Dzieci są najłatwiejszym celem. Zwłaszcza, gdy uda się zdobyć ich zaufanie oraz zachęcić je, by same weszły w pułapkę…
Nikt, kto krzywdzi, nie może pozostać bezkarnym
Kraków. Ciepły, majowy dzień. Spokojny poranny spacer starszego mężczyzny przerywa makabryczne odkrycie – znajduje on ciało małego chłopca, brutalnie pozbawionego życia. Rozpoczyna to krótką (pod względem liczby ofiar), choć intensywną serię zabójstw, od której całe miasto zamiera. Policja krąży po omacku. Za to zwyrodnialec bawi się w najlepsze. Uśmierca kolejne maluchy i można stwierdzić, że sprawia mu to przyjemność. W końcu następuje ta chwila. Oprawcę dosięgła sprawiedliwość. Trafia on za kratki i wydaje się, że mieszkańcy mogą wreszcie odetchnąć z ulgą. Zwłaszcza, gdy osadzony decyduje się w więzieniu na samobójstwo. Jednak coś tu zaczyna nie pasować… Wątpliwości cały czas rosną i bohaterowie nie są już tak pewni, czy osadzony samobójca to na pewno poszukiwany morderca.
Powieść Piekło–niebo Pawła Fleszara to jeden z lepszych kryminałów, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. Fabuła od samego początku wrzuca nas na głęboką wodę, co bardzo cenię w takich pozycjach. Jej rozwój jest dynamiczny, ale równocześnie nie przesadzony, więc czytelnik nie czuje się przemęczony. Śledzenie poczynań funkcjonariuszy przerywają czasami sceny z punktu widzenia sprawcy. To krótkie, niewielkie wstawki, ale jednak dają wgląd w umysł mordercy.
Największym zaskoczeniem był finał. Zostawił mnie z poczuciem satysfakcji po dobrze spożytkowanym czasie, ale też z wieloma pytaniami, że jak mogłam się tego nie domyślić wcześniej? Tym bardziej z ogromną przyjemnością sięgnę też po inne pozycje autorstwa Pana Pawła, jeśli oczywiście takie są, bądź zostaną w naszym kraju wydane. I Wam również polecam serdecznie zrobić to samo!
Książka udostępniona do recenzji dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins.
Odpowiedz