Wojny mutantów nie mają końca – recenzja komiksu „X-Men. Punkty zwrotne – Masakra mutantów”

Pojedynki między mutantami doprowadzają do straszliwej rzezi. Czy jeszcze kiedyś podniosą się po tym, co przeżyli w tym komiksie?

Za scenariusz tego dzieła odpowiadają Chris Claremont, Louise Simonson, Walter Simonson i Ann Nocenti. Album zawiera następujące zeszyty: Uncanny X-Men #210–214, X-Factor #9–11, New Mutants #46, Thor #373–374, Power Pack #27 i Daredevil #238.

Tempo fabuły w komiksie zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz otrzymujemy szybką i świetną akcję, która chwilę później spowalnia, dając nam kilka stron dialogów. W tej pozycji zostały przedstawione ciekawe pomysły fabularne, jak na przykład nieświadomość bohaterów czy mają do czynienia z jawą, czy snem. Jesteśmy wciągnięci do świata, gdzie jest wiele superbohaterów, co może wprowadzić czytelnika w zagubienie. Jednak wraz z kolejnymi częściami nie czuć już tego i czyta się je lekko. Pozycja dostarcza także kilku niespodziewanych zwrotów akcji. Dobrym rozwiązaniem są nawiązania do innych zeszytów, tak by można było łatwiej zrozumieć całą historię.

Rodzaj grafiki zastosowanej w komiksie jest inny niż w ostatnich pozycjach wydanych od Marvela. Wybór kolorystyki wydaje się ograniczony. Czy jest to zmiana na plus, czy na minus trudno stwierdzić. Momentami wyglądało to całkiem przyjemnie dla oka, ale czasami pojawiały się też ilustracje, które ciężko zrozumieć. Dobór kolorów w niektórych obrazkach nie był najlepszy i wyglądało jakby postacie rozmazywały się z tłem.

Osoby, które są bardzo wrażliwe również znajdą coś dla siebie. W toku tych wszystkich potyczek otrzymujemy kilka naprawdę emocjonalnych scen, jak na przykład chwile słabości, które pozwalają poczuć to, co nasz ulubiony superbohater. Pozycja pokazuje również zagubienie niektórych postaci. Niestety przyjdzie nam pogodzić się ze stratą paru bohaterów.

Ten komiks na pewno nie jest komedią. Ilość humoru jest dosyć ograniczona, co może nie być wcale wadą tego dzieła. Dostajemy poważny klimat, ale pojawiają się jakieś delikatne żarty lub nieprawdopodobne sytuacje, które mogą wywołać delikatny uśmiech. Interesująca jest też narracja w zeszycie o Daredevilu, którą napisano dosyć zabawnie i lekko.

Album zawiera sporo dobrych scen walki. W momentach, kiedy otrzymujemy szybką akcję, dostajemy tym samym kawał świetnej rozrywki. Przede wszystkim są one dobrze rozplanowane, każda z postaci stara się korzystać ze swoich zdolności najlepiej, jak potrafi. Ponownie należy pochwalić zeszyt związany z diabłem z Hell’s Kitchen. Wiele osób może stwierdzić, że właśnie tam ukazane są najlepsze starcia pomiędzy dobrem a złem.

Podsumowując, komiks jest zdecydowanie godny polecenia. Ta 320-stronicowa pozycja zabierze czytelnika w przygodę na kilka dobrych godzin. Znajdziemy tutaj emocjonujące dialogi i znakomite sceny walki, które napędzają fabułę nieustannie. Jest to dość poważna pozycja, czasami emocjonalna, doskonale nadająca się na jakiś smutniejszy dłuższy wieczór. Czytelnik po przeczytaniu tego dzieła powinien zadać sobie ważne pytania: Czy doceniamy to wszystko, co robią dla nas inni ludzie i co jeśli pewnego dnia ich stracimy?  Warto pomyśleć o swoich najbliższych: rodzinie i przyjaciołach. 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za otrzymanie egzemplarza do recenzji. 

1
0
Would love your thoughts, please comment.x