Wydawnictwo Egmont i ich wydania klasycznych komiksów o Smerfach z rysunkami Peyo cofają mnie do czasów dzieciństwa i czytania tych książek po wielokroć. Jest to niezwykle przyjemna podróż.
W kolejnej odsłonie dzielne błękitne ludziki muszą zmierzyć się z Krakuasem. Jest to monstrualny ptak, a do jego powstania przyczynił się… jeden ze Smerfów, nie do końca spełniając powierzone mu przez Papę Smerfa zadanie. Druga historyjka opowiada o smerfie, który nie mogąc odnaleźć się w wiosce, postanawia wyruszyć w długą, samotną wędrówkę. Pech chce, że podczas wyprawy trafia na odwiecznego wroga Smerfów – Gargamela.
Trudno mi oceniać ten komiks, bo w mojej opinii najlepiej świadczy o nim uniwersalność tej i innych historii o Smerfach. Bawią, uczą od kilku dekad, cieszą zarówno młodych czytelników, jak i tych, którzy powracają z sentymentem do czytanych w dzieciństwie książeczek. Nie ulega też wątpliwości, że nikt nie narysuje Smerfów i ich świata tak jak Peyo. Ta kreska znana z komiksów i dawnej Wieczorynki (kiedyś to było!) jest po prostu niepodrabialna. W innej szacie graficznej nie ma tego klimatu.
Wartości, które są przekazywane za pośrednictwem niebieskich stworków, takie jak: przyjaźń, solidarność, zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, uczciwość, prawdomówność, są ponadczasowe. Dlatego te historie nigdy nie stracą na aktualności i wartości. Liczę na to, że kolejne pokolenia również sięgną po komiksy ze Smerfami i że my, dorośli, będziemy na tyle mądrzy, by im je podsunąć!
Odpowiedz