Coś innego – recenzja książki “Rycerz siedmiu królestw”

Opowiadania o Wędrownym Rycerzu to coś zupełnie innego niż to, co znaliśmy dotychczas – brak tu spektakularnych „efektów specjalnych” znanych z Pieśni Lodu i Ognia czy serialu Gra o tron. Historia skupia się na pojedynczym rycerzu i jego trudnych moralnych wyborach.

Akcja rozgrywa się około stu lat przed wydarzeniami z głównej sagi. Głównym bohaterem jest Ser Duncan Wysoki, zwany Dunkiem – prostolinijny, uczciwy, ale niezbyt błyskotliwy rycerz, który po śmierci swojego mistrza postanawia samodzielnie ruszyć w świat. Towarzyszy mu tajemniczy chłopiec, Jajo (Egg), który szybko okazuje się kimś znacznie ważniejszym, niż sugerowałaby jego pozycja społeczna.

Westeros bez wielkiej polityki

Największym plusem, a zarazem pewnym minusem, jest skala narracji. Ród Smoka czy Gra o Tron przyzwyczaiły nas do brutalnej polityki, zdrad, widowiskowych bitew i smoków. Tutaj Martin znacząco zwalnia tempo. Zamiast królów i wielkich intryg otrzymujemy coś innego: Duncan wraz ze swoim giermkiem odwiedzają turnieje rycerskie, a my obserwujemy codzienne życie zwykłych ludzi oraz realia bycia rycerzem bez majątku i wpływów.

Czasami aż ciężko było mi uwierzyć, że to historia osadzona w Westeros, właśnie ze względu na to powolne tempo. Momentami czułem znużenie, jednak autor zadbał o to, by ostatecznie zawsze „coś się działo”, brutalnie zderzając Dunka z realiami. Główny bohater naiwnie wierzył, że honor i sprawiedliwość to cechy, które posiada każdy rycerz… Nic bardziej mylnego. Bardzo szybko odkrywa, że dla większości pasowanych panów rycerstwo to jedynie narzędzie prestiżu, a nie moralny obowiązek.

Bohaterowie zamiast spektaklu

Dunk wyróżnia się na tle znanych nam postaci, ponieważ chwilami można by go określić jako „nijakiego”. Nie jest genialnym strategiem, nie zna się na intrygach i nie potrafi manipulować ludźmi. Jego siła opiera się na prostocie, dobroci, a czasem wręcz naiwności. To głównie Jajo go naprowadza i uzupełnia jego braki w wiedzy o rodach czy rycerskiej etykiecie. Bez niego Dunk daleko by nie zajechał. Ich relacja jest niesamowita i nadaje powieści przygodowy ton – bez tego duetu lektura wiele by straciła.

Czy warto sięgnąć po książkę?

Serial jest świetny, ale książka Rycerz Siedmu Królestw ma coś, czego kamera nie uchwyci: gawędziarski ton Martina. Autor bawi się konwencją rycerską – Dunk nie jest wielkim wojownikiem z legend, to facet, który często wygrywa dzięki masie ciała i szczęściu, a nie finezyjnej szermierce. W serialu niektóre potyczki słowne Jaja są skrócone, a w książce to właśnie ich dialogi budują ten specyficzny klimat „ojcowsko-braterskiej” więzi.

Dziękuję Wydawnictwu Zysk S-ka za egzeplarz do recenzji.

Jestem miłośnikiem fantastyki oraz świata Pokemonów i uniwersum Marvela. W wolnych chwilach lubię oglądać mało znane produkcje, o których nikt nie słyszał.
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x