Nie można ufać nawet sobie – recenzja komiksu „Star Wars. Wielka Republika: Ostrze”

Znów cofamy się do II fazy Wielkiej Republiki. Tym razem przyjrzymy się pobocznej historii dwójki Jedi.

 

Co działo się półtora wieku przed powstaniem Latarni Gwiezdny Blask?

 

Komiks przedstawia historię dwójki Mistrzów Jedi. Jedna ma na imię Barash Silvain, a towarzyszy jej Porter Engle. Tego drugiego mieliśmy przyjemność spotkać w książkach z I fazy Wielkiej Republiki, między innymi w Świetle Jedi.

Zostają oni wysłani na odległą planetę na pograniczu Republiki. Pewni siebie postanawiają stanąć twarzą w twarz z problemem, jakim jest zaostrzający się z każdą chwilą konflikt dwóch frakcji. Już na początku sprawa wydaje się pokręcona, ale potem okazuje się, że jest jeszcze gorzej.

Na pierwszy plan zdecydowanie wychodzi relacja Portera i Barash.

Mówią o sobie brat i siostra oraz są bardzo zżyci. Przyjemnie mi się to czytało. Mamy kilka flashbacków z pobytu w Świątyni na Coruscant, kiedy to zaczęła się ich przyjaźń. Oboje świetnie się dopełniają. Spokojna i umiejąca czytać emocje innych Barash, średnio radzi sobie z mieczem świetlnym.

Z całego serca ufa Porterowi i jest pewna własnych umiejętności psychicznych. To mądra Jedi, która potrafi przyznać się do popełnionych błędów i ponieść konsekwencje. Poza tym jej design jest jednym z ładniejszych, jakie miałam okazję oglądać w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Trzy długie, białe warkocze świetnie pasują do równie jasnej cery, a zielone oczy to podkreślają. Strój Barash, mimo iż jest typową szatą zakonu, ma pewną modyfikację w postaci przedłużonej spódnicy, co dodaje elegancji. Kontrastuje to z metalową ręką i sprawia, iż bohaterka nie jest typową modelką na polu walki.

Portera Engle poznaliśmy w Świetle Jedi.

Był tam przedstawiony jako trochę zmęczony życiem Mistrz nie tylko miecza świetlnego, ale i sztuki kulinarnej. W Ostrzu pojawiło się ciekawe nawiązanie do tej drugiej umiejętności. Pamiętajmy, że w fazie II cofamy się o 150 lat od fazy I. Czyli przed oczami mamy młodego Portera. Jego niesamowite zdolności walki bronią Jedi są legendą. Jest świetnym wojownikiem, choć trochę zarozumiałym i pyskatym. Bezgranicznie ufa Barash i kocha ją jak siostrę. Kocha również zakon i z dumą przyznaje, iż do niego należy. Ceni każde życie. Choć lubi walkę, stara się jej unikać. Jak na Mistrza przystało, również ma w sobie mądrość.

Historia rozwiązywania konfliktu była ciekawie poprowadzona, jednak robiła tylko za tło dla rozwoju głównych bohaterów. Można tu wyczuć styl pisania Charlesa Soule’a, który napisał również wspomniany wcześniej tytuł: Światło Jedi. Ostrze to pierwsza część czterotomowej serii. Nie wiadomo jednak kiedy na polskim rynku pojawią się kolejne. Zeszyt określiłabym jako „inny”. To po prostu opowieść o dwójce profesjonalnych i najlepszych Jedi oraz ich relacji. Misje, z którymi muszą się mierzyć, nie mają większego znaczenia dla mnie, jako czytelnika.

Rysunki Marco Catiello i Jethro Moralez wraz z kolorami Jima Charalampidisa są przyjemne i estetyczne. Największe wrażenie robią kadry zawierające sceny walki z Porterem w roli głównej. Ponadto, na końcu oprócz alternatywnych okładek, dostajemy szkice postaci i kilku paneli.

Jako ogromnej fance Wielkiej Republiki, nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić Ostrze. Mimo iż nie zawiera niesamowicie cennych informacji wzbogacających naszą wiedzę o uniwersum, to pozwala lepiej poznać pobocznych bohaterów i spojrzeć na legendarnych Jedi z innej strony. Z przyjemnością sięgnę po kolejne części.

 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Would love your thoughts, please comment.x