Koniec czy początek? – „Star Wars. Wielka Republika: Strach Jedi”.

Walka z nihilami trwa, a historia z czasów Wielkiej Republiki w uniwersum Gwiezdnych Wojen, jest ciągle rozwijana.

Czy strach to iluzja?

Kto wygra to starcie?

Mistrzyni Keeve Trennis została dowódczynią floty obronnej. Nowe stanowisko nie tylko stawia przed nią wyzwania, ale budzi wątpliwości co do dalszej ścieżki, jaką ma podążać. Tymczasem na Naboo trwają walki z okupantem, które wkrótce przenoszą się nad Eriadu. Młoda Jedi może liczyć na wsparcie ze strony swojego Mistrza, jak i Lourny Dee. Tej samej, która jakiś czas temu była jeźdźcem nawałnicy. Wróg nie próżnuje, sięga po niecywilizowane metody i staje się jeszcze bardziej brutalny i nieprzewidywalny. Tym razem bronią nihilów jest strach. Czy załoga będzie w stanie spojrzeć w oczy swoim największym lękom?

Nie przepadam za postacią Keeve Trennis, choć na końcu, zaczęłam ją rozumieć. Wszyscy jej mówią, że jest w czymś dobra, choć ona sama wie, że tak nie jest. To potężna Jedi, jednak mocno zagubiona. Nie sądzę, aby sprawiła się dobrze w roli dowodzącej. Zdecydowanie odpowiadało jej bycie „zwykłym szeregowym”. Sam fakt prowadzenia wojny przez obrońców światła i życia nie przypadł jej do gustu. Jednak są takie czasy, że neutralność lub uratowanie wszystkich nie wchodzi w grę. Nie wiem, jak chciała wygrać i ocalić niewinnych, jednocześnie oszczędzając nihilów. To osoba pełna sprzeczności, ale można od niej wyczuć koś z rodzaju bohaterek typu „mary sue”. Czyli sama twierdzi, że jest słaba, nie jest gotowa, jest biedna i zagubiona, a jednak nie popełnia błędów i wszystko umie. Takie postacie są nudne.

Lourna Dee straciła trochę swój charakter.

Kiedyś niezwykle brutalna piratka, jeździec nawałnicy (nie byle kto mógł się szczycić tym tytułem), przesiąknięta nienawiścią. Teraz posłuszna, może lekko pyskata i całkowicie odmieniona. To trochę bez sensu. Oczywiście każdy zasługuje na drugą szansę, ale zmiana przyszła jej dość łatwo. Owszem, twórcy zaznaczyli jej wredotę i niewyparzony język, ale to raczej tak na siłę. Co nie zmienia faktu, że to dobra postać. Po prostu wcześniej miała więcej swojego charakteru. Otoczenie też traktuje ją, jakby nic się nie stało. Jakby nie odpowiadała za wiele zabitych istot. Żadnej niechęci czy wyzwisk ze strony rodzin ofiar.

Podobał mi się motyw z dziećmi burzy, które mieliśmy możliwość poznać we wcześniejszych tytułach Wielkiej Republiki. Na głównych bohaterów zsyłały okrutne koszmary i ich największe lęki. W pewnym momencie sama nie wiedziałam, co jest iluzją, a co stanem faktycznym. Jednak w tym komiksie, nihilowie zostali dość łatwo odepchnięci. Być może ich siły zostały przerzedzone, jednak mając Bezimiennych, ogromne oddziały i w pewnym sensie kontrolę nad czasoprzestrzenią, dali się tak po prostu przegnać.

W tej pozycji podoba mi się Lourna Dee, Tey i manipulacja strachem. Potencjał nie został wykorzystany w pełni, a postać Keeve zaniża ocenę tego tytułu.

Scenarzystą był Cavan Scott, co jest dziwne, bo jego poprzednie pozycje były wciągające i fenomenalne. Za rysunki natomiast odpowiada Marika Cresta. Kreska wygląda podobnie do większości komiksów. Niczym się nie wyróżnia, ale wypada w porządku.

Jak na zakończenie pewnej historii to komiks ten nie sprawia wrażenia zbyt dobrego. Polecam jednak się z nim zapoznać, jeśli jesteście wielbicielami Wielkiej Republiki. Znajdzie się w nim kilka pozytywnych aspektów.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x