Na świecie żyje wiele potworów w ludzkiej skórze. O jednych wiemy, o innych nie. A może by tak… umieścić wszystkich w pewnym miejscu i w ten sposób kontrolować?
Czy bestia może wrócić do społeczeństwa?
Contrition, „miasto skruchy” skupia w jednym miejscu wszystkich, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych. Stało się istnym gettem dla pedofili, dręczycieli i gwałcicieli. Dlatego nie zdziwiła mnie decyzja policji, by zbytnio nie przykładać się do śledztwa w sprawie zgonu jednego z mieszkańców. W końcu powód śmierci wydaje się oczywisty – pożar, wywołany przez samą ofiarę. Ale czy nie jest on zbyt idealny? Sama zresztą nie byłam zdziwiona zachowaniem stróżów prawa. Jednego potwora mniej na świecie, kto by się tym przejmował? W końcu żyją oni najczęściej za pieniądze podatników, a kto by chciał opłacać życie takiego „człowieka”…
Jak zwykle w takich pozycjach, jedynie nadgorliwa dziennikarka widziała w tym wszystkim coś więcej i w końcu zmusiła organy ścigania do działania. Powoli, ale skutecznie, wszystko idzie do przodu. Oczywiście, pojawiają się pewne trudności. Sprawca dość umiejętnie zatarł po sobie ślady, co dało mu trochę czasu na ucieczkę. Klasyczny sposób na przedłużenie fabuły i samej historii. W tym przypadku ten zabieg się udał i nie odczułam przeciągania „na siłę”.
Pojawia się też okazja dla Czytelnika, żeby zajrzał nadrugą stronę barykady – punkt widzenia prawdziwego sprawcy, podróżującego z jednym z mieszkańców miasteczka skruchy. Wydaje się, że są zadowoleni z tego, że udało im się wykiwać funkcjonariuszy. Ale coś mi od początku nie pasowało w jednym z nich. Jakiś taki zbyt porządny się wydawał, próbujący jakby na siłę grać tego złego. Dalsza lektura pokazała, że moja ocena nie była bardzo daleka od prawdy.
Dalej następuje lekki odskok w fabule. Mamy okazję przyjrzeć się życiu chłopca, pozornie niezwiązanego z motywem przewodnim komiksu. Josh to zwykły nastolatek. Jak większość dzieci chodzi do szkoły i gra w gry komputerowe. Różnica tkwi w tym, że jego ojciec służy w wojsku, co odbija się na relacjach chłopaka z rówieśnikami. Chłopiec jest przez nich dręczony, o czym nie chce nikomu mówić. Odnajduje się w grze, która pojawiła się ostatnio na rynku, The Manor. Poznaje też w niej dziewczynę o pseudonimie WonderAlly. „Przyjaźń” zapoczątkowana wraz z początkiem rozgrywki, przerodziła się w toksyczną znajomość o tragicznym końcu. Bardzo dotknął mnie ten finał, bo podobnie jak i wspomniany biedak, byłam gnębiona w szkole. Myślę zresztą, że prawie każdy z nas miał takie problemy.
Finalnie, wreszcie dowiadujemy się o tożsamości mordercy mężczyzny z początku opowieści. A także o tym, kto krył się za pseudonimem WonderAlly. W czasie lektury dwukolorowe ubarwienie, jak ze starych niemych filmów, pozwoliło wczuć się w klimat omawianego tematu. Ale też zadało kilka pytań. Czy na pewno wszystko w takich sprawach jest białe albo czarne? Jaki mrok skrywają ludzie z pozornie czystą kartoteką? Dlaczego tak bardzo dehumanizujemy przestępców seksualnych i nie tylko?
Jesteś gotowy, Czytelniku? Tylko uważaj, aby nie pochłonęło Cię zło, czające się po kątach Contrinion Village. Nadal chcesz podjąć to ryzyko? Dobrze, tylko pamiętaj, że ostrzegałam…
Komiks udostępniony do recenzji dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nagle.
Odpowiedz