Za mną ostatni tom trylogii autorstwa Timothy’ego Zahna z uniwersum Star Wars. Rzuciła ona nowe światło na Gwiezdne Wojny i historię Wielkiego Admirała.
Na początku moje oczekiwania z nią związane nie były zbyt wysokie. Teraz uważam, że była to naprawdę dobra historia. Dlaczego?
Najpierw słówko o ostatniej części pod tytułem Mniejsze zło.
Dynastia Chissów położona jest daleko od Coruscant i wszystkich światów Jądra. Stara się izolować od innych i żyć po swojemu. Władzę sprawuje tam Dziewięć Rodzin Rządzących. Zajmują się polityką oraz utrzymywaniem porządku. Jednak wróg znajduje sposób, aby zburzyć ich wzajemne zaufanie. W powietrzu wisi wojna domowa. Oczywiście Thrawn ma plan. Co zrobi, aby Dynastia nie upadła? Co jest w stanie poświęcić?
Książka jest zdecydowanie grubsza niż wcześniejsze części. Zapewne dlatego, że autor bardzo ładnie pozamykał dotychczas poruszone kwestie. O niektórych nawet udało mi się zapomnieć. Przed rozpoczęciem czytania warto więc wrócić na chwilę do tego, co się wydarzyło we wcześniejszych tomach.
Chaos skupia się na zagrożeniach zewnętrznych, natomiast Wyższe Dobro pokazuje nam wewnętrzne intrygi. Mniejsze Zło daje nam mieszankę wszystkiego. I naprawdę się z tego powodu cieszę. Dlaczego? W drugiej części brakowało mi niektórych postaci, a wątki poruszone w pierwszej wydawały się urwane. Tamten niedosyt został solidnie w końcu zaspokojony.
Timothy Zahn stworzył masę wspaniałych postaci. Thalias i Che’ri to bohaterki, których losy chętnie śledziłam. Na szczęście mamy ich o wiele więcej w ostatnim tomie. Ar’alani również uwielbiam. W trakcie całej trylogii jej relacja z Thrawnem była chyba moją ulubioną. Uśmiechałam się za każdym razem, gdy bardziej doświadczona pani admirał musiała znosić, a czasem i hamować zachowanie swego podopiecznego. A co do tytułowego bohatera… Wprawdzie na przestrzeni historii nie przechodzi jakiejś wielkiej przemiany, ale mimo wszystko jego charakter jest niezwykły. Chiss, o którym mowa, to nie tylko niesamowity strateg, ale również znawca sztuki. Obserwując elementy kultury, takie jak rzeźby czy choćby przedmioty użytku codziennego należące do innych ras, potrafił w prosty sposób ocenić, co jest ich mocną lub słabą stroną, nie tylko pod względem militarnym. Główna wada Thrawna to znikoma umiejętność odczytywania uczuć innych. Główny bohater jest chyba niezdiagnozowanym socjopatą. Cała jego postać często przywodziła mi na myśl Sherlocka Holmesa z serii powieści sir Arthura Conan Doyle’a.
Warto pochwalić autora za poszerzenie uniwersum. Wiele dowiedzieliśmy się o rasie Chissów, i nie tylko o tej. Poznaliśmy życie poza granicami Republiki. To nadal były Gwiezdne Wojny, ale trochę inne. Wszystko działo się z dala od zgiełku Coruscant czy Tatooine. Dodatkowo styl Zahna obejmuje wspaniale opisane bitwy, maszyny i relacje między bohaterami. Uważam jednak, iż nie każdemu może on przypaść do gustu, ale zapewniam, że warto dać szansę. Fabuła trzyma w napięciu, nie brakuje akcji i humoru, a bohaterowie są interesujący i bardzo dobrze wykreowanii. Zakończenie idealnie podsumowuje całą historię i wprowadza w kolejną część.
Chaos, Wyższe Dobro i Mniejsze Zło to książki poprzedzające wydarzenia z wcześniej wydanej trylogii tego autora, o tym samym bohaterze. Jest oczywiście kanoniczna.
Okładki. Nie mogę o nich nie wspomnieć. Są spójne, eleganckie i wyglądają poważnie, ale nadal widać, że to science-fiction. Kolorystyka ogranicza się do czerni, czerwieni i szarości. Pięknie wyglądają w biblioteczce.
Dynastia Thrawna rzuca nowe światło na uniwersum Gwiezdnych Wojen. Na początku nie byłam do niej przekonana. Teraz nie żałuję ani jednej chwili spędzonej na czytaniu. Poznajemy wczesne losy Wielkiego Admirała Thrawna, zanim przyłączył się do Imperium. Gorąco polecam tę historię każdemu, kto uwielbia świat Star Wars. Mimo że nie dzieje się ona w centrum Galaktyki, warto po nią sięgnąć i spojrzeć inaczej na niektóre sprawy lub po prostu umilić sobie wieczór.
Uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Olesiejuk za całą Dynastię Thrawna do recenzji.
Odpowiedz