Nie moja bajka — recenzja komiksu „Jack z baśni” autorstwa Billa Willinghama

Pierwszy z trzech tomów wydania zbiorczego spin-offu Baśni, czyli Billa Willinghama nie przypadł mi do gustu. Dlaczego tak się stało?

Album zawiera materiały opublikowane wcześniej w amerykańskich zeszytach Jack Of Fables #1–16, wybór wstępnych szkiców Akinsa, a także przedmowę tytułowego bohatera.

Po opuszczeniu bezpiecznych, lecz dusznych granic Baśniogrodu na rzecz okrutnych i dławiących marzenia ulic Hollywood, niezrównany Jack Horner zyskał niespotykaną sławę oraz fortunę, sprzedając własną, nadmiernie ubarwioną legendę… Tylko po to, by wszystko odebrali mu stróże baśniogrodzkiego prawa. Teraz pozbawiony bogactwa i zmuszony do życia na wygnaniu Jack musi powrócić do korzeni jako wędrowny szelma, goniący za łatwymi pieniędzmi i jeszcze łatwiejszymi kobietami. Gdy jednak wyrusza w podróż, szybko się okazuje, że w doczesnym świecie czyhają niebezpieczeństwa, z jakimi nawet taki nadzwyczaj doświadczony hultaj jeszcze nigdy się nie spotkał. Na tym polega problem z wrodzoną wspaniałością – reszta rzeczywistości zawsze przynosi rozczarowanie!

Na wstępie przyznam, że nie czytałam Baśni Billa Willinghama, za co pewnie zostanę skrytykowana, ale proszę o chwilę uwagi. Liczyłam na to, że Jack z baśni będzie tym komiksem, który zachęci mnie do ich poznania! W końcu gatunek ten od zawsze urzekał mnie swoją kreatywnością, przesłaniem, tudzież zapadającymi w pamięć postaciami. To powiedziawszy, muszę orzec, iż przede wszystkim nie zdołałam polubić Jacka, a przecież nie jest tajemnicą, że, jak większość kobiet, mam do łotrów słabość! Odniosłam natomiast wrażenie, że mężczyznę chciano wykreować na sympatycznego gagatka, podczas gdy jego niemoralne czyny pozostawały niepoparte żadną sensowną, jak dla mnie motywacją i wykraczały daleko poza próg tolerancji. Oczywiście ktoś mógłby teraz zauważyć, że taki właśnie był zamiar, a jego charakter pokrywa się z tym, co możemy przeczytać na okładce. Pewnie miałby rację, co nie zmienia faktu, że nie tak sobie to wyobrażałam. W postaci Hornera nie ma nic, co przyciągnęłoby moją uwagę lub obudziło do niej, choć cień sympatii. Nie przeszła ona żadnego rozwoju, a ponadto zabrakło jej głębi i złożoności. To zaś poskutkowało moim brakiem zainteresowania przygodami, jakie odbywała.

Wiedząc już, że nie polubię się z Jackiem, w pewnym momencie zaczęłam szukać jakiejkolwiek postaci, której losy chciałabym śledzić i dla której z chęcią przeczytałabym ten komiks do końca. Niestety żadnej takiej nie znalazłam, przez co lektura szła mi opornie i pragnęłam jak najszybciej mieć ją za sobą.

Nie pomógł fakt, że sama fabuła okazała się dla mnie mało wciągająca oraz słaba, jak i zresztą narracja obfita w rodzaj humoru, jakiego nie jestem fanką.

Gdybym miała wskazać jakąś zaletę, to z pewnością byłyby to ilustracje. Zespół rysowników na czele z Tony’m Akinsem stworzył bogate i nasycone żywymi kolorami rysunki, dbając przy tym o wszelkie szczegóły, co sprawia, że aż miło na nie popatrzeć.

Reasumując, niezależnie od zamiarów, czy też wizji, jakie mieli twórcy, Jack z baśni to nie moja bajka. Nie przywiązałam się do żadnego z bohaterów, a fabuła zwyczajnie mnie nie zainteresowała. Po kolejne tomy sięgać nie zamierzam, natomiast w internecie natknęłam się na sporo pozytywnych recenzji, dlatego też nie zniechęcam was do zakupu komiksu. Po prostu przeczytajcie go i przekonajcie się sami.

Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Na codzień opiekunka ekspozycji w MAiE. W wolnej chwili czyta książki, ogląda filmy, gra na playstation, pije kawę. Fanka Marvela, Gwiezdnych Wojen i twenty øne piløts |-/
0
Would love your thoughts, please comment.x