Piękny prezent dla fanów Marvela – Recenzja filmu “Strażnicy Galaktyki: Coraz Bliżej Święta”

James Gunn, jeden z najbardziej kreatywnych i utalentowanych twórców w Hollywood, powraca z kolejnym świetnym projektem. Tym razem w klimacie świąt Bożego Narodzenia.

MCU posiada już w swoim katalogu świąteczne produkcje jak Iron Man 3 z 2013 roku, czy zeszłoroczny Hawkeye. I choć pierwszy z nich okazał się całkiem niezłym widowiskiem, to ten drugi zawiódł praktycznie pod każdym względem. 

Na szczęście to właśnie James Gunn został wyznaczony przez Kevina Feigiego do stworzenia kolejnej okołoświątecznej farsy w świecie Marvela.

Strażnicy Galaktyki: Coraz Bliżej Święta to film krótkometrażowy w reżyserii Jamesa Gunna. Przedstawia on losy niekompetentnych Mantis i Draxa, którzy chcąc pocieszyć Petera, pragną urządzić mu idealne święta Bożego Narodzenia. W tym celu wyruszają na Ziemię, by odnaleźć legendarnego Kevina Bacona — idola ich przyjaciela. 

Łatwo wydedukować, jaki przekaz płynie z tej stosunkowo krótkiej opowieści. Najważniejsza jest rodzina i to właśnie o nią chodzi w świętach. 

Dość prosty scenariusz, ale taki miał być z założenia. Jedyna wada, jaką w nim dostrzegłam, to pewna niekonsekwencja.

Mieszkańcy miasta, w którym rozgrywa się akcja, zachowują się, jakby widzieli kosmitów po raz pierwszy i nie mieli pojęcia, kim są Strażnicy, mimo że ludzie żyjący w tym uniwersum są raczej odporni na niecodzienne widoki w postaci statków kosmicznych, czy gadających zwierząt. Guardians stali się natomiast sławni po tym, jak pokonali armię Thanosa razem z drużyną Avengers. Jestem jednak w stanie przymknąć na to oko. 

Gunnowi nie można natomiast niczego zarzucić pod kątem wizualnym, czy reżyserskim. To rzemiosło wypracował sobie do perfekcji. 

Na pochwałę załugują również efekty specjalne oraz CGI. Lokacje, zarówno w kosmosie, jak i na Ziemi, a także wizerunki przedstawicieli ras obcych, robią wrażenie.

Ostatecznie otrzymujemy miły dla oka kontent, który w żaden sposób nie odstaje od Strażników Galaktyki, jakich mieliśmy okazję oglądać w kinie. 

David Bautista oraz Pom Klementieff jako Drax i Mantis tworzą zgrany, choć ekscentryczny duet, na który zawsze patrzy się przyjemnie.

To nie oni jednak najbardziej mnie urzekli, a autentyczna obecność obdarzonego charyzmą Kevina Bacona, grającego samego siebie. Wypadł on fantastycznie. Widać, iż odnalazł się w rodzinie Marvela, choć był to zapewne jednorazowy event. Jeszcze do niedawna bym nie przypuszczała, że aktor kiedykolwiek zgodzi się wystąpić w produkcji tak kontrowersyjnego gatunku, jakim jest obecnie kino superbohaterskie. Niemożliwe, a jednak.

Znamienną dla pełnometrażowych Strażników Galaktyki zaletą, jest charakterystyczna, oldschoolowa muzyka przywołująca na myśl lata siedemdziesiąte. Starannie wyselekcjonowanej playlisty oczekiwałam więc i po świątecznej odsłonie serii. Niezmiernie ucieszył mnie fakt, że twórcy po raz kolejny spisali się pod tym względem. 

Wszystkie powyższe elementy składają się na czarującą historię pełną akcji i slapsticku, która nie boi się być absurdalna i bezczelna. 

W filmie znajdziemy też szereg nawiązań do poprzednich filmów Marvela, a bardziej wytrawni fani z pewnością wyłapią wszelkie komiksowe Easter Eggi. 

Konkludując, Strażnicy Galaktyki: Coraz Bliżej Święta to atrakcyjny produkt, który trafił do mojego serca. Sprawił mi bowiem mnóstwo radości, kolorując i ogrzewając szary, zimny listopad. Jeśli więc jesteście fanami Marvela i odpowiada wam specyficzny humor reżysera, to bardzo go polecam.

Film jest dostępny na platformie Disney+.

Na codzień opiekunka ekspozycji w MAiE. W wolnej chwili czyta książki, ogląda filmy, gra na playstation, pije kawę. Fanka Marvela, Gwiezdnych Wojen i twenty øne piløts |-/
1
0
Would love your thoughts, please comment.x