Słodkie koty i magiczna opowieść czyli „Narzeczona dla kota”

Film Narzeczona dla kota z legendarnego Studia Ghibli przybliża nam historię Haru, która jest normalną dziewczyną uczęszczającą do szkoły, posiadającą swoje marzenia i osobę, którą darzy uczuciem.

Wszystko zmienia się, gdy ratuje życie pewnemu kotu, jak się okazuje, jest on księciem Kociego Królestwa. W tym momencie zaczyna się oderwana od rzeczywistości historia Haru mierzącej się z konsekwencjami swojego wyboru dzięki zdolności porozumiewania się ze słodkimi sierściuchami. Oderwana od rzeczywistości? To Studio Ghibli, tutaj wszystko jest możliwe. Czytających przed sięgnięciem wzrokiem po dalszą część mojego wywodu chciałbym ostrzec przed dużymi ilościami kocimiętki czy też spoilerów, co kto woli.
Świat przedstawiony możemy podzielić na trzy różne wymiary. Po pierwsze „nasz” świat, w którym żyją w zgodzie koty i ludzie. Czworonogi w tym wymiarze ujawniają się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Po drugie pośrednika między wszystkimi królestwami, ostoję Barona dżentelmena, który wykonuje swoje obowiązki, będąc dobroczynnym „wujkiem”. Jako ostatnią lokację ogólną możemy wyróżnić Królestwo Kotów zmagające się ze złem i dobrem jednocześnie. Dwa pierwsze wymienione przykłady to nic jak normalne, choć przesiąknięte elementami magicznymi wymiary, które nie są do siebie wrogo nastawione. Ba, sama ojczyzna kotów nie posiada żadnych negatywnych wspomnień związanych z istnieniem ludzi. Kraina ta jest słodkim rajem na Ziemi, w którym nie jesteśmy w stanie myśleć logicznie i ponosimy się swoim fantazjom narzuconym przez osobę trzecią lub tkwiących w nas samych.

Można powiedzieć, że zwierzęta zbudowały tutaj ustrój, przypominający ten totalitarny wykorzystując do jego stworzenia magię siedzącą w głębi, aby sterować swoimi obywatelami. Pozostaje jedynie grupka nielicznych o zdrowym rozsądku z samym czworonożnym księciem na czele. Jego ojciec jest bezwzględny i okrutny czego nie można powiedzieć o potomku władcy. Starzec, który rządzi kocią ziemią, stara się zachować pozory, aby ukryć swój obłęd, który koniec końców objawia się wszystkim bohaterom w na przykład likwidacji nadwornych zabawiaczy otoczenia wysoko postawionych naszego dyktatora.

Antagonista wywołuje również u wielu bezgraniczne oddanie, przez co jest wodzem idealnym, dzięki czemu koty mu usługujące, nie widzą w nim żadnych wad, a tylko i wyłącznie dobrego ojczulka narodu kociego. Król może pozwolić sobie na wszystko, dopóki na zamek nie powraca jego syn, który wzbudza poczucie troski w ojcu, ale nadal nie powstrzymuje jego żądzy posiadania tego, czego sobie zażyczył. Dobro i zło jesteśmy w stanie odróżnić gołym okiem, czego nie można powiedzieć o kilku, dosyć oczywistych zwrotach akcji.
Budynki, fauna i flora poprzez różnorodność kolorów użytych do tchnięcia życia w animację stanowią przyjazną dla oka i duszy sztukę, na skutek czego jesteśmy w stanie na ponad godzinę filmu zżyć się z bohaterami, jak i ich przenikającymi się światami. Uczestniczymy w ich życiu na tyle długo, aby poznać charakter postaci, wynikające z niego wady i zalety, które ujawniają się w kluczowych momentach dla fabuły lub typowych, codziennych czynnościach. Przygoda zmienia przede wszystkim Haru, która przed doświadczeniami z gadającymi kotami była jako tako nieodpowiedzialną, spóźnialską i żyjącą w pełni chwilą nastolatką. Spotkanie „innych” i ich opieka nad życiem protagonistki doprowadziła do powstania u bohaterki kompletnie przeciwnych cech, a więc koty z fantastycznej krainy pozwoliły jej dorosnąć, chociaż pod pewnymi aspektami. Oczywiście nie jest rzeczą złą pozostać dzieckiem. Uczy o tym każda animacja Ghibli, przedstawiając przemiany osobowościowe u młodszych postaci i ukazując je jako istoty, które nie zamierzają się poddawać i są kreatywne, ciekawe świata, a zarazem inteligentne jak na swój wiek. Animacje nie zwracają uwagi na ilość przeżytych wiosen bohaterów, każdy może być wielki, a wiek to tylko liczba. Nie jest on ograniczeniem.
Największym plusem filmu są według mnie różne wymiary jednego świata, które się uzupełniają. Kolejno koty, jak i Haru są innymi w Kocim Królestwie lub ludzkim. Różne czynniki wpływają na zachowanie, wygląd danego osobnika względem lokacji, w której się znajduje. Najważniejszym faktem jest chyba to, że magia kocilandu z czasem zamienia Haru w kota. Sama bohaterka jest oślepiona przez słodkie czworonogi i ich otoczenie, nie zwraca uwagi na prawdziwy cel swojego życia, a jej osobowość zaczyna zanikać. Potrzebuje kogoś z zewnątrz, aby spowodował przywrócenie jej dawnych, charakterystycznych cech wyglądu człowieka co prowadzi do wątku oddania zwierząt dla Haru dzięki złożonej obietnicy, która się spełnia. Narzeczona dla kota to nie tylko przenikające się i egzystujące razem ze sobą światy, ale również doskonały „inny” będący człowiekiem lub kotem co zależy od wymiaru, w którym obecnie toczy się akcja. Poza tym jest to bardzo dobra historia o przyjaźni i oddaniu dla siebie. Biuro Kocich Spraw to instytucja pomagająca bezinteresownie, dzięki czemu jest dobrym przyjacielem dla czworonoga lub istoty ludzkiej. Nie krytykuje za to, że jesteś człowiekiem, a nie kotem będąc tolerancyjnym miejscem kierowanym sprawiedliwością. Narzeczona dla kota od Studia Ghibli dostępna jest na Netflixie.

Oglądaliście, zamierzacie obejrzeć? Jeśli nie to polecam, chociażby dla wykreowanych przez twórców słodkich futrzaków, ale pamiętajcie, że nie tylko nimi żyje cały film.

0
Would love your thoughts, please comment.x