Recenzja 7 odcinka 3 sezonu „Ania, nie Anna”

Witam ponownie! Minął już ponad tydzień, a to oznacza, że będziecie mieli okazję przeczytać moje wrażenia dotyczące odcinka 7 trzeciego sezonu „Ani, nie Anny”! Odcinek 6 wywołał we mnie naprawdę mieszane uczucia. Nie był zły, ale jednak sporo aspektów sprawiło, że po obejrzeniu byłam nieco skołowana. Wiązałam spore nadzieje z kolejnym odcinkiem. Muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam! Już w tym momencie mogę powiedzieć, że właśnie ta odsłona trzeciego sezonu jest jedną z moich ulubionych, o ile nie ulubioną na chwilę obecną… Dobrze, ale omówmy to, co się wydarzyło!


Cóż, zaczęło się wcale nie tak ładnie i przyjemnie jakbyśmy chcieli. Każdy z Was na pewno dobrze zna charakter Ani Shirley-Cuthbert. Jest to wspaniała osoba, aczkolwiek często najpierw wprowadzająca czyny w swoje życie, a dopiero potem myśląca. Sprawa Józi Pye była dla naszej bohaterki niesamowicie ważna. Dziewczynka była świadoma tego, że Billy nie miał prawa dotykać jej koleżanki, a także, że wina nie leżała po stronie młodej panienki…Ania nie byłaby sobą, gdyby nie zrobiła czegoś, co pomoże ludziom zrozumieć, co się właściwie stało. Wpis w gazecie wydawał się perfekcyjny, ale skutek był trochę odwrotny do zamierzonego. Przyznam, że się troszkę tego spodziewałam… Dosadne słowa i mało poinformowane środowisko w Avonlea. W takich małych wioseczkach wszystko bardzo szybko się rozchodzi. Nic dziwnego zatem, że po niedzielnej mszy każdy już wiedział o zdaniu Ani na temat kobiet i ich praw. No a Józia? Powinna być wdzięczna za taką pomoc, czy też nie? Fakt, że otrzymała przeprosiny, był naprawdę budujący, ale jej zachowanie… już nie. Można to tłumaczyć traumą, jaką przeżyła, smutkiem i złością, że teraz ma właściwie zniszczoną reputację, ale czy powinna aż tak impulsywnie reagować? Nazwanie “śmieciem” Ani rozerwało mi serce

Pięknym momentem była scena, gdzie Ania tłumaczyła koleżance, że tylko ona może zdecydować ile jest warta, opierając to na swoich doświadczeniach. Ta mała (wielka) istotka chce dla całego świata dobrze, a wychodzi różnie… W każdym razie cieszę się, że Józia ostatecznie zrozumiała (bo tak się przynajmniej wydaje) całą sprawę i dołączyła do kolegów i koleżanek podczas akcji w ratuszu! Cały ten protest wywołał na mnie ogromne wrażenie. Kobiety w XIX wieku nie miały wcale łatwo. Uważam, że wszystkie sceny pokazujące ich traktowanie dawały dużo do myślenia. Ktoś może powiedzieć, że było to przekoloryzowane, ale ja się z tym zdecydowanie nie zgadzam. Ania jak na swój wiek była bardzo świadomą dziewczynką, a także bardzo “odstającą” swoimi poglądami, nawet jeśli były one słuszne. Od momentu, kiedy nasza bohaterka z Gilbertem czekali na swoich przyjaciół aż do finału w ratuszu miałam po prostu ciary. Muzyka, przekaz, sposób, w jaki zostało to ukazane, naprawdę mnie wzruszył. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych scen ogólnie w całym serialu. Wspaniale widzieć, że bardzo dużo ludzi, a nawet Maryla z Mateuszem,a także Prissy, która w tym odcinku była po prostu fenomenalna, przyłączyli się do akcji. Twórcy chcieli poruszyć ważny temat i przedstawić go w piękny sposób-udało się, brawo! 

 Muszę pochwalić wątek relacji Panny Stacy oraz Ani. Trochę mi tego brakowało, a przecież wiemy z książki, że miały bardzo dobrą relację. Wcale nie dziwię się słowom dziewczyny o tęsknocie, kiedy pójdzie do Queens, sama bym tęskniła za taką nauczycielką! Na koniec chciałabym odwołać się do chyba najgorętszego wątku w serialu,czyli Ani i Gilberta. Po 6 odcinku nie nastawiałam się na nic, jeśli chodzi o ich relację, ponieważ nie chciałam rozczarowania. Muszę jednak przyznać, że bardzo podobał mi się ich wątek w ostatnim epizodzie. Mimo różnych przeszkód widać, że naszym bohaterom zależy na kontakcie. Scena, gdzie Gilbert bronił postawy Ani przed klasą, była naprawdę bardzo fajna. On także odstaje dojrzałością od reszty chłopców, więc uważam, że tutaj zostało to dobrze podkreślone, zwłaszcza że jak widać, jego zdanie ma w klasie znaczenie. Bardzo zaangażował się także w protest, razem z główną bohaterką wspaniale spajali całą grupę. Ich wspólna scena w końcówce odcinka jest jedną z moich ulubionych. Nawiązanie do literowania z pierwszego sezonu było świetnym pomysłem! Mogliśmy zobaczyć, że relacja Gilberta i Ani naprawdę wchodzi na wyższy poziom. Nie jest to już ciągłe kłócenie się, co zresztą zostało nawet wspomniane. Wygląda na to, że chłopak ma spory dylemat. Przez ich rozmowę zaczął najwyraźniej zastanawiać się nad relacją z Winnie. Jaki ostatecznie ruch wykona? Ciężko mi to przewidzieć, ale cieszę się, że mają dobry kontakt i liczę na to, że zostanie tak do końca sezonu.

Chciałabym jeszcze krótko nawiązać do ostatniej sceny, która bardzo mnie zdenerwowała. Najwyraźniej ci mężczyźni nie zrozumieli niczego, co chciała przekazać młodzież. Kradzież maszyny do drukowania i najwyraźniej przy okazji podpalenie szkoły… Zakończenie zostawiło nas w napięciu, jestem bardzo ciekawa co stanie się w kolejnej odsłonie trzeciego sezonu. Czekam niecierpliwie, mając jednocześnie nadzieję, że wszystko zakończy się dobrze…

Podsumowując, odcinek 7 był świetny! Jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych, niósł za sobą piękny przekaz i wiele emocji. Nie mogę się doczekać poniedziałku, aby dowiedzieć się, co stanie się dalej! Koniecznie napiszcie, jakie są wasze wrażenia po obejrzeniu 3×07!

Autorka: Aga B.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x