Podróż przez czas – recenzja komiksu „Venom. Tom 1”.

Powraca symbiont i to nie jeden! Wraz z nimi, Eddie Brock będzie musiał wejść na wyżyny sprytu i nie oszaleć w otaczającym go chaosie oraz ocalić swojego syna.

Czy mu się to uda?

Kim jest tajemniczy Meridius?

Eddie Brock został królem w czerni. Potrafi przenosić swój umysł do innych symbiontów, których jest przywódcą. Okazuje się jednak, że grozi mu niebezpieczeństwo. Kłopoty może mieć także jego pozostawiony na Ziemi syn, Dylan. Do czego posunie się Brock, aby uratować dzieciaka? Czy chłopiec pójdzie w ślady ojca?

Oczywiście Eddie Brock był tutaj jedną z postaci pierwszoplanowych. Jako przywódca roju symbiontów nie stracił swojego człowieczeństwa, ale zapomniał o niektórych, ważnych aspektach swojego życia. Oddzielony od Venoma i puszczony w wir szaleństwa i czasu, przestał rozróżniać kiedy jest… kiedy. Czy to przyszłość, przeszłość, jak daleko znajduje się od teraźniejszości? Dostaniemy niezwykle pogmatwaną podróż w czasie, ale nie taką jak Avengers: Endgame. Jestem pewna, że takiego przedstawienia tego zjawiska jeszcze nie widzieliście. Żadnej machiny czasu, żadnych kamieni, a mimo to, wszystko wygląda niezwykle spektakularnie i jednocześnie dziwnie.
Samego Venoma jest tu mało, ale myślę, że to tylko początek, swoją drogą bardzo obiecujący. Oczywiście pojawia się wiele razy, ale jego udział ogranicza się do niszczenia przeciwników i chronienia chłopca.

Dylan natomiast pozytywnie mnie zaskoczył.

Nie przepadam za dziećmi w komiksach, bo często są moim zdaniem słabo napisane. Albo to bezbronne istotki, które tylko przeszkadzają i utrudniają działania, bo pakują się w kłopoty, albo zbyt pewne siebie dzieciaki, myślące, iż mogą być na takim samym poziomie jak bohaterowie z mocami. Dylan nie jest ani jednym, ani drugim. Mimo problematycznego charakteru posłuchał ojca, nie nadużywa Venoma, by skakać po budynkach. Myśli jak dziecko/nastolatek, ale robi to ostrożnie i adekwatnie do sytuacji. Uważam, że syn Eddiego zapowiada się naprawdę dobrze.

Chłopcu towarzyszy jeszcze jeden symbiont. Nazywa się Sleeper i ukryty jest pod postacią kota. To głos rozsądku, który doradza Dylanowi, ale nim nie steruje. Dba o młodego, chroni go i często wykazuje empatię. Niezwykle przyjemna postać.

Meridius natomiast to bohater tajemniczy. Nie wiadomo do końca, jakie ma zamiary, kim jest i czego chce. Czy ktoś, kto układa się z Kangiem Zdobywcą, może robić to z dobrych pobudek?

Scenarzyści Ram V i Al Ewing zrobili coś niesamowitego. Zapodali nam wiele filozoficznych przemyśleń bohaterów, niezwykłych twistów w historii i przede wszystkim pokazali ją z perspektywy różnych bohaterów, co pozwoliło stopniowo uzupełniać wątki. Jestem pod wrażeniem, jak bardzo dopracowany i niezwykły jest ten komiks.

Bryan Hitch to fantastyczny rysownik, którego umiejętności znacząco wzbogaciły tom. Pełne emocji ilustracje, zaznaczona mimika twarzy i fantastycznie ukazane elementy szaleństwa, w jakie wpakował się Brock to coś, dlaczego warto sięgnąć po Venoma.

Gorąco polecam zapoznanie się z tym tytułem. Spotka was tu coś, czego jeszcze nie widzieliście. Przygoda, zagmatwana rzeczywistość, fantastyczni bohaterowie… Jako fani Marvela czy Venoma powinniście sami sprawdzić, dlaczego komiks jest tak wyjątkowy.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Interesuję się sztuką, fantastyką i science-fiction. Lubię czytać książki i grać w gry planszowe, jak i komputerowe. Uwielbiam komiksy, zwłaszcza z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zajmuję się rysunkiem, malarstwem i oglądaniem błyskotek na sklepowych wystawach. Jestem uzależniona od herbaty i muzyki.
0
Would love your thoughts, please comment.x