bardzo małe oczekiwania. Polecam obejrzeć „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, każdemu z Was, ponieważ seans może okazać się naprawdę miłą zabawą, w której odkrywamy koncepcję twórcy bazującego na utartych schematach slasherów. Warto przeczytać pracę domową kolegi i się czegoś nauczyć. Widzieliście już najnowszą produkcję Bartosza Kowalskiego? Jeśli nie to pędźcie natychmiast do kin. Nie, czekajcie!„W lesie dziś nie zaśnie nikt”, jest już dostępne w twoim domu na Netflixie. Życzę wszystkim czytającym udanego wieczoru.

 

0
Would love your thoughts, please comment.x