Riverdale S04E05 Recenzja odcinka! [Uwaga Spoilery]

Dokładnie miesiąc temu Riverdale powróciło na nasze salony z nowym sezonem, którego
początkowym zamysłem był ‘’start od nowa’’. Jedyną rzeczą, która miała odegrać „ważną rolę’’ w tzw. sezonie 4A miała być, postać Edgara Evernevera, którego jednak postanowiono się pozbyć już w trzecim odcinku sezonu. A czy dowiedzieliśmy się co stało się z Farmą? Podsumowując – Riverdale wciąż nie przestaje zaskakiwać.

Piąty odcinek zaczynamy od jakże fascynującego wątku Archiego, który zatroskany o dobro dzieci z Riverdale postanawia sam odbyć walkę z przestępczością całego miasteczka. Aby nieco podrasować wątek świetlicy znajdującej się w dawnym El Royale, otrzymaliśmy też nowy czarny charakter, którym jest Rodger – handlarz narkotyków wykorzystujący młodych dla podwajania własnego zysku. W końcu odnosimy wrażenie, że Archiemu udaje się wystraszyć wroga, jednak niektóre dzieciaki cały czas kurczowo trzymają się złej ‘’strony mocy’’.

Biorąc pod lupę wszystkie sezony, uważam, że historia Archiego cały czas podlega powtórzeniom. Ale moim zdaniem lepsze już to, niż ciągłe komentarze widzów, że jest postacią bez zainteresowań (chyba wszyscy powinniśmy się w tej kwestii zgodzić). Jest więc to kolejna próba zwrócenia uwagi na przecież wciąż głównego bohatera serialu.

Przejdźmy tymczasem do Betty, która chyba w końcu znalazłszy odrobinę czasu wolnego wpada w sidła kolejnej zagadki, która pozwoli poznać jej bliżej… siebie. Dobiegamy tu do kolejnego nawiązania do Farmy z sezonu 3, kiedy to dowiedzieliśmy się o obecności tzw. „morderczych genów’’ w organizmie bohaterki. Tym razem jednak znajdujemy tego potwierdzenie. Co więc będzie musiała zrobić Betty, aby zwalczyć swą prawdziwą naturę? A może lekarz badający obecność genu też należy do Farmy lub został przez kogoś przekupiony? W tym serialu wszystko jest możliwe.

Od Betty przejdę od razu do postaci Charlesa. Kiedy już wydawało nam się, że będzie miłą, ciekawą postacią, która daje nam nadzieję na polubienie jakiegokolwiek mieszkańca Riverdale – reżyserzy mówią nie. Przypominając sobie podsłuch, jaki założył na telefonie własnej siostry (a może też nie?) od razu widzimy, że jest z nim coś nie tak. Jak mogliśmy się spodziewać, Betty od razu orientuje się, że w sumie nie wie nic o Charlesie i postanawia znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, które mam nadzieję poznamy już niebawem.

Osobiście uważam, że Charles prawdopodobnie okaże się „riverdalową’’ wersją Jonathana Morgensterna znanego z serialu Shadowhunters, czy serii książek Dary Anioła amerykańskiej autorki Cassandry Clare. Już dotychczas podobieństwo obydwu postaci sięga zenitu – chęć akceptacji, możliwa obsesja na punkcie siostry. Miejmy jednak nadzieję, że Riverdale ponownie zaskoczy nas własnym rozwiązaniem historii, a nie zdziwię się, jeśli tak będzie.

Tymczasem Veronica wraz z pomocą Mary Andrews w osobie prawnika stara się wyciągnąć Hermione Lodge z więzienia oraz zostawić tam Hirama na jak najdłuższy okres czasu. I przepraszam bardzo, ale jak to się ma do poprzedniego orzeczenia Veronici, że nie stanie po stronie żadnego z rodziców? Muszę jednak przyznać, że jak do tej pory wątek uwolnienia Hermione wydaje mi się najbardziej sensowny.

Stąd wyruszamy, aby bliżej poznać nową postać, którą otrzymaliśmy w tym odcinku, mianowicie siostrę Veronici i córkę Hirama – Hermosę. Jak stwierdza, przyjechała aż z Miami, aby pomóc ojcu i dzięki jej szantażowi znów zobaczymy go na wolności już w następnym odcinku. Osobiście ta postać wyjątkowo mnie zaintrygowała i myślę, że ma potencjał, by zostać najlepszym bohaterem serialu.

Gdy to wszystko ma miejsce, Jughead dzięki Stonewall poznaje bliżej postać swojego dziadka, z którym prawdopodobnie łączy go więcej niż myślał, równocześnie cały czas rywalizując ze szkolnym kolegą Bretem. Ale to tylko cisza przed burzą, moi mili. Założę się, że ta szkoła skrywa przed nami jeszcze wiele sekretów.

Tak jak cały odcinek uważam za monotonny, absolutnie końcówka dostarcza tu dużego uderzenia – konkretnie kolejny element układanki dotyczący tajemniczej sytuacji z przyszłości z udziałem głównej serialowej czwórki. Reżyserzy dostarczają nam kolejny rzekomy dowód śmierci Jugheada. Ale zastanówmy się – czy naprawdę ktokolwiek z Was wierzy w jego śmierć? Pominę fakt jak bardzo by mnie ona ucieszyła, gdyby wydarzyła się naprawdę, no ale niestety. Moja teoria zakłada, że czwórka dokonała aktu morderstwa postaci, którą może już znamy, a może poznamy w przyszłości, ale sprawy skomplikowały się tak, że Jughead musiał się poświęcić i zaaranżować własną śmierć, żeby wszyscy w nią uwierzyli (jak widzimy – nawet jego tata). A gdzie podzieje się w tym czasie – na to pytanie odpowiedź zapewne poznamy; nie zdziwię się, jeśli będzie to główna zagadka piątego sezonu (jeśli oczywiście w ogóle moja teoria przynajmniej w po części okaże się prawdziwa).

Koniecznie dajcie, znać co Wy sądzicie o ostatnim odcinku i jakie są Wasze teorie dot. śmierci Jugheada! Oraz czy polubiliście postać Hermosy?

Autorka: petiteslocket [Odwiedź jej instagram – Klik]

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Would love your thoughts, please comment.x