Czy wszystko poszło na marne? – „Star Wars. Łowcy Nagród: Atak na „Vermilliona””

Swoją przygodę z komiksami o Łowcach Nagród z uniwersum Gwiezdnych Wojen, zaczęłam dzięki crossoverowi o nazwie Szkarłatne Rządy.

Przyznam, wcześniej ich historie w ogóle mnie nie interesowały, jednak coś sprawiło, że postanowiłam dać temu szansę.

I w taki sposób powstała recenzja dotycząca piątego tomu serii o różnych istotach, które za kredyty zrobią dla ciebie wszystko. Zwłaszcza ci, którzy nie posiadają kompasu moralnego.

Czy Łowcy Nagród przekonają mnie do siebie jeszcze bardziej?

W poprzedniej części dowiadujemy się, że cyborg Valance, przywódca głównej szajki, zostaje uznany za zmarłego po wydarzeniu, jakim była Wojna Łowców Nagród. Tak naprawdę werbuje go sam Lord Vader, aby pracował dla Imperium. Czy się zgadza? Cóż, jego wybór polega na pracy dla Sitha, albo wyrokiem śmierci dla wszystkich, których kocha.

Tymczasem reszcie drużyny udaje się schwytać Vukorah, nową przywódczynię Klanu Niepokonanych.

T’onga, która zajęła miejsce Valance’a pragnie poznać lokalizację „Vermilliona”, okrętu flagowego Szkarłatnego Świtu. Przetrzymują oni prawowitą dziedziczkę nie tylko Klanu Niepokonanych, ale i Lamentu Żałobników. Wszyscy mają nadzieję, że odnalezienie dziewczynki złagodzi konflikt tych dwóch frakcji. Vukorah, jako sojuszniczka Świtu, nie jest skora do współpracy.

Pojawia się też nowy gracz, kolejny pionek Qi’ry i jej szkarłatnej organizacji. Dengar to zabójca na zlecenie. Jednak jego sława pozostawia wiele do życzenia. Przez wielu jest wyśmiewany, ale czy na pewno należy go lekceważyć?

Komiks jest podzielony na dwie historie. Valance’a i reszty drużyny. Jednak ostatecznie zostają wysłani na tę samą misję, tylko że po innych stronach konfliktu. I mamy już pierwszy powód, dla którego sięgnę po kolejną część.

Zacznijmy od antagonisty.

Postać Vukorah to przywódczyni Klanu Niepokonanych (nie ta prawowita). Przyznam, że na początku widziałam ją jako kolejną, psychiczną antagonistkę. Jednak Ethan Sacks, scenarzysta, postanowił pokazać jej jasną stronę. Poruszyło mnie to, jak przeżyła fakt, iż w trakcie walki musiała pozbawić życia Furball, zwierzę Loshy. Jak opowiadała o tooce (taki kosmiczny kot), którą miała w dzieciństwie i patrzyła na jej śmierć, oraz jak po prostu dała za wygraną po tym, co zrobiła. Jak odeszła ze łzami w oczach, gdy Losha nazwała ją socjopatką, której nikt nigdy nie będzie opłakiwał i która zawsze zostanie sama. Vukorah sprawiała wrażenie, że ma takie rzeczy gdzieś, że żadne życie jej nie obchodzi. Jednak pozory mylą, a ja chętnie zobaczę tę postać w kolejnym komiksie, bo przyznam, że mam dosyć bohaterów wyłącznie dobrych, albo całkowicie złych.

To może teraz Tasu Leech, były zawodnik walk na arenie. W poprzedniej części nie wywarł na mnie najmniejszego wrażenia, ponieważ przewijał się tylko jako tło dla reszty. W tym zeszycie dostał o wiele więcej czasu. Chłopak zdecydowanie opowiada się po stronie przemocy i siły fizycznej, a niżeli inteligencji. Jednak drużyna mu tego nie wytyka… no niezbyt często. Tasu traktuje resztę swojej bandy z należytym szacunkiem i przyjaźnią. Uważam, że to ciekawa postać i trochę zagubiona. Jego również mam nadzieję zobaczyć w dalszych tomach.

T’onga i jej żona Losha, nie są już na pierwszym planie jak poprzednio. Ta pierwsza nadal walczy z trudami liderki i próbuje zapewnić kredyty, żeby utrzymać grupę w ryzach. Natomiast druga nie może pogodzić się ze śmiercią Furball, swojej nexu zabitej przez Vukorah. Nie mam do nich negatywnych odczuć, ale do moich ulubionych bohaterek również nie należą. Za to ich związek nie jest narzucającym się wątkiem i sądzę, iż to miła odskocznia od ciągłego zabijania. Mam nadzieję, że twórcy nie planują uśmiercić żadnej z tej dwójki.

Co z Dengarem?

Odpowiedzialnym za całe zamieszanie na „Vermillionie”? Nie lubię go. Ale to dobrze! Postać została napisana trochę przewidywalnie. Chwilami jest irytujący, jednak miałam wrażenie, że tak być powinno. Nie jest słaby, jak wszyscy uważają, ale nie jest też tak niebezpieczny, jak jemu samemu się wydaje.

Valance to naprawdę interesujący bohater. Śmiem twierdzić, że ma najlepiej działający kompas moralny ze wszystkich w tym komiksie. Jednak jego romans z imperialną Porucznik Haydenn, przyprawia mnie o mdłości. Mężczyzna nie sprawia wrażenia specjalnie zainteresowanego, w przeciwieństwie do niej. Mam nadzieję, że ta miłość spłonie niczym nogi Anakina na Mustafar.

Fabuła mnie zainteresowała na tyle, że z wielką chęcią sięgnę po kolejną część. Bohaterowie są różni i bardzo ciekawi. Ponadto scenariusz Ethana Sacksa jest odziany w niesamowite rysunki Natachy Bustos i Paola Villanelli (jednak preferuję kreskę drugiego artysty).

Gorąco zachęcam do zapoznania się z Łowcami Nagród. To warta uwagi zgraja, która wpadła w ręce Szkarłatnego Świtu i Imperium Galaktycznego.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Would love your thoughts, please comment.x